Pani Baronowa w brązowym toczku (zawsze o dwa kroki przed modą i o trzy przed własnym mężem) nie przyszła tu robić awantury o byle amanta. O nie! Ona jest kobietą biznesu. Słysząc, że na mieście pojawiły się dwie „Handlarki Minutami” (te w goglach i z bezczelnym dekoltem), postanowiła osobiście sprawdzić asortyment.
Akt I: Groźne wejście
– Moja droga – szepnęła Baronowa do swojej wiernej służącej (tej w skromniejszym, ciemnym kapeluszu po lewej) – trzymaj moją torebkę i przygotuj sakiewkę. Te panienki myślą, że sprzedadzą mi stary czas jako nowy, bo założyły miedziane kółka na oczy.
Akt II: Negocjacje wysokiego ciśnienia
Główna „Sprzedawczyni” (ta z medalionem w ręku) unosi mały zegarek i z uśmieszkiem godnym kasjera w banku mówi:
– Szanowna Pani, ten czas jest z importu. Najlepszy rocznik – godzina piąta rano z Paryża. Świeżutka, pachnąca rogalikami. Tanio nie będzie!
Ale Baronowa tylko mocniej zacisnęła dłonie na laseczce.
– Piąta rano? Moje dziecko, w tym wieku o piątej rano to ja dopiero kładę się spać po balu. Chcę czegoś grubszego kalibru!
Akt III: Ciężka artyleria
Widząc, że klientka nie jest „z pierwszej łapanki”, pomocnica handlarki (ta po prawej) wyciąga prawdziwy skarb: duży zegar na grubym łańcuchu.
– Skoro tak... oto „Czas na Żądanie”. Jeden obrót wskazówki i mąż wraca z delegacji trzy godziny wcześniej, bez pytania o rachunki z butików!
[Nasza Pani w brązowym kapeluszu nie przyszła się kłócić o męża. Ona przyszła go... skrócić! O te kilka godzin, które spędza tam, gdzie nie powinien. Dzięki dużej „armacie” (wielkiemu zegarowi) Baronowa ma teraz kontrolę nad czasoprzestrzenią.]
Handlarki myślą, że zarobiły, a to Baronowa właśnie wykupiła sobie „Wieczną Młodość” i „Święty Spokój”, płacąc za nie guzikami, które służąca sprytnie pomalowała na złoto tuż przed wejściem)
🕰️ KONFRONTACJA, CZYLI DUŻA ARMATA W AKCJI
Baronowa wkroczyła do salonu z taką miną, jakby właśnie wygrała bitwę pod Trafalgarem. Mąż, siedząc w fotelu i udając, że studiuje notowania giełdowe (a tak naprawdę sprawdzając w lusterku, czy gogle pasują mu do krawata), zapytał niepewnie:
– Kochanie, skąd ta nagła radość? I co to za ogromna cebula zwisa ci u pasa?
Baronowa uśmiechnęła się słodko, podnosząc „ciężką armatę” – wielki zegar od handlarek – prosto przed jego nos.
– To, mój drogi, jest Korektor Małżeński. Właśnie kupiłam ci „dodatkowe trzy godziny” spędzone w biurze, o których tak często wspominałeś.
Mąż zbladł.
– Ale jak to? Przecież czas to pojęcie względne...
– Owszem – przerwała mu Baronowa, stukając laską o podłogę. – Od dzisiaj twoje „pięć minut na mieście” trwa dokładnie tyle, ile mi zajmuje wypicie jednej kawy. A jeśli ten zegar pokaże, że spóźniłeś się choćby o sekundę, osobiście użyję go jako odważnika... do twojej ulubionej wędki!
Morał ostateczny:
Mąż Baronowej w ciągu minuty stał się najbardziej punktualnym człowiekiem w całym Imperium Steampunku. Zrozumiał, że przeciwko kobiecie z brązowym kapeluszem i zegarem wielkości talerza obiadowego, nawet grawitacja nie ma szans.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz