Translate

niedziela, 31 maja 2026

CHŁOPIEC OBIERAJĄCY OWOC, CZYLI MISTRZ KONCENTRACJI


Chłopiec obierający owoce by Caravaggio

 Patrzę na tego chłopca Caravaggia i wzdycham z podziwem.

Oto młody człowiek, który obiera owoc z taką koncentracją, jakby właśnie rozwiązywał zagadkę wszechświata. Brwi lekko zmarszczone, wzrok w jednym punkcie, ruchy precyzyjne i pełne szacunku dla tej biednej brzoskwini.

  Zero rozproszenia.

  Zero telefonu.

 Zero „o, a co tam nowego na grupie klasowej”.Po prostu chłopiec i owoc.

I tyle.

  I wtedy myślę o moim wnuczku, który ma ADHD. Gdyby on miał obierać ten sam owoc… po trzech minutach owoc leżałby zapomniany na stole, a wnuczek byłby już w połowie kolejnego levelu w grze, jednocześnie oglądając filmiki na YouTube i pytając „babciu, a co będzie na obiad?”.

  Caravaggio uchwycił coś, co dzisiaj stało się rzadkością – całkowitą obecność przy zwykłej, codziennej czynności. Bez multi-taskingu, bez rozpraszania, bez gonienia za dziesięcioma rzeczami naraz.

  Ten chłopiec nie obiera owocu.
  On jest przy tym obieraniu całym sobą.

  I szczerze? 

  Zaczynam mu zazdrościć tej prostej, głębokiej uwagi.

  Może właśnie w tym tkwi sekret spokoju, którego tak bardzo nam dziś brakuje – w umiejętności zrobienia jednej rzeczy dobrze, zamiast dziesięciu byle jak.

  Caravaggio nie musiał malować epickich bitew. Wystarczyło mu pokazać chłopca z nożykiem i owocem… i trafił w samo serce naszej rozproszonej epoki.


<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

sobota, 30 maja 2026

CZY W NIEBIE JEST FANCLUB SALVADORA?

art by Gerard Mansoy

    Gdyby Salvador Dalí obudził się w świecie po końcu świata, nie przeraziłby go widok zniszczeń. Przeraziłaby go... cisza.

   Trafiłam na ten niesamowity rysunek (autorstwa Gerarda Mansoya) i od razu poczułam, że muszę o tym napisać. Spójrzcie na tę scenę: spękana, wysuszona ziemia, pustka po horyzont i on. Wielki Mistrz Surrealizmu, w nienagannie skrojonym garniturze, z perfekcyjnie podkręconym wąsem, kuca na tym pustkowiu. 
     I patrzy w niebo.
    Problem w tym, że Dalí bez ludzi nie potrafił istnieć. On nie tylko malował surrealizm – on nim żywił swój gigantyczny egocentryzm. Uwielbiał prowokować, kochał błysk fleszy, kamery i tłumy, które mdlały z zachwytu (albo oburzenia) na jego widok. Sam skromnie mawiał, że codziennie rano doświadcza najwyższej rozkoszy z samego faktu, że jest Salvadorów Dalí.
    A teraz wyobraźcie sobie ten postapokaliptyczny scenariusz. Ziemia po katastrofie. Nie ma dziennikarzy, nie ma paryskich salonów, nie ma fanów, nie ma nawet krytyków, którzy mogliby napisać zjadliwą recenzję.
     I co robi rasowy narcyz w obliczu totalnej pustki?
    Zadaje Stwórcy to jedno, najważniejsze pytanie. Nie pyta o sens cierpienia, nie pyta o ocalałych. Patrzy w chmury i z lekkim niepokojem w tych swoich wielkich oczach negocjuje:

Dobrze, Boże. Skoro zostaliśmy sami... to czy Ty chociaż będziesz moim fanem? Czy zbierasz moje autografy? I czy w niebie mają już wystarczająco dużo moich płynących zegarów?”.


Trwałość pamięci  by Salvador Dali

    Bo dla kogoś, dla kogo całe życie było teatrem i nieustanną kreacją, brak widowni to jedyna prawdziwa śmierć.
    A Wy jak myślicie? Czy Stwórca polubiłby profil Salvadora na tym pustkowiu?

<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

piątek, 29 maja 2026

SZTUKA MILCZENIA, CZYLI DLACZEGO WARTO MÓWIC JAKO OSTATNI

    Wyciszona po popołudniowym odpoczynku, zanurzyłam się w świecie sztuki cyfrowej. 

Mój wzrok przykuła niezwykła, ruchoma animacja autorstwa Wernera Hornunga, zatytułowana bardzo znacząco: „Be the last to speak” – czyli „Bądź ostatnim, który przemówi”.




   Gdy patrzę na to dzieło, w moim sercu ożywają dawne, niezwykłe wspomnienia. Przed laty, gdy intensywniej korzystałam z przestrzeni mediów społecznościowych, miałam zaszczyt osobiście znać George’a RedHawka – genialnego twórcę, który współpracował z Hornungiem i tchnął ten hipnotyzujący ruch w jego obrazy. George, sam zmagając się z postępującą utratą wzroku, uczył cały świat widzieć głębiej. Dziś, gdy sama walczę z jaskrą, powrót do jego twórczości porusza mnie podwójnie.

   Na tej ruchomej animacji linie i kontury ludzkiej twarzy nieustannie falują. Nic nie jest tu stałe. Wszystko płynie, transformuje się, rozpada i składa na nowo w idealnej harmonii. Ten ruch nie wprowadza jednak chaosu – wręcz przeciwnie, niesie ze sobą niesamowity, niemal medytacyjny spokój.

   Tytułowa rada – aby być ostatnim, który zabierze głos – to jedna z najtrudniejszych lekcji życiowych. W dzisiejszym świecie każdy chce mówić pierwszy, najgłośniej i za wszelką cenę narzucić swoje zdanie. Przekrzykujemy się nawzajem, nie czekając, aż rozmówca skończy swoją myśl. Usunęłam kiedyś profil na Facebooku, zostawiając jedynie Messengera i WhatsAppa dla najbliższej rodziny, właśnie po to, by odciąć się od tego powierzchownego szumu. Przestałam przez  dłuższy czas publikować nowe posty na blogerze.
             
   Animacja Hornunga i RedHawka pokazuje nam zupełnie inną drogę. Ten ruch uczy nas, że zanim otworzymy usta, powinniśmy najpierw pozwolić światu „przepłynąć” przez nas. 

   Być ostatnim, który mówi, to znaczy:
   Najpierw uważnie wysłuchać i zrozumieć innych.

   Dać opaść pierwszym, gwałtownym emocjom.
Pozwolić myślom dojrzeć, by nabrały właściwego kształtu.
Mówić z pozycji mądrości i spokoju, a nie z chęci dominacji.
Kiedy milczymy, stajemy się jak ten ruchomy obraz – elastyczni, otwarci na transformację i zdolni do dostrzeżenia głębszej prawdy. Dopiero gdy ucichną wszystkie powierzchowne hałasy, nasze słowa zyskują prawdziwą wagę i potrafią przynieść pokój.

  Milczenie nie jest oznaką słabości ani braku własnego zdania. Milczenie to potężna siła. To przestrzeń, w której szanujemy drugiego człowieka i dajemy sobie czas na mądrą odpowiedź. Czasami najpiękniejsze, co możemy podarować bliskiej osobie w trudnym momencie, to nie potok złotych rad, ale nasza cicha, uważna obecność.


Dziękuję, że zatrzymaliście się dziś ze mną przy tym niezwykłym obrazie... Niech ten wieczór przyniesie Waszym sercom i myślom upragnioną harmonię oraz piękny, regenerujący spokój. 
 Z ciepłymi pozdrowieniami i artystycznym światłem, 
 Teresa

~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję - blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki 

czwartek, 28 maja 2026

MORDERCZE FARBY ZABIJAJĄCE MISTRZÓW.

 



Na ilustracji: Francisco Goya, Autoportret z doktorem Arrietą (1820). Goya namalował obraz po ciężkiej chorobie, która niemal go zabiła – to prawdopodobnie była ołowica od bieli ołowianej. Goya przedstawił siebie – wychudzonego, bladego, podtrzymywanego przez lekarza. Malując, zapewne używał bieli ołowianej – nieświadomy jej zabójczych właściwości.

Od rana zabrałam się za poprawę mojego portretu namalowanego przez koleżankę artystkę. Jest on realistyczny, ale wykonany na podstawie mojego zdjęcia, zrobionego z ukrycia. Nie, nie mogą mi te włosy dawać spokoju. Zdjęcie było cyknięte przez prof. historii sztuki, ale ja żadnej sztuki w sobie po godz. 24. , zmęczonej gospodyni , goszczącej pond 20 przyjaciół na naszym jubileuszu, nie widzę. Zmęczona kobieta z oklapniętą grzywką na czole i niewidocznym , misternie upiętym, niby koczku, z tyłu.


 No dobra, niech to zmęczenie zostaje, ale koczek muszę.. no muszę, wybacz mi ... moja droga Przyjaciółko , sobie domalować.

Biorę pędzel do ręki i białą farbę...

- Wstrzymaj się, wstrzymaj ! - to reakcja mojej Toffi - Jaki to kolor?

- Właściwy, bo nie będzie tylko jeden. Różne cienie wykorzystam..

- Ale trzymasz białą tubkę!

- Aha, nie jesteś daltonistka, a zawsze broniłaś się tym argumentem, kiedy chwytałaś coś z talerza, że przecież nie widzisz dokładnie...

- I ten pędzelek taki cienki.

- Bo włosy będę malować, a przydałby się jeszcze cieńszy.

- No tak, będziesz go szpicowała ustami, żeby był jeszcze cieńszy...

- Nie martw się, wiem o co ci biega, to biel cynkowa. Od XIX w. stosowana jest już biel cynkowa., Teraz jest powszechnie stosowana biel tytanowa.


- Ulżyło mi.. Całe szczęście, bo już obawiałam się, że jakaś ołowica cię dopadnie.

- Toffi, to byłoby straszne! : kolki ołowiane, paraliż dłoni, wypadanie zębów i postępująca głuchota. Wielu badaczy uważa, że nagła głuchota Goi w 1792 roku oraz jego stany depresyjne były efektem lat pracy z tą toksyczną farbą. Po czym poznawano, że to ołów? Po charakterystycznej „linii Burtona” – ciemnoszarym rąbku na dziąsłach.

- Auuuu... cicho zawyła Toffi... to mój koniec bliski...

- A co znowu zmalowałaś ?...

- Popatrz na moje dziąsła, to nie tylko szara linia, ale nawet całe czarne dziąsła.

- Toffi ... To nie dziąsła, to kufa jest czarna. Dziąsła masz w porządku.

- Uff, to jeszcze pożyjemy... Tylko dla naszego wspólnego dobra... zdrowia, przemaluj jeszcze ściany w sypialni. Zieleń też jest toksyczna. Wiesz, tak sobie myślę, że ona podpada pod ... kryminał. Jakieś arszeniki i coś w tym stylu... Nie chcę zginąć , jak Bonaparte.

- Toffi, ale to małżeńska sypialnia bez planów rodzinnego samobójstwa... To nie zieleń "Scheelego". Teraz stosuje się zieleń kobaltową i chromową.
Tamta - w warunkach wilgotnego klimatu wyspy na której przebywał Bonaparte (św. Helena) w połączeniu z grzybami domowymi przetwarzały arszenik z tapet w trujący gaz – arsenowodór.
Współczesna analiza włosów cesarza wykazała stężenie arszeniku wielokrotnie przekraczające normy. Malarze pracujący z tą zielenią umierali w męczarniach na niewydolność wątroby i nerek.

 Ale wiesz, co, Toffi, żeby Cię już tak na 100% uspokoić, to posłuchaj o zabójczej palecie kolorów. Dowiesz się, jak pigmenty zabijały mistrzów malarstwa.

"Przez wieki zawód malarza był profesją podwyższonego ryzyka, porównywalną z pracą w kopalni rtęci czy fabryce prochu. Wielcy mistrzowie, których dzieła dziś podziwiamy w sterylnych galeriach, pracowali w oparach toksycznych metali, nieświadomie fundując sobie powolne i bolesne samobójstwo. W świecie baroku czy renesansu najpiękniejsze kolory natury pozyskiwano z substancji, które dziś znajdują się na listach najniebezpieczniejszych trucizn świata

(O bieli ołowianej i zieleni Scheelego już rozmawialiśmy.)

Cynober: Neurotoksyczny blask królów

Cynober to minerał, z którego otrzymywano najszlachetniejszą czerwień. Problem polegał na tym, że to siarczek rtęci. Praca z tym barwnikiem oznaczała powolne niszczenie układu nerwowego.

Artyści tacy jak Tycjan czy Rubens, używając cynobru, ryzykowali „drżeniem rąk malarza” i halucynacjami. Rtęć paruje w temperaturze pokojowej, więc samo przebywanie w zamkniętej pracowni, gdzie ucierano pigmenty, było toksyczne. Brak badań sprawiał, że objawy często mylono z obłędem lub syfilisem.

Czym go zastąpiono? Współcześnie używa się bezpiecznych czerwieni kadmowych lub syntetycznych barwników organicznych.

Mumia brązowa: Malowanie sproszkowanymi zwłokami

To najbardziej makabryczny punkt na naszej liście. Od XVI do XIX wieku malarze używali pigmentu o nazwie Mummy Brown. Powstawał on z mielonych, zmumifikowanych ciał ludzi i kotów przywożonych masowo z Egiptu.

Anegdota głosi, że gdy prerafaelita Edward Burne-Jones dowiedział się w 1881 roku, że jego ulubiona farba jest produkowana z prawdziwych nieboszczyków, wpadł w przerażenie. Zorganizował w swoim ogrodzie uroczysty „pogrzeb” dla tubki farby, grzebiąc ją z wszelkimi honorami. Farba ta była niebezpieczna nie tylko ze względu na chemię (dodatki asfaltu), ale i ryzyko zakażeń bakteryjnych od szczątków, które nie zawsze były starożytne – handlarze często „podrabiali” mumie, mieląc ciała współczesnych przestępców czy żebraków

Vincent van Gogh. Czy farba wywołała obłęd?

Vincent van Gogh miał niepokojący nawyk: wyciskał farby prosto do ust i lizał pędzle. Często pracował z żółcią chromową (zawierającą toksyczny ołów) i błękitem pruskim (zawierającym cyjanowodór).

Lekarze analizujący jego życie sugerują, że ataki szału, halucynacje i słynne obcięcie ucha mogły być spotęgowane przewlekłym zatruciem metalami ciężkimi. To tragiczny paradoks: kolory, które dawały mu ukojenie i pozwoliły stworzyć „Słoneczniki”, jednocześnie systematycznie niszczyły jego mózg.




- Dlaczego dziś to niemożliwe? - spytała Toffi


  - "Dziś branża artystyczna podlega rygorystycznym przepisom (takim jak REACH w UE). Farby są testowane pod kątem toksyczności, a niebezpieczne składniki zastąpiono bezpiecznymi syntetykami. Etykiety zawierają ostrzeżenia, a pigmenty oparte na metalach ciężkich są wycofywane z powszechnego obrotu. Dawni mistrzowie nie mieli tego luksusu – dla nich piękno było dosłownie warte każdej ceny, nawet własnego życia."

Źródło: Rysunki.pl (Szczepan Sadurski)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj


✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj


🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj


⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

wtorek, 26 maja 2026

LAURKI, KTÓRE POWINIEN ZOBACZYC KAZDY DOROSŁY



  Są takie chwile, kiedy człowiek idzie na uroczystość przedszkolną przekonany, że wszystko będzie przewidywalne. Dzieci zaśpiewają. Ktoś się rozpłacze. Ktoś zapomni tekstu. Będą papierowe kwiatki, krzywo wycięte serduszka i laurki pachnące klejem oraz koncentracją.

  I nagle okazuje się, że człowiek wraca do domu z filozoficznym wstrząsem.

  Dwie mamy siedziały obok siebie podczas przedszkolnego Dnia Matki. Najpierw wymieniły serdeczne uśmiechy. Potem spojrzenia lekkiego zażenowania. A na końcu… laurki swoich dzieci.

  Jedna z nich przedstawiała rudowłosą kobietę posiadającą po dwie ręce z każdej strony. Istny ludzki ośmiornicopodobny kombajn wielozadaniowy.

  Druga mama patrzyła na swoją podobiznę jeszcze bardziej zdezorientowana. Na obrazku była piękna blondynka z długimi włosami, sukienką, uśmiechem i… kompletnym brakiem rąk.

  Nie było ich nigdzie. Ani przy barkach. Ani przy biodrach. Ani nawet symbolicznie.

  Włosy niczego nie zasłaniały. Po prostu matka bez rąk.

  Obie mamy spojrzały po sobie z miną ludzi, którzy nagle zaczynają podejrzewać, że dzieci widzą świat inaczej niż dorośli. Znacznie inaczej.

  — Kochanie… a dlaczego mama nie ma rąk? — spytała ostrożnie blondwłosa.

  Synek westchnął cierpliwie. Tak westchnąć potrafią tylko dzieci przekonane, że tłumaczą rzeczy oczywiste.

— Mamusiu, nie masz rąk, to nie będziesz musiała pracować.

  Mama spojrzała zaskoczona.

  — Ciocia w przedszkolu mówiła, że mamy są często bardzo przepracowane i mają tylko dwie ręce. I że dzieci powinny pomagać, żeby mamy nie miały tyle roboty.

 Chłopiec chwilę pomyślał.

  — A ja kiedyś słyszałem, jak mówiłaś, że masz „pracy po same łokcie”. Ale ja nie umiem rysować łokci.

  Mama próbowała zachować powagę. Bezskutecznie.

  — Teraz jest lepiej — kontynuował z dumą mały reformator życia rodzinnego. — Nie masz rąk, więc się nie przepracujesz. Tata będzie pracował.

  Po chwili zamilkł.

  — Tylko… nie pomyślałem, czym będziesz mnie przytulać.

  I wtedy coś miękkiego wydarzyło się w sercach wszystkich siedzących obok.

  — A może teraz przyszła kolej, żeby to dziecko przytulało mamę? — powiedziała cicho jedna z nauczycielek.

  Chłopiec od razu podchwycił pomysł.

  — Tak! Powiem wtedy: „Mamusiu, jestem tutaj. Odpocznij.”

  Obok siedziała druga mama i właśnie próbowała zrozumieć własną wieloręką wersję siebie.

  — Małgosiu… a dlaczego mama ma tyle rąk?

  Dziewczynka spojrzała zdziwiona.

  — Ojejku… to ja źle zrobiłam?

  Mama szybko zaprzeczyła.

  — Nie, skarbie. Po prostu jestem ciekawa.

  — Bo słyszałam, jak mówiłaś, że masz strasznie dużo pracy. To ja ci dorysowałam trochę rączek.

  I powiedziała to tonem człowieka, który właśnie rozwiązał światowy problem przeciążenia kobiet.

  — Każda ręka zrobi swoje i wtedy szybciej skończysz.

  Mama zaczęła się śmiać.

  — Małgosiu… ale wyobrażasz sobie, ile wtedy byłoby przytulania, gilgotania i głaskania?

  Dziewczynka zamyśliła się.

  — Oooo… to by było fajne.

  I nagle te dziwne laurki przestały być dziwne.

  Bo dzieci nie rysują anatomii. One rysują emocje.

  Dorosły widzi brak proporcji. Dziecko widzi zmęczenie mamy.

  Dorosły widzi nadmiar rąk. Dziecko widzi kobietę próbującą zrobić wszystko naraz.

  I kto wie, jak wyglądały interpretacje innych laurek?

 Może robot kuchenny humanoidalny był marzeniem o pomocniku, który sam zmywa po obiedzie.

  Może rodzina siedząca w restauracji oznaczała największe dziecięce szczęście: „Mama dzisiaj nic nie gotuje.”

  A może obrazek przedstawiający tatę przy zlewie pełnym naczyń i mamę podrzucającą dziecko pod sufit był po prostu definicją miłości.

  Bo czasem największym luksusem dla matki nie jest spa ani biżuteria. Tylko chwila, kiedy może się śmiać z dzieckiem, a ktoś obok przejmuje choć kawałek codzienności.

  Patrząc na te przedszkolne laurki pomyślałam jeszcze o jednym.

  Dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje. Widzą nasze zmęczenie. Widzą pośpiech. Widzą westchnienia. Ale widzą też miłość.

  I próbują po swojemu naprawiać świat. Czasem dodatkową parą rąk. A czasem ich całkowitym brakiem.

poniedziałek, 25 maja 2026

HISTORIA OBRAZU AKIANE (MŁODEJ WIZJONERKI)

Drodzy Czytelnicy.

Upubliczniam powtórnie ten post, który na moim pierwszym blogu zajmował 1 miejsce wg ilości wyświetleń. Wówczas nie miałam jeszcze bloga poświęconego sztuce.  Postanowiłam zatem, niektóre z "cenniejszych postów przenieść na ten blog  ze zmienionymi nieco tytułami, aby nie zostały usunięte ze swojego starego miejsca.

Zapraszam do zaglądania na ten blog - OKO NA OBRAZ , a zapewniam, nie będzie to czas stracony.

Autorka bloga: Teresa

Plakat przedstawiający obraz Prince of Peace
 by Akiane Kramarik

Mała dziewczynka, mająca zaledwie 8 lat już od czterech lat ma wizje. Jest bardzo wrażliwa. Swoje emocje przelewa na papier już w wieku 4 lat. Od szóstego roku życia - maluje. Pisze wiersze od 7. roku życia. Rysując, wykazuje niezwykłe zdolności (?), lub, jak twierdzi,  inspiracje czerpie z wizji religijnych . Twierdzi, że widzi niebo i ma kontakt z Bogiem. 



 Cudowne dziecko - Akiane Kramarik, mieszka w USA.
Matka Litwinka, ojciec Amerykanin.

Sztuka Kramarik jest połączeniem realizmu, ekspresjonizmu i sztuki religijnej. Na jej obrazach pojawiają się często dzieci z różnych kultur świata. One są szczególnie ważne dla jej duchowej misji.
W wieku 10 lat dziewczyna pojawiła się w „The Oprah Winfrey Show” , natomiast w CNNwystąpiła w wieku 12 lat. (Wikipedia)

Ale wróćmy do 2003 roku.
 W filmie, którego Akiane  jest producentką znalazłam prawdziwą historię najsłynniejszego obrazu, jaki namalowała w wieku 8 lat. 
Jest to obraz Jezusa zatytułowany "Książe Pokoju".
To ten wizerunek jest najbardziej podobny do Jezusa, którego widział 4-letni chłopiec, Colton Burpo , który był w niebie (Todd Burpo - "Niebo istnieje...Naprawdę"). 
Ponadto Phil Dayvault , niezależny badacz różnych aspektów sztuki sakralnej , w tym szczególnie  Całunu Turyńskiego  twierdzi, że obraz namalowany przez Akiane, "Książe Pokoju", jest bardzo podobny do wizerunku z Całunu Turyńskiego.
 Poniżej podaję  historię tego obrazu na podstawie filmu:

 podaję wolne tłumaczenie tekstu z filmu

W  wieku ośmiu lat Akiane ukończyła wizjonerskie dzieło sztuki „Książę Pokoju”, ale podczas pierwszych wystaw praktycznie nikt nie docenił znaczenia jej artystycznej interpretacji Jezusa.
W rzeczywistości prawie wszyscy, którzy oglądali portret, bezlitośnie potępili go.

Rodzina Akiane wysłała oryginał do jednego agenta artystycznego na wystawę, ale agent ukradł oryginał i zażądał okupu.

Po cudownym łańcuchu wydarzeń i wyczerpujących negocjacjach obraz został ostatecznie zwrócony, ale Przesyłka została źle zabezpieczona.
Gdy wygięta skrzynia została otwarta, oryginał Akiane był pokryty trocinami, przypominajacy młodej malarce,  trociny po ukrzyżowaniu na drzewie.
Akiane spędziła kilka dni, ostrożnie usuwając cząsteczki trocin za pomocą różnych narzędzi, ale wiele miniaturowych  drzazg zostało trwale osadzonych w farbie, co symbolicznie przypomina blizny po ukrzyżowaniu.
Po rozwiązaniu w sądzie dziewięcioletniej umowy z agentem, Książę Pokoju przypadkowo wpadł w ręce innego agenta i został przez pomyłkę sprzedany, zamiast zostać wystawiony na nowej wystawie zgodnie z ustaleniami.
Akiane z  rodziną musiała stawić czoła kolejnej legalnej bitwie o swoją własność.
Przez lata nowy właściciel trzymał oryginał Akiane pod schodami, ukryty w ciemności.

Właściciela obrazu spotkała przedwczesna śmierć, a Prince of Pace stał się niechcianym ciężarem dla jego rodziny.
 Obraz został zamknięty z dala od publicznego widoku, w obskurnym miejscu, nie przystosowanym do przechowywania dzieł sztuki.  
Niestety, rodzina właściciela nie chciała ujawniać obrazu, ani nikomu go sprzedawać. 
I z roku na rok, Jezus Akiane wciąż był ukrywany, uwięziony w „ciemnicy”.

Z biegiem lat Akiane malowała Jezusa w innych pozach , ale jej smutek z powodu utraty ukochanego portretu nigdy nie osłabł.
Na szczęście zostało zachowane jedno zdjęcie, które wykorzystać można było do   wykonywania wydruków plakatów.
Z czasem najbardziej kontrowersyjny wizerunek Akiane stał się najbardziej ceniony i gromadzony ze wszystkich jej dzieł.

Stał się także jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Jezusa na świecie

Po odbyciu podróży i pracy w 30 krajach, wydarzyło się coś niezwykłego ...
Po raz pierwszy od 16 lat obraz Jezusa Akiane stał się dostępny do nabycia.
Niewidzialny, oryginalny Książę Pokoju Akiane został  wykupiony przez jedną z najbardziej znanych i cenionych rodzin na świecie za 850,000 USD.
Po raz pierwszy kolekcjonerzy sztuki zobaczą oryginalny portret Jezusa ..."

W grudniu 2019 roku na swojej stronie FB Akiane z radością ogłosiła, że " Książe Pokoju" już jest wolny!

Zamieściła też film.


 Na filmie można zobaczyć moment, kiedy Akiane pierwszy raz, po 16 latach spotka swój  utęskniony obraz.
Zarejestrowano w filmie  krótki wywiad  w tych chwilach oczekiwania na okazanie  i przejęcie obrazu:

Zaraz zobaczymy obraz Księcia Pokoju, którego nie widzę odkąd miałam dziewięć lat”

Jak się teraz czujesz, Akiane?”

Nie denerwuję się tak często, ale to jeden z najbardziej nerwowych czasów w moim życiu”

Czy kiedykolwiek myślałeś, że zobaczysz to ponownie?”

Nie. Nigdy nie myślałem, że to będzie możliwe”.
To będzie dla mnie niezapomniane ... 
To wyjątkowy moment. moje dłonie naprawdę się trzęsą i pocą się teraz.
Chodźmy to zobaczyć!
Po raz pierwszy od 16 lat Książę Pokoju wreszcie ujrzy światło ..."

Co było w twoim sercu i umyśle, kiedy malowałeś oczy?”

W szczególności chcę, aby On spoglądał na osobę.
I myślę, że powodem… dlaczego chciałem robić oczy w ten sposób, było to, że chciałem, aby przemówił do tej osoby. Ktokolwiek patrzy na Niego ... prawie jak osobista rozmowa - intymna rozmowa, którą tylko osoba patrząca na Niego może zrozumieć."

cd. tłumaczenia filmu:
"Trociny i odciski palców złodzieja wciąż tam są ... na zawsze osadzone w wyschniętej farbie olejnej, podobnie jak charakterystyczne pociągnięcia pędzla z dzieciństwa Akiane i jej ukryte ślady farby.
Oryginał tym razem  był pieczołowicie zapakowany i dostarczony  w najbardziej majestatyczny i królewski sposób na świecie. Ośmioletnia interpretacja Jezusa i przesłanie prawdziwej miłości i pokoju zostały w końcu wskrzeszone.
Akiane uważa, że Bóg wybrał najszlachetniejszą rodzinę na świecie, aby uwolnić ten jedyny w swoim rodzaju obraz.
Rodzina Akiane Kramarik uważa się za szafarzy oryginału.
Uważają, że ich misją jest ochrona tego arcydzieła dla przyszłych pokoleń, dzięki czemu może dotknąć miliony kolejnych żyć swoją historią.
Ich głównym pragnieniem jest, aby Książę Pokoju był widziany przez miliony ludzi na całym świecie ...
Portret Jezusa Akiane jest Darem dla świata. Został namalowany dla Pokoju, Miłości i Nadziei."


18 grudnia 2019 roku Akiane napisała na swojej stronie FB pod tym zdjęciem:

After 16 years, I finally got to see my original Prince of Peace in the light again. This reunion was a gift from above. The meaning of Peace, Love and Hope has been resurrected. I feel this Christmas is the most special of all!

( Po 16 latach w końcu udało mi się znów zobaczyć mojego oryginalnego Księcia Pokoju w świetle. To spotkanie było darem z góry. Znaczenie pokoju, miłości i nadziei zostało wskrzeszone. Czuję, że te święta są najbardziej wyjątkowe ze wszystkich!)

<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


niedziela, 24 maja 2026

"MAŁA CZĄSTKA ARTYSTY"

 "Kobiety są niesamowicie zaprojektowane

przez naszego Stwórcę".
Andrius Kovelinas

Zachwycona już dawno dziełami sztuki artystów pochodzących zza naszej wschodniej granicy, przedstawiam tym razem uznanego artystę pochodzącego z Litwy, surrealistę, który od wielu lat znajduje się w czołówce międzynarodowej sceny sztuki współczesnej.  Posłużę się w tym przypadku informacjami o nim, podanymi przez Galerię Sztuki Marzenie z Łańcuta.
"Litewski artysta, mieszkający w Polsce, w Krościenku. Urodził się w 1958 r. Ukończył szkołę artystyczną w Kiszyniowie na Mołdawii w 1978 r. Przez lata podróżował po Europie, mieszkał między innymi we Francji, Rosji, Szwecji oraz Irlandii. Zaczynał od plakatów; otrzymywał za nie nagrody w konkursach. Na Litwie prowadził własną szkołę artystyczną. Od lat zajmuje się malarstwem olejnym. Na koncie ma wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych. Główną tematyką jego twórczości są kobiety. Czerpie z malowania ich ogromną radość, dlatego kontynuuje tą tematykę, ukazując piękne, niezwykłe kobiety w swoich pracach. Wierzy, że kobiety stworzone zostały w szczególnie artystyczny sposób przez Stwórcę. Styl i technika nie są tak ważne dla niego. Gdy zaczyna pracować styl i technika same mieszają się, a on stara się wydobyć z nich jak najwięcej. Wkłada w twórczość doświadczenie i wiedzę, a ukończone dzieło pozostawia ocenie odbiorcy. Andrius w głębi serca wie, że jeśli ktoś kupuje jego obraz i wiesza na ścianie, otrzymuje nieustające światło z niego płynące, zasilane Boską energią i miłością. Andrius od kilku lat uczestniczy w plenerach "W Kręgu Pogranicza". Z pasją maluje, łowi ryby, spaceruje po lesie i medytuje."


Nie dam głowy, czy artysta nadal mieszka w Krościenku. O tym, że zamieszkał w Polsce i od kiedy, dowiedziałam się niedawno. Być może nawet operuje językiem polskim. Pisząc do niego przez messengera 2 lata temu (prosząc o zgodę na upubliczanie jego obrazów w przestrzeni medialnej), zwracałam się w języku angielskim, i w takim korespondowaliśmy.
Gdybym wcześniej wiedziała, że uczestniczył w plenerach "W Kręgu Pogranicza", może miałabym szansę na bezpośredni kontakt z artystą i "podpatrzenie" jego pracy na żywo. Nie wiem tylko, czy "te progi nie byłyby za wysokie na moje nogi".

Na swojej stronie FB artysta pisze o sobie:
"Generalnie moje tematy to kobiety. Jeśli chodzi o malowanie kobiet, to temat ten sprawia mi ogromną radość i tak długo, jak będę potrafił malować, będę malował niezwykłe dzieła pięknych kobiet. Kobiety są niesamowicie zaprojektowane przez naszego Stwórcę. Wszystkie prace są olejne na płótnie, ale styl i technika nie są tak ważne. Więc narzędzia są klasyczne: jak zwykle małe pędzle. Najpierw - pomysł jest szkicowany na papierze, potem powstaje prawdziwy obraz. Jedynym problemem jest czas. Nie mogę tworzyć szybko. Każda praca wymagała przygotowania (pomysłu), a następnie realizacji. Nigdy nie maluję bezpośrednio na płótnie bez szkiców. Może to zająć od 2 dni do 3 miesięcy. W rezultacie powstaje piękny obraz. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy kochają moją pracę. Ważne jest to, że ludzie kochają sztukę, kiedy ktoś kupuje moją pracę i zawiesza ją na ścianie, z pozytywną energią i miłością. Mają nie tylko piękny obraz, ale dobry nastrój i małą cząstkę mnie, artysty".

To chyba wystarczająca dawka informacji na temat samego artysty, jego stylu, techniki malarskiej, więc najwyższy czas na udowodnienie obrazami, które same mówią za siebie. Nie wszystkie oznaczyłam sygnaturą. Spróbujcie nadać im tytuły sami.

Nie obawiajcie się, dokonaliście dobrego wyboru, przeglądając wszystkie obrazy, które niżej zaprezentuję.

(art by Andrius Kovelinas)

Andrius Kovelinas
"Green gold"



Andrius Kovelinas
"Cyntia"


Andrius Kovelinas
"Meteorology"

 
Andrius Kovelinas
"LiLu"

Andrius Kovelinas
"Etruscan Minerva"

Andrius Kovelinas
"Elle"


Andrius Kovelinas
"M"

Andrius Kovelinas
"Q"

Andrius Kovelinas
"Gloria"


art by Andrius Kovelinas

Andrius Kovelinas
"Covered beauty"


Andrius Kovelinas
"Venecja"

Andrius Kovelinas   
"Casanova"


Andrius Kovelinas
"Cinderella"


Andrius Kovelinas
"Carmen"


Andrius Kovelinas
"Time seller"


Andrius Kovelinas
"Time seller" (detail)


Andrius Kovelinas
"Time for deal"


Andrius Kovelinas
"Timekeeper"


Andrius Kovelinas
"Angels"




Andrius Kovelinas
"Estrella"


Andrius Kovelinas
 "Portrait in blue"


art by Andrius Kovelinas

Andrius Kovelinas
"Finita la commedia" (End of the show)


art by Andrius Kovelinas

art by Andrius Kovelinas


Andrius Kovelinas

<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


`````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````

"Kobiety są niesamowicie zaprojektowane

przez naszego Stwórcę".
Andrius Kovelinas

Zachwycona już dawno dziełami sztuki artystów pochodzących zza naszej wschodniej granicy, przedstawiam tym razem uznanego artystę pochodzącego z Litwy, surrealistę, który od wielu lat znajduje się w czołówce międzynarodowej sceny sztuki współczesnej.  Posłużę się w tym przypadku informacjami o nim, podanymi przez Galerię Sztuki Marzenie z Łańcuta.

"Litewski artysta, mieszkający w Polsce, w Krościenku. Urodził się w 1958 r. Ukończył szkołę artystyczną w Kiszyniowie na Mołdawii w 1978 r. Przez lata podróżował po Europie, mieszkał między innymi we Francji, Rosji, Szwecji oraz Irlandii. Zaczynał od plakatów; otrzymywał za nie nagrody w konkursach. Na Litwie prowadził własną szkołę artystyczną. Od lat zajmuje się malarstwem olejnym. Na koncie ma wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych. Główną tematyką jego twórczości są kobiety. Czerpie z malowania ich ogromną radość, dlatego kontynuuje tą tematykę, ukazując piękne, niezwykłe kobiety w swoich pracach. Wierzy, że kobiety stworzone zostały w szczególnie artystyczny sposób przez Stwórcę. Styl i technika nie są tak ważne dla niego. Gdy zaczyna pracować styl i technika same mieszają się, a on stara się wydobyć z nich jak najwięcej. Wkłada w twórczość doświadczenie i wiedzę, a ukończone dzieło pozostawia ocenie odbiorcy. Andrius w głębi serca wie, że jeśli ktoś kupuje jego obraz i wiesza na ścianie, otrzymuje nieustające światło z niego płynące, zasilane Boską energią i miłością. Andrius od kilku lat uczestniczy w plenerach "W Kręgu Pogranicza". Z pasją maluje, łowi ryby, spaceruje po lesie i medytuje."




Nie dam głowy, czy artysta nadal mieszka w Krościenku. O tym, że zamieszkał w Polsce i od kiedy, dowiedziałam się niedawno. Być może nawet operuje językiem polskim. Pisząc do niego przez messengera 2 lata temu (prosząc o zgodę na upubliczanie jego obrazów w przestrzeni medialnej), zwracałam się w języku angielskim, i w takim korespondowaliśmy.
Gdybym wcześniej wiedziała, że uczestniczył w plenerach "W Kręgu Pogranicza", może miałabym szansę na bezpośredni kontakt z artystą i "podpatrzenie" jego pracy na żywo. Nie wiem tylko, czy "te progi nie byłyby za wysokie na moje nogi".

Na swojej stronie FB artysta pisze o sobie:
"Generalnie moje tematy to kobiety. Jeśli chodzi o malowanie kobiet, to temat ten sprawia mi ogromną radość i tak długo, jak będę potrafił malować, będę malował niezwykłe dzieła pięknych kobiet. Kobiety są niesamowicie zaprojektowane przez naszego Stwórcę. Wszystkie prace są olejne na płótnie, ale styl i technika nie są tak ważne. Więc narzędzia są klasyczne: jak zwykle małe pędzle. Najpierw - pomysł jest szkicowany na papierze, potem powstaje prawdziwy obraz. Jedynym problemem jest czas. Nie mogę tworzyć szybko. Każda praca wymagała przygotowania (pomysłu), a następnie realizacji. Nigdy nie maluję bezpośrednio na płótnie bez szkiców. Może to zająć od 2 dni do 3 miesięcy. W rezultacie powstaje piękny obraz. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy kochają moją pracę. Ważne jest to, że ludzie kochają sztukę, kiedy ktoś kupuje moją pracę i zawiesza ją na ścianie, z pozytywną energią i miłością. Mają nie tylko piękny obraz, ale dobry nastrój i małą cząstkę mnie, artysty".

To chyba wystarczająca dawka informacji na temat samego artysty, jego stylu, techniki malarskiej, więc najwyższy czas na udowodnienie obrazami, które same mówią za siebie. Nie wszystkie oznaczyłam sygnaturą. Spróbujcie nadać im tytuły sami.

Nie obawiajcie się, dokonaliście dobrego wyboru, przeglądając wszystkie obrazy, które niżej zaprezentuję.

(art by Andrius Kovelinas)

Andrius Kovelinas
"Green gold"



Andrius Kovelinas
"Cyntia"


Andrius Kovelinas
"Meteorology"

 
Andrius Kovelinas
"LiLu"

Andrius Kovelinas
"Etruscan Minerva"

Andrius Kovelinas
"Elle"


Andrius Kovelinas
"M"

Andrius Kovelinas
"Q"

Andrius Kovelinas
"Gloria"


art by Andrius Kovelinas

Andrius Kovelinas
"Covered beauty"


Andrius Kovelinas
"Venecja"

Andrius Kovelinas   
"Casanova"


Andrius Kovelinas
"Cinderella"


Andrius Kovelinas
"Carmen"


Andrius Kovelinas
"Time seller"


Andrius Kovelinas
"Time seller" (detail)


Andrius Kovelinas
"Time for deal"


Andrius Kovelinas
"Timekeeper"


Andrius Kovelinas
"Angels"




Andrius Kovelinas
"Estrella"


Andrius Kovelinas
 "Portrait in blue"


art by Andrius Kovelinas

Andrius Kovelinas
"Finita la commedia" (End of the show)


art by Andrius Kovelinas

art by Andrius Kovelinas


Andrius Kovelinas

<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj




RENESANSOWY SZKIELET VS. PONIEDZIAŁKOWY PORANEK: KTO WYGRAŁ TO STARCIE?

Witaj na blogu, drogi Czytelniku!  Skoro tu jesteś, to znaczy, że albo szukasz głębokiej życiowej mądrości, albo – tak jak ja – próbujesz uc...