Translate

czwartek, 6 sierpnia 2026

"JESZCZE TYLKO JEDEN ROZDZIAŁ", CZYLI PORANNY PARALIŻ KSIĄŻKOWY W WERSJI RETRO

art by Albert Anker


   Drodzy Czytelnicy! 
Ten obraz dzisiaj prezentowany, powinien stać się oficjalnym hymnem wszystkich osób dotkniętych syndromem „nie mogę oderwać się od książki”. Przed Państwem genialne płótno Alberta Ankera.

   Scenariusz jest stary jak świat, choć osadzony w XIX wieku. Miało być szybkie, poranne szykowanie się do szkoły lub obowiązków. Miska z wodą stoi, ręcznik przygotowany, czas ucieka... a młoda dama utknęła w połowie warkocza.

 Dlaczego ta fryzura nigdy nie zostanie skończona? Przyjrzyjmy się dowodom:

    Zaplatanie bezwiedne 
Każda kobieta wie, że zaplatanie warkocza wymaga przynajmniej minimalnej uwagi i użycia obu rąk. Tutaj rączki co prawda trzymają pasma włosów, ale palce poruszają się całkowicie mechanicznie, pamięcią mięśniową. Cała moc procesora i uwaga dziewczynki zostały bezpowrotnie przekierowane na otwartą stronę leżącą na stole.

   Pozycja „na sępa”:
Zwróćcie uwagę na to pochylenie głowy i sylwetki. Dziewczynka nie usiadła wygodnie. Ona stoi, zamrożona w pół kroku, niemal wisząc nad tekstem. To klasyczna pozycja pod tytułem: „Ja tylko sprawdzę jedno zdanie i już kończę”. W tej pozycji można stać dwadzieścia minut, całkowicie ignorując drętwiejące nogi, byle tylko dowiedzieć się, czy bohaterowie zbiegli z zamku.

    Złote, gęste włosy jako zasłona dymna:
Te przepiękne, długie blond włosy z lewej strony spływają luźno, tworząc naturalną barierę odgradzającą dziewczynkę od reszty pokoju. To jej prywatny, bezpieczny schron. Dopóki warkocz nie jest skończony, nikt nie ma prawa wygonić jej z domu do codziennych zajęć! Książka wygrała z poranną rutyną na całej linii.


    Albert Anker przypomina nam, że dobra literatura ma moc zatrzymywania czasu. Nieważne, czy żyjesz w XIX wieku, czy w XXI – jeśli książka jest genialna, poranna toaleta, czesanie i cały świat mogą poczekać.

   Mnie już niejednokrotnie zdarzyło się przypalić obiad, albo stać w łazience ze szczoteczką do zębów przez kwadrans, nie przez czytanie książki, ale przez pisanie swojej powieści "Serce Elwiry". Myślałam, że to już mam za sobą, bo książka ukończona, ale teraz dopiero się zaczyna... walka z wydawnictwami...

   
<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj



środa, 5 sierpnia 2026

"KOŃ BY SIĘ UŚMIAŁ, A LEW BY SIĘ ZDZIWIŁ", CZYLI JAK NIE ZWARIOWAĆ NA WŁASNYM ETECIE

  

 Achille Foulda - "Rosa Bouheur w swoim atelier", 1893



      Drodzy Czytelnicy! 
Czasami narzekamy na pracę zdalną. Narzekamy na kurierów dzwoniących w trakcie ważnych spotkań albo kota chodzącego po klawiaturze. Jeśli myślicie, że macie ciężko, spójrzcie na to epickie płótno Achille Foulda. Oto jak wyglądało prawdziwe, XIX-wieczne lokum zorganizowane pod „działalność artystyczną”.

   Na środku siedzi nasza bohaterka – dumna, w błękitnym fartuchu malarskim, z pędzlami w dłoni. Wygląda na zrelaksowaną, ale to tylko pozory. To jest mina kobiety, która właśnie próbuje ogarnąć absolutny chaos logistyczny w swoim salonie.

    Rozłóżmy ten pokój na czynniki pierwsze:

    Problem z przestrzenią :
Po lewej stronie widzimy gigantyczny obraz z białymi końmi w galopie. Konie są naturalnych rozmiarów i dosłownie wypadają z ramy. Wyobraźcie sobie ten moment, gdy rano wchodzicie do salonu z kubkiem kawy, wciąż zaspani, a prosto na Was szarżuje stado ogierów. Zamiast porannego rozciągania – natychmiastowy skok adrenaliny!

    Drapieżniki na tapecie:
Na sztaludze powstaje właśnie kolejne dzieło – tym razem lwia rodzina na pustyni. Dlaczego lwy? Prawdopodobnie dlatego, że konie z lewej strony zaczęły już nudzić malarkę, a w tym domu zasada jest prosta: im bardziej niebezpieczne zwierzę, tym lepsza zabawa. Lew patrzy z obrazu z miną: „Kobieto, skończ nas malować, bo nam słońce ucieka”.

   Gdzie podziały się dywany?
Pod nogami artystki, zamiast klasycznego perskiego dywanu, leży... skóra z barana, a po lewej stronie, na podłodze, dumnie spoczywa wielka głowa z rogami (mam nadzieję, że to rekwizyt, a nie pamiątka po niefortunnym spotkaniu z modelem). Sprzątanie tego pokoju odkurzaczem musiałoby zająć trzy dni, a i tak wszędzie byłaby sierść. I to nie byle jaka – lwio-końsko-baranich odmian!

    Kolekcja w tle:
Jeśli dobrze przyjrzycie się szafkom i stołom w głębi pokoju, zauważycie, że nasza malarka cierpi na syndrom zbieracza. Tam są rzeźby jeleni, małe figurki, wazy, popiersia... To nie jest pracownia. To jest luksusowy sklep z pamiątkami, w którym ktoś przez pomyłkę postawił sztalugę i zapomniał jej zabrać.

   Morał z tego obrazu?
Artystka patrzy na nas ze stoickim spokojem, jakby chciała powiedzieć: „Tak, mam w salonie konie, lwy, barana i dwadzieścia rzeźb. I co mi zrobicie?”. I to jest właściwe podejście do życia! Niech żyje artystyczny nieład i pasja, która nie mieści się w żadnych ramach!

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


wtorek, 4 sierpnia 2026

"ETIUDA REWOLUCYJNA'" NA CZTERY PALCE I DWA FOCHY, CZYLI UKRYTA PRAWDA O MŁODYCH WIRTUOZACH


Pino- South -Africa

     Kochani!

   Dzisiaj na naszym blogu porzucamy na chwilę patetyczne dyskusje o głębi kolorytu i metafizyce światłocienia. Przyjrzyjmy się brutalnej, domowej rzeczywistości uwiecznionej na tym uroczym, impresjonistycznym płótnie.

  Na pierwszy rzut oka – sielanka. Przepiękne, ciepłe, popołudniowe słońce wpada przez okno, złocąc politurę zabytkowego pianina. Mała dziewczynka w uroczej, różowej spódniczce siedzi przy klawiszach. W tle lustro odbija jej skupioną sylwetkę. Ach, co za poezja, co za talent, co za skupienie...

    No dobrze, a teraz zdejmijmy okulary romantyzmu i włączmy fonię.
Każdy, kto kiedykolwiek miał w domu dziecko zmuszane do nauki gry na instrumencie, doskonale wie, co naprawdę dzieje się na tym obrazie. To nie jest chwila natchnienia. To jest trwający właśnie dramat w trzech aktach, zatytułowany: „Obiecałaś, że po dziesięciu minutach będę mogła iść na podwórko”.

     Spójrzcie tylko na te detale:

   Nogi w powietrzu: Brak kontaktu stóp z podłogą oznacza brak stabilizacji. A brak stabilizacji w typografii dziecięcej oznacza jedno – mała właśnie wierci się na krześle po raz piętnasty w ciągu ostatnich trzech minut, próbując wymusić przerwę na siku lub nagły głód.
 
    Układ dłoni: Ta mikroskopijna rączka nie uderza w klawisze z gracją Chopina. Ona dramatycznie szuka jednego, konkretnego dźwięku, modląc się, żeby to był już koniec trzeciej linijki nudnej gamy C-dur.

    Złote światło: To słońce nie bez powodu tak pięknie świeci. Ono bezlitośnie odlicza czas do zachodu, przypominając małej artystce, że jej koledzy z bloku obok właśnie zjedli kolację i zaraz kończą grać w gumę na placu zabaw.

  Najlepsze jest jednak lustro w tle. Ten rozmazany cień w odbiciu to nikt inny, jak matka dziewczynki. Nie widzimy jej twarzy, ale doskonale możemy sobie wyobrazić ten wzrok. Wzrok, który bezgłośnie krzyczy: „Kupiliśmy ten instrument za równowartość dobrych wakacji, a ty nawet nie potrafisz zagrać porządnie 'Wlazł kotek na płot'!”.

     Malarz genialnie uchwycił ten moment zawieszenia broni – kiedy dziecko jeszcze nie ryczy, matka jeszcze nie krzyczy, a instrument wciąż stoi w jednym kawałku. To piękny dowód na to, że sztuka potrafi uwiecznić największe życiowe napięcia.

   Jeśli chodzi o mnie, to już mnie nie pytajcie w komentarzach czy  potrafię zagrać coś więcej, niż „Dla Elizy” jednym palcem. Jestem muzykiem od gry na instrumentach strunowych ( skrzypce, mandolina, gitara), a klawisze traktuję....jednym palcem, chociaż marzyłam o używaniu wszystkich 10. Cóż taki ze mnie muzyk na pół gwizdka 😀

A propos...

 Dlaczego nie napisałam wszystkich palców, ale zaznaczyłam "10" ?
Zastanawiam się, jaką opcje do wyjasnienia przyjąć?

Wybieram opcję "śmieszno", bo na "straszno" szkoda mi cery.

    Trzy dni temu ważyły się losy jednego członka mojej rodziny (kobiety), której wszystkie palce znaczyłoby 9 albo 8. Tak usilnie próbowała mężowi pomóc w pracy ogrodniczej, że podłożyła lewą dłoń pod akumulatorowe nożyce do obcinania żywopłotu. Obcinali tym razem miętę, nisko rosnącą, a kobieta chciała odgarnąć w trakcie pracy urządzenia już skoszoną miętę. Kochająca żona chciała mazurkowi dopomóc. 
I dwa palce, na szczęście nie odfrunęły.... aby świetni fachowcy z kliniki Chirurgii Rąk w Łodzi mogli się wykazać niezłomnością i precyzją. Teraz czas pokaże, na ile będą władne te "przyfastrygowane" w miejscach uszkodzonych 2 palce. Kontrola za 3 tygodnie.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj






poniedziałek, 3 sierpnia 2026

GDY RĘCE STAJĄ SIĘ ZA KRÓTKIE...

  Czy zdarzyło Wam się kiedyś obserwować kogoś, kto próbując przeczytać drobny druk albo nawlec igłę, odsuwa przedmiot coraz dalej i dalej, aż w końcu brakuje mu zasięgu ramion? Mówi się wtedy z uśmiechem, że „ręce robią się za krótkie”. Ten drobny, prozaiczny gest stał się dla mnie kluczem do otwarcia niezwykłego dzieła, które dziś bierzemy pod nasze blogowe oko.

Spójrzcie na ten intymny, ciepły portret.

art by Thomas Waterman Wood - "Nawlekanie igły"


   Obraz, który widzicie, nosi tytuł  Nawlekanie igły, a namalował go około 1870 roku amerykański malarz Thomas Waterman Wood. Artysta ten był mistrzem uwieczniania codzienności – bez zbędnego patosu, za to z ogromnym szacunkiem do drugiego człowieka.

     Na płótnie widzimy starszą kobietę w domowym zaciszu. Jej postać wyłania się z ciemnego, tajemniczego tła, co natychmiast skupia całą naszą uwagę na jej dłoniach i twarzy. Spójrzcie na te okulary zsunięte na czubek nosa. Na to maksymalne skupienie wypisane w kącikach ust i zmrużonych oczach. Kobieta odsuwa nitkę na odległość ramion, szukając idealnego punktu ostrości. Każda tkanka tego obrazu pulsuje ciszą i cierpliwością.

     U jej pasa wiszą nożyczki, na kolanach spoczywa robótka w chłodnych, niebieskawych odcieniach, która kontrastuje z ciepłym różem jej kaftana. Wszystko jest tu na swoim miejscu, znajome i bezpieczne.

      Co kryje się za uchem igły?
Dla mnie ten obraz to coś znacznie więcej niż tylko scenka rodzajowa z XIX wieku. To głęboka, uniwersalna metafora przemijania, które przyjmuje się z godnością.
W świecie, który nieustannie pędzi i kulturowo gloryfikuje młodość, Thomas Waterman Wood zatrzymuje nas przy starości, która nie narzeka. Pokazuje moment, w którym ciało zaczyna stawiać opór. Czynność, która przez całe życie była automatyczna i prosta, nagle staje się wyzwaniem logistycznym. Wymaga namysłu, zwolnienia tempa i – przede wszystkim – ogromnej czułości oraz cierpliwości do samej siebie.

     Gdy „ręce stają się za krótkie”, nie oznacza to końca drogi. To po prostu moment, w którym trzeba zmienić perspektywę. Ta starsza pani z obrazu uczy nas, jak z podniesioną głową i spokojem przyjmować ograniczenia, jakie niesie czas. W jej skupieniu nie ma złości – jest piękna, cicha akceptacja losu.

    Niektórzy mogą zobaczyć w tych skupionych oczach starszej pani udrękę, ale być może są i tacy, którzy zobaczą raczej mądrość życia i pochwałę niespiesznej codzienności.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj




niedziela, 2 sierpnia 2026

KALIA W CZARNYM PAPIERZE I LODY. O TYM, JAK DZIECI OSWAJAJĄ POGRZEB

Fot. Sabine Weiss
 

   Czy można zamknąć w jednym kadrze całą prawdę o ludzkiej egzystencji? Szwajcarsko-francuskiej fotografce, Sabine Weiss, ta sztuka udawała się regularnie. Jako jedna z najważniejszych przedstawicielek powojennej fotografii humanistycznej, potrafiła wyłuskać z miejskiego gwaru momenty najbardziej intymne, czyste i bezbronne. Dzisiejsze zdjęcie z mojej domowej galerii jest tego genialnym dowodem.

   Gdy po raz pierwszy spojrzałam na tę fotografię, moją uwagę natychmiast przykuły detale, które dorosłemu obserwatorowi mrożą krew w żyłach. Spójrzcie na dłonie tych dzieci. Dziewczynka i chłopiec trzymają ogromną, podłużną tytkę ( tytka, to po poznańsku taka torebka) z grubego, czarnego papieru. Ze środka wystaje długa, nieskazitelnie biała kalia – tradycyjny, powszechnie rozpoznawalny kwiat żałobny. Nie ma wątpliwości: te dzieci zmierzają na uroczystość pogrzebową. Świadczy o tym również ich strój – odświętny, schludny, przygotowany na moment wielkiej powagi.

     A jednak, w tym samym czasie, w drugich dłoniach ściskają coś zupełnie innego. Lody w kruchych rożkach.

    W jakim momencie dzieci kupiły sobie te lody? Kiedy w ich małych rękach zderzyły się te dwa tak skrajne symbole – chłodna elegancja śmierci i słodka beztroska dzieciństwa?

   Najbardziej prawdopodobna, a zarazem psychologicznie przejmująca wydaje się jedna odpowiedź: przyszły za wcześnie. Każdy, kto choć raz organizował pożegnanie bliskiej osoby, wie, jak wygląda ten czas „przed”. Dorośli biegają w nerwach, dopilnowują formalności z księdzem, grabarzem czy mistrzem ceremonii. Przestrzeń wypełnia ciężka, paraliżująca cisza i duszny smutek. Dla małego dziecka to świat niezrozumiały i trudny do zniesienia. Ktoś z dorosłych, chcąc uchronić maluchy przed tą przytłaczającą atmosferą lub po prostu zająć je czymś podczas przeciągającego się czekania, dał im parę groszy i wysłał do pobliskiej budki.

   Lody na zdjęciu są świeże, jeszcze mocno zmrożone. Dzieci odeszły od sprzedawcy zaledwie chwilę wcześniej. Zanim wejdą w bramę cmentarza, zanim dorośli odbiorą od nich pogrzebowy bukiet, budują swój własny, mały azyl normalności. Chłopiec z łapczywością, zapominając o całym świecie, podbiera językiem lody
swojej towarzyszce. Ona patrzy na niego z lekkim zdziwieniem, może naganą, ale dystans między nimi znika. W tym ułamku sekundy pogrzeb przestał istnieć. Liczy się tylko słodki smak, który topi się na języku.

   Sabine Weiss nie ocenia. Pokazuje nam mechanizm obronny ludzkiej psychiki w jego najczystszej postaci. Śmierć jest rzeczą dorosłych – dzieci żyją teraźniejszością. Ta czarno-biała klisza uczy nas, że nawet w obliczu największego mroku, życie uparcie domaga się swoich praw, swoich smaków i swojej porcji radości. Choćby miała ona trwać tylko tyle, ile rozpuszczająca się gałka lodów na rozgrzanej słońcem ulicy.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

piątek, 31 lipca 2026

JEDNO SPOJRZENIE, DWIE OPOWIEŚCI O WOLNOŚCI



art by George Tsui



    Czy można namalować ciszę? Kiedy patrzę na to niezwykle zmysłowe, pełne orientalnego blichtru dzieło, które stworzył George Tsui, czuję, jak czas zwalnia.

 Ten obraz to absolutny majstersztyk klasycznego romantyzmu. Ale to, co w nim najpiękniejsze, to fakt, że w zależności od naszego nastroju, opowiada nam dwie zupełnie inne historie.

  Scenariusz pierwszy: Kojąca harmonia i jedność z naturą.

 Spójrzcie na tę kobietę otuloną w misternie zdobione, jedwabne szaty. Opiera głowę na ramieniu z taką lekkością, jakby zatopiła się w głębokiej medytacji lub błogim śnie na jawie. Palcem delikatnie wskazuje motyla na orchidei, a tuż obok niej ląduje egzotyczny ptak. W tej interpretacji to obraz absolutnego spokoju, zen i powrotu do korzeni. To moment, w którym człowiek odrzuca zgiełk świata, by stać się częścią natury. Czyste piękno bez pośpiechu.


   Scenariusz drugi: Tęsknota za tym, co nieosiągalne. 🕊️💔

Wystarczy jednak zmienić perspektywę i przenieść wzrok w lewy, górny róg. Widzicie zarys klatki? Wtedy cała scena nabiera zupełnie innego, głębszego sensu. Ta piękna kobieta w luksusowym otoczeniu sama może czuć się jak uwięziony, egzotyczny ptak w złotej klatce. Ptak i motyl, z którymi wchodzi w interakcję, nie są tylko ozdobą – stają się symbolami wolności, której ona tak bardzo pragnie. Jej spojrzenie nie jest już senne, lecz przepełnione cichą melancholią i tęsknotą za światem po drugiej stronie krat.

  Jedno płótno, dwie skrajne emocje. Przejmujący smutek uwięzienia czy kojący spokój natury?

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

   

czwartek, 30 lipca 2026

CIEMNE STRONY BYCIA MUZĄ... CZYLI KIEDY BARDZO CHCESZ BIEGAĆ, A KAŻĄ CI POZOWAĆ



 

    „Usiądź prosto. Nie ruszaj się. Patrz w tamtą stronę. Trzymaj tę mandarynkę i pod żadnym pozorem jej nie zjadaj!” 🍊

   Kiedy myślimy o wielkich dziełach sztuki, często wyobrażamy sobie natchnionego artystę i jego zachwyconą, dumną muzę. Dzisiaj w „Oku na Obraz” zaglądamy za kulisy malarskiej pracowni i... odkrywamy brutalną prawdę o tym, jak wygląda współpraca z najmłodszymi modelami!

    Spójrzcie na tę małą dziewczynkę w miętowej sukience. Choć całe otoczenie – od orientalnego parawanu w bambusy, przez rzeźbiony stołek, aż po dywan z dzikiego zwierza – sugeruje dostojny, niemal królewski portret, to wyraz twarzy małej modelki mówi wszystko.

   Ona nie jest zachwycona. Ona jest śmiertelnie nudzona, a może nawet trochę obrażona na dorosłego (rodzica? malarza?), który kazał jej zastygnąć w bezruchu, podczas gdy na zewnątrz pewnie świeci słońce i czeka podwórko. Ten wymowny wzrok wbity w ziemię, palec przy ustach i lekko dąsająca się mina to klasyczny, dziecięcy manifest buntu przeciwko „poważnemu światu dorosłych”.

   Malarz idealnie uchwycił ten psychologiczny zgrzyt: z jednej strony perfekcyjnie zaaranżowane, estetyczne studio, z drugiej – żywa, autentyczna dziecięca natura, której nie da się ubrać w sztywne ramy. Mandarynka w jej dłoni staje się niemal symbolem zakazanego owocu, którego nie wolno obrać, dopóki artysta nie odłoży pędzla.

Ten klasyczny obraz genialnie ożywia uroczy, dziecięcy foch widoczny w oczach tej małej buntowniczki.

Ile razy my sami w dorosłym życiu musimy „pozować” i robić dobrą minę do złej gry, chociaż w głębi duszy najchętniej rzucilibyśmy wszystko i uciekli się bawić?

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj







"JESZCZE TYLKO JEDEN ROZDZIAŁ", CZYLI PORANNY PARALIŻ KSIĄŻKOWY W WERSJI RETRO

art by Albert Anker    Drodzy Czytelnicy!  Ten obraz dzisiaj prezentowany, powinien stać się oficjalnym hymnem wszystkich osób dotkniętych ...