Wszyscy myślą, że mój obraz to manifest lęku współczesnego człowieka, symbol samotności i metafizyczna skarga na los wszechświata. Piękne teorie, drodzy krytycy sztuki. Naprawdę. Ale prawda jest znacznie bardziej bolesna i... plastikowa.
Chcecie wiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się na tym moście w Oslo? Oto spowiedź modela, który stał się ikoną bólu:
Zasadzka na dywanie:
Edvard (Munch) obiecał, że to będzie szybki szkic „natury”. Nie wspomniał tylko, że jego siostrzeniec zostawił na środku mostu ostry jak brzytwa klocek LEGO. To, co widzicie na obrazie, to dokładnie ta sekunda, w której moja bosa stopa nawiązała bliski kontakt z duńską myślą techniczną. Moje ciało wygięło się w kształt litery „S”, a z gardła wydobył się dźwięk, który przestraszył nawet ryby w fiordzie.
Niebo w kolorze pomidorowej:
Wszyscy zachwycają się tymi „krwistymi falami na niebie”. Słuchajcie, to nie jest zachód słońca. To jest wizualizacja mojego ciśnienia tętniczego, które w ułamku sekundy skoczyło do poziomu „wybuch wulkanu”. Kiedy wejdziesz na klocka, cały świat zaczyna wirować w kolorach wściekłości i keczupu.
„Przyjaciele” w tle:
Widzicie te dwie postacie, które spokojnie odchodzą w oddali? To moi kumple. Myślicie, że zapytali: „Hejsan, stary, czy wszystko ok?”. Skądże! Udawali, że mnie nie znają. Jeden nawet przyspieszył kroku, mrucząc coś o tym, że „znowu przesadzam z dramatyzmem”.
Szczękościsk:
Trzymanie dłoni przy twarzy to nie jest gest rozpaczy. Ja po prostu próbowałem powstrzymać własną szczękę przed wypadnięciem z zawiasów, bo ten „krzyk” trwał trzy godziny sesji malarskiej. Do dziś mam problem z jedzeniem sucharów.
Skandal:
No dobrze, ja byłem cierpiący, więc może logicznie nie myślałem, ale żeby przez tyle lat, nikt tego klocka nie usunął, to jest skandaliczne, a jednak... Współczuję kobiecie, bo nikt inny jej nie zrozumie, jak ja.
Morał na dziś:
Jeśli widzisz kogoś, kto wygląda, jakby przeżywał koniec świata, nie pytaj go o dylematy egzystencjalne. Po prostu spójrz pod jego nogi. Prawdziwa tragedia nie dzieje się w głowie – ona dzieje się między podłogą a piętą.
P.S. Edvard do dziś nie oddał mi za plastry. A klocek podobno nadal tam leży i czeka na kolejną ikonę ekspresjonizmu.
<><><><><>
⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:
🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.
🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno.
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.
link tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz