 |
| art by Glenn Harrington |
Zuzanna wraca z pracy. Jest mroźne popołudnie. Drogi śliskie.
Całą uwagę skupia na ostrożnej jeździe, ale przecież, jeśli ona jedzie
prawidłowo, to nie jest w pełni ufna innym kierowcom. Wysiadając z auta w
podziemnym garażu w swoim apartamentowcu jeszcze jest spięta. Winda , 1. piętro
i….
Jakiś kontenerek pod
jej drzwiami.
Podchodzi bliżej. Zza kratek przyglądają się jej 2 czarne
oczka .
- Co za licho? – zaskoczona pochyla się i chwyta kartkę,
przymocowaną do kontenerka, już w tym czasie wiadomo, kto zacz w środku. Ciche miauknięcie … po czym drapanie w drzwiczki.
Nim wejdzie do mieszkania. Otwiera kartkę złożoną wpół.
„Zuzanno, to kot Twojej Mamy”
Słyszy windę, więc szybko otwiera drzwi i oszołomiona wchodzi
z tym podrzutkiem do domu. Otwiera kontener, wyjmuje jakąś czarkę, wlewa mleko
i podaje kotu. Sama nie rozbiera się z futra ani czapki… pada na fotel.
- Co to wszystko
znaczy?
Z mamą nie widziała się już…kilka lat. Powiedzmy, że każda z
nich stosowała przeciwne sobie normy
społeczne, a tolerancja nie wchodziła w grę.
Skąd ten kot u niej?
Kto go podrzucił i znał jej adres?
Co z mamą?
Chora?
A może…
POWRÓT Z ZAŚWIATÓW CODZIENNOŚCI
Zuzanna siedziała nieruchomo. Białe futro kota zlewało się z jej jasnym płaszczem, a ciche mruczenie wibrowało wprost na jej sercu, powoli rozpuszczając lodową skorupę po trudnej podróży.
Przez całe dorosłe życie powtarzała:
"Tylko nie kot. To zwierzęta fałszywe, niezależne i złośliwe”.
Był to jeden z wielu punktów spornych z matką, która koty ubóstwiała. Ta niechęć była dla Zuzanny niemal manifestem jej własnej niezależności i dystansu do świata.
A teraz?
Teraz trzymała to ciepłe stworzenie na kolanach i czuła dziwny, nieznany dotąd spokój.
– Co z mamą? – szepnęła do pustego salonu.
Odpowiedź przyszła niespodziewanie. W kontenerku, pod kocykiem, wyczuła coś twardego. Wyciągnęła niewielkie, staroświeckie pudełko z laki. W środku leżał klucz z mosiężną zawieszką i drugi list. Ręce jej drżały, gdy go rozkładała.
"Zuzanno, ten kot ma na imię Ambasador. Mama nie jest chora. Mama po prostu zrozumiała, że normy społeczne to tylko mury, które same budujemy. Sprzedała dom i wyjechała w podróż, o której zawsze marzyła. Powiedziała, że tylko Tobie ufa na tyle, by powierzyć Ci to, co kochała najbardziej – i wiedziała, że tylko Ambasador zdoła Cię przekonać do tego, czego tak bardzo się bałaś: do bezwarunkowej czułości. Klucz jest do skrytki bankowej. Nie ma tam złota, są Twoje listy z dzieciństwa, których nigdy nie wysłałaś. Teraz są Twoje. Czas na tolerancję dla samej siebie.”
Podpis był niewyraźny, ale treść aż nadto jasna. To nie był zwykły spadek, to była misja pokojowa.
Zuzanna spojrzała na Ambasadora. Kot przeciągnął się leniwie i spojrzał na nią tym samym, przenikliwym wzrokiem, który tak dobrze znała u matki. Jakby chciał powiedzieć:
„No i co tak siedzisz? Przecież nienawidzisz kotów, a właśnie pozwalasz mi spać na swoim najdroższym płaszczu”.
Nagle apartamentowiec przestał wydawać się zimną twierdzą. Ściana między nią a przeszłością runęła. Zuzanna zdjęła czapkę i po raz pierwszy od lat poczuła, że wreszcie dojechała do celu. Nie tylko tego w podziemnym garażu, ale do miejsca, w którym zasady wreszcie ustępują miejsca sercu.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
Najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz