![]() |
| Ingebjørg Støyv - Domek z kart |
Znacie to uczucie?
Budujecie coś tydzień po tygodniu. Karta przy karcie, precyzyjnie, z niemal chirurgiczną dokładnością. Plan na dietę (stoi!), projekt w pracy (trzyma pion!), wymarzony weekend (poddasze gotowe!). Czujecie się jak genialni architekci własnego szczęścia.
I wtedy… następuje przeciąg. Czasem to jeden niefortunny telefon, czasem awaria pralki, a czasem po prostu życie wbiega do pokoju z energią maltańczyka Toffi, machając ogonem tak mocno, że fundamenty z asów i królów lądują na dywanie.
Spójrzcie na tę dziewczynę z obrazu Ingebjørg Støyva. Ma tę minę, którą każda z nas zna – mieszankę melancholii i pogodzenia się z losem. Jej płaszcz nie skrywa tajemnic, tylko talię kart, która właśnie postanowiła pójść własną drogą. Ona ich nie trzyma na siłę. Bo z domkiem z kart jest tak, że jak już zacznie się sypać, to żadne „przytrzymywanie palcem” nie pomoże.
Moje ostatnie domki z kart?
Plan na „spokojny poranek z kawą” – zburzony przez desant Toffi i jej piszczącej gumowej kury.
Ambitny plan „napiszę dzisiaj trzy posty” – legł w gruzach, gdy odkryłam, że internet ma ciekawsze rzeczy do zaoferowania (np. filmiki o wydrach).
Ale wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Karty można zebrać. Otrzepać z kurzu i zacząć budować od nowa. Może tym razem nie tak wysoko? Może nieco krzywo, ale za to z większą dawką śmiechu?
A jak u Was?
Co ostatnio zburzyło Waszą misterną konstrukcję? A może to Wy byliście tym „przeciągiem” w czyimś idealnie poukładanym świecie?
Piszcie w komentarzach – zbierzemy te nasze karty razem!
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz