Dwie panienki stoją w galerii sztuki. Jedna w granatowym mundurku i białym kapelusiku, z rękami założonymi na piersi jak na apelu. Druga, rudawa, z palcem przy ustach – w pozie „myślę intensywnie”.
Przed nimi wisi duży obraz.– No i co on miał na myśli? – pyta ta w kapelusiku scenicznym szeptem.
Koleżanka z liceum plastycznego wzdycha ciężko.
– Nooo… kompozycję barwną, kontrast światła i cienia, napięcie emocjonalne między postaciami...
– Aha. Emocjonalne. Super. – kiwa głową tamta. – A konkretnie? Bo jak mnie profesor od historii sztuki zapyta, to co ja mam powiedzieć? Że „artysta ukazał egzystencjalny niepokój nowoczesnego człowieka”? Czy „tęsknotę za utraconym rajem”?
Rudawa parska śmiechem.
– Agnieszka, ty znowu dramatyzujesz. To jest po prostu portret. Kobieta patrzy w dal.
– No właśnie! W dal! – ożywia się ta w kapelusiku. – A może ona właśnie uciekła od męża? Albo czeka na list od ukochanego z frontu? Albo... o matko, może jest w ciąży i nie wie, jak powiedzieć matce?!– ...
– No co? – broni się. – Na polskim za takie rzeczy dostawałam piątki!
Koleżanka z plastycznego chichocze już otwarcie.
– Ty się lepiej zastanów, za którego byś wyszła z tego obrazu. Bo ja tam widzę potencjał w tym z lewej...
– O nie! Znowu to samo! Ja tu próbuję zrozumieć intencję twórcy, a ty mi robisz casting na męża!
– A bo co? Intencja twórcy jest ważna, ale życie też trzeba planować.
Przez chwilę milczą, kontemplując.
– Wiesz co? – mówi w końcu ta mniej artystyczna.
– Ja tam wolę jak na polskim było „co autor chciał powiedzieć przez opis przyrody”. Tam przynajmniej mogłam nawijać o szumie sosnowym i burzy w duszy. A tu stoję i stoję... i mam tylko jedno pytanie:
" Panie autorze, o co Panu chodziło?!”
A Wy?
Macie jeszcze traumę szkolną po pytaniu „co autor miał na myśli”?
Czy już Wam przeszło i teraz spokojnie kontemplujecie sztukę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz