Moja Toffi od kilku minut siedzi przed ekranem i intensywnie wpatruje się w obraz Andriej a Morozowa. W końcu nie wytrzymuje i zaczyna monolog:
– Pani, a czego ona tak pilnuje? – pyta, przekrzywiając łepek.
– Która „ona”?
– No ta dama w dekolcie, co patrzy z obrazu na obraz!
Łypie okiem na ten stolik jak Cerber. Lampki wina pilnuje czy tej naftowej? Bo jak wina, to ja ją rozumiem…
Wzdycham.
– Toffi, to jest martwa natura ze skrzypcami i różami.
– Martwa? A wygląda całkiem żywo. I jeszcze te róże… Jakby pani miała takie w wazonie, to ja bym ich pilnowała lepiej niż ona tego wina.
Toffi robi rundkę wokół stołu i wraca z miną spiskowca:
– Pani, a jakbym tak pożyczyła sobie jedną parę okularów? Maltańczyki mają skłonność do chorób oczu, sama mówiłaś. Mogłabym lepiej widzieć, co ta dama naprawdę strzeże…
– Toffi, nawet o tym nie myśl. Pamiętasz aferę z serwetkami i wacikami?
– No właśnie… – spuszcza uszy. – Przez to blogowanie to już cała Polska mnie zna. Wstydzę się pokazać na osiedlu.
Nagle Toffi prostuje się i z dumą kontynuuje:
– A tak w ogóle to wczoraj to ja byłam gwiazdą! Pan zorganizował wyścigi na hulajnogach z sześcioletnim wnuczkiem. No to ja się wprosiłam. Między nimi, na czterech łapkach, wyprzedzałam ich jak bolid!
– I co, wygrałaś? – pytam rozbawiona.
– Wygrać to nie wygrałam, ale beze mnie by nie wiedzieli, że to Pan startuje! – odpowiada z dumą. – Kto by przypuszczał, że w tym wieku facet będzie śmigał na hulajnodze po osiedlowej uliczce? Ludzie jeszcze dzisiaj za brzuchy się trzymają. Ja przynajmniej biegałam z gracją… a oni? No cóż… amatorzy dwóch kółek... i tyle.
Toffi patrzy na mnie z ukosa i dodaje konspiracyjnie:– Ale wie pani co? Następnym razem biorę hulajnogę tylko dla siebie. Będę jeździła tyłem. To na pewno zrobi większe wrażenie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz