![]() |
| Jean Baptiste Perronneau (1715-1783) - Portret Aktora |
To miały być spokojne, klasyczne Juwenalia, ale grupa studentów z wydziału polonistyki i logistyki uznała, że tradycyjne biesiadowanie to za mało. Postanowili „ożywić” wieczorny spektakl w teatrze komediowym. Wybór padł na doświadczonego aktora, mistrza monologów, który słynął z tego, że żadna sytuacja na scenie nie jest w stanie go zaskoczyć. Studenci usiedli w trzecim rzędzie, gotowi do przeprowadzenia małego, humorystycznego sabotażu.
Gdy tylko aktor pojawił się na scenie w swoim stroju z epoki i z ogromną, czarną muchą pod szyją, z widowni rozległ się głośny, zrymowany szept:
– „Drogi mistrzu, ta wielka mucha pod brodą chyba zaraz do lotu się zerwie!”
Aktor nawet nie mrugnął okiem. Zatrzymał się w pół kroku, spojrzał prosto w trzeci rząd, uniósł lekko prawą brew i z tym swoim charakterystycznym, szelmowskim uśmieszkiem odpowiedział donośnym głosem:
– „Mucha, panowie, pilnuje, bym z nadmiaru młodzieńczej mądrości z estrady nie odleciał. Ale widzę, że na widowni mamy wybitnych ekspertów od entomologii... albo po prostu od nudy!”
W teatrze rozległy się pierwsze brawa. Studenci jednak nie dawali za wygraną i rzucili kolejne wyzwanie:
– „Skoro mistrz tak dobrze radzi sobie z owadami, to może zamienimy się rolami? My wejdziemy na scenę, a mistrz odpocznie w fotelu!”
W tym momencie aktor przybrał dokładnie tę minę, którą uwiecznił malarz – wzrok mu rozbłysnął, a kąciki ust uniosły się w wyrazie czystej, inteligentnej przekory. Skłonił się nisko i rzekł:
– „Wyborna propozycja! Zapraszam na scenę. Chętnie zobaczę, jak logistycznie zaplanujecie wyjście z trzeciego aktu, skoro już przy pierwszym dialogu brakuje wam tchu. Scena jest wasza, tylko ostrzegam – tu czekoladki Ferrero na tremę nie pomogą!”
Zaskoczeni studenci zamarli, a cała sala wybuchnęła gromkim śmiechem. Nikt nie odważył się wejść na scenę, ale od tamtego wieczoru poloniści zyskali potężny szacunek do klasycznego rzemiosła, a aktor – stałą, wierną widownię.
Gdy kurtyna opadła przy ogłuszających brawach, studenci poczuli, że honor nakazuje przeprosić mistrza za ten niespodziewany egzamin z improwizacji. Składkowa kasa studencka została natychmiast opróżniona i po kilku minutach delegacja z trzeciego rzędu pukała już do drzwi garderoby.
Aktor siedział przed lustrem, wciąż w swoim kostiumie i z tą samą, zawadiacką miną, którą chwilę wcześniej czarował z estrady.
– „Wejść!” – zawołał, słysząc nieśmiałe skrobanie do drzwi.
Poloniści i logistycy weszli gęsiego, a prowodyr całego zamieszania, czerwony jak burak, wyciągnął przed siebie bukiet pospiesznie kupionych tulipanów oraz... lodowate, rzemieślnicze piwo z pobliskiego browaru.
– „Mistrzu...” – zaczął uroczyście. – „Chcieliśmy przeprosić za te Juwenalia na widowni. Logistyka nas zawiodła, a polonistyczna elokwencja wysiadła przy pierwszej ripoście. To piwo to na gardło, po tak ciężkim boju.”
Aktor spojrzał na bukiet, potem na chłodną butelkę, a jego oczy rozbłysły dokładnie tym samym, szelmowskim blaskiem, który uwiecznił malarz. Głośno i serdecznie zarechotał.
– „Droga młodzieży! Od lat nikt mnie tak dobrze nie rozbawił! Ta wasza 'mucha' o mało nie wybiła mnie z rytmu” – powiedział, zrzucając z ramion ciężki kontusz. – „Ale skoro przynieśliście tak szlachetny trunek, to w tej garderobie pić go nie będziemy. Znam świetną, studencką knajpę za rogiem. Zbierajcie resztę bandy, idziemy opić ten wasz logistyczny falstart!”
Pół godziny później w zadymionym, juwenaliowym pubie starszy aktor i studenci siedzieli przy jednym stole, stukając się kuflami. Mistrz sypał anegdotami jak z rękawa, a studenci zrozumieli jedno – prawdziwy teatr nie kończy się na scenie, a najlepsze scenariusze pisze samo życie... i to przy chmielowym akompaniamencie.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz