Translate

piątek, 13 marca 2026

SLODKA EUFORIA

Mój Drogi Gościu, jeśli jesteś pierwszy raz na tym blogu , proszę, zapoznaj się z moją instrukcją


🛠️ Instrukcja obsługi „Oka na obraz”

Zdejmij krawat i powagę – tutaj arcydzieła nie gryzą, one puszczają oko. 😉
Zapomnij o datach – nieważne, kiedy malarz żył, ważne, czy jego model ma dziś minę jak Ty przed poranną kawą. ☕
Eklerki mile widziane – okruchy na klawiaturze to jedyne dopuszczalne ślady zwiedzania. 🍰
Patrz sercem, nie podręcznikiem – jeśli w wielkiej sztuce widzisz instrukcję profesjonalnego lenistwa... to znaczy, że czytasz idealnie! ✨~

~~~~~~~~~~

"(...)Bezużyteczność sztuki tkwi w jej wolności i potencjale. Sztuka, proces medytacyjny, przeszukiwanie i porządkowanie istniejących fragmentów myśli, stymulowanych bodźcami zmysłowymi – działanie indywidualne, przyswajalne przez innych jedynie jako impuls do zagłębienia się we własny umysł, być może w celu znalezienia czegoś podobnego i stworzenia własnego kalejdoskopu myśli(...)"
Tom Aust


Poznaj gościa, który właśnie osiągnął stan absolutnej nirwany. Oto „Symbioza” dłuta Toma Austa – popiersie z białego sztucznego kamienia, które udowadnia, że do pełni szczęścia nie potrzeba kompletu uzębienia, a jedynie odpowiedniego towarzystwa w okolicach małżowiny.



   Nasz bohater wygląda, jakby przed chwilą wygrał na loterii darmowy karnet do dentysty, ale zupełnie zapomniał z niego skorzystać. Ze szczerym, szerokim uśmiechem prezentuje światu swoją autorską konfigurację „perełek”: na górze samotna prawa jedynka dzielnie trzyma wartę, podczas gdy po lewej stronie dwójka i trójka próbują nadrabiać braki. Dół to już czysta improwizacja – cztery zęby rozrzucone tak fantazyjnie, że każdy kęs schabowego musi być dla nich logistycznym wyzwaniem.

  Ale spójrz na tę twarz! Krosty dodają mu  nieco „dojrzewającego” uroku, a powieki są zaciśnięte tak mocno, jakby próbował wycisnąć z rzeczywistości ostatnie soki. On nic nie widzi. On nie musi widzieć. On CZUJE.

   Czuje tak intensywnie, że żyły na szyi wyszły mu na wierzch jak korzenie starego dębu, a rozchełstana koszula ledwo trzyma fason na tym jednym, ostatnim guziku, który walczy o życie. Gdyby ten facet miał nogi, prawdopodobnie wywijałby teraz radosnego hołubca, ale jako popiersie musi zadowolić się drżeniem w białym kamieniu.

   A o co ten cały raban? 
  O kolibra. 
 Ten mały spryciarz nie marnuje czasu na kwiatki. Zawisł w powietrzu, machając skrzydłami z częstotliwością godną wentylatora, łaskocząc przy okazji po małżowinie i policzku i z precyzją chirurga spija „miód” prosto z wielkiego ucha naszego szczęściarza.

 To jest właśnie symbioza idealna: ptaszek ma darmowy catering o smaku woskowym, a pan w czapce z daszkiem przeżywa najbardziej ekstatyczne czyszczenie uszu w historii sztuki współczesnej. Kto by pomyślał, że higiena osobista może być aż tak... inspirująca?

  Jeśli kiedykolwiek poczujesz się niekompletny (nawet w kwestii uzębienia), pamiętaj: gdzieś tam czeka na Ciebie Twój własny „koliber”. Ktoś, kto doceni Twoje najgłębsze pokłady… czegokolwiek, co akurat masz w uchu. Bo prawdziwa symbioza zaczyna się tam, gdzie kończy się wstyd, a zaczyna wspólny interes!  

  Czy dobrze ujęłam ten morał? Ja, osoba wstydliwa.... i interesy... Przedobrzyłam. Wszystko dla bloga. A więc jednak interes.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

MELODIA ZAPOMNIANEGO POKOJU

     Dzisiaj na moim blogu,  wspominam chwile, które jak stare fotografie, wyblakły, ale wciąż budzą ciepło w sercu. Tym razem chcę podzieli...