Translate

środa, 18 marca 2026

STUDIUM UPADKU (SZCZĘKI)

Mój Drogi Gościu, jeśli jesteś pierwszy raz na tym blogu , proszę, zapoznaj się z moją instrukcją


🛠️ Instrukcja obsługi „Oka na obraz”

Zdejmij krawat i powagę – tutaj arcydzieła nie gryzą, one puszczają oko. 😉
Zapomnij o datach – nieważne, kiedy malarz żył, ważne, czy jego model ma dziś minę jak Ty przed poranną kawą. ☕
Eklerki mile widziane – okruchy na klawiaturze to jedyne dopuszczalne ślady zwiedzania. 🍰

Patrz sercem, nie podręcznikiem – jeśli w wielkiej sztuce widzisz instrukcję profesjonalnego lenistwa... to znaczy, że czytasz idealnie! ✨~

~~~~~~~~~~

Poznajcie największego influencera XIX wieku. Zanim nastała era kawy z sieciówki i motywacyjnych podcastów, ten młody człowiek opanował do perfekcji sztukę „agresywnego ziewania egzystencjalnego”.

Mihály Munkácsy (właściwie Michael von Lieb) -1844-1900
"Ziewajacy kamerdyner"

Spójrzcie na tę ekspresję. To nie jest zwykłe zmęczenie. To jest moment, w którym Twoja dusza próbuje opuścić ciało przez jedyny dostępny otwór wentylacyjny, bo zdała sobie sprawę, że jest dopiero 6:00 rano, a przed nią czternaście godzin polerowania butów mistrza.

Mihály Munkácsy zatytułował to dzieło „Ziewający uczeń”, ale bądźmy szczerzy – to jest oficjalny portret każdego z nas, gdy:

Ktoś w poniedziałek rano pyta: „Jak tam weekend, wypoczęty?”,

Przeczytasz maila zaczynającego się od słów: „W nawiązaniu do naszej dzisiejszej rozmowy o 8:00...”,

Twoja lodówka wydaje z siebie ostatnie tchnienie dokładnie w dniu, w którym zrobiłeś zakupy za pół wypłaty.

Zwróćcie uwagę na ten rozmach – to ziewnięcie ma taką skalę, że chłopak ryzykuje zwichnięcie czaszki.




 To czysty realizm: bandaż na czole, potargana koszula, brak nadziei w zamkniętych oczach i pasja godna tenora w operze, tyle że zamiast Arii, słyszymy tu raczej głębokie, gardłowe „Dlaczego ja?!”.

W dzisiejszych czasach dostałby pewnie diagnozę wypalenia zawodowego i karnet na jogę twarzy. W 1869 roku dostał jedynie nieśmiertelność w węgierskiej galerii narodowej. Cóż, przynajmniej tam może się spokojnie wyspać... o ile turyści nie będą zbyt głośno komentować jego braku higieny jamy ustnej.
.............

Wiecie, co? 
Wpadłam na szatański pomysł!
Zmieniłam przez AI obraz na "Ziewającego chłopaka w stylu anime"



   Oto wersja w pełnym anime stylu – ten sam chłopak, ta sama dramatyczna poza ale jeszcze przed  ogromnym ziewnięciem,  przerobione na anime zamkniętymi ustami (i nadal przymknięte oczy), ostrymi liniami i żywymi kolorami. Wygląda jak klatka z anime o zmęczonym uczniu!



A gdyby tak utworzyć scenariusz małej scenki (humoreski) na podstawie obrazu tu interpretowanego?

„Poniedziałek rano u mistrza rzemiosła"

Miejsce akcji: Zakurzony warsztat w XIX-wiecznym Budapeszcie.

Czas akcji: 5:45 rano. Zdecydowanie zbyt wcześnie dla jakiejkolwiek istoty żywej.

Mistrz: (waląc chochlą w pusty kocioł) – Wstawaj, młody! Słońce już prawie nad horyzontem, a kopyta same się nie wygarbują!

Uczeń: (wchodzi w kadr, wygląda jak na załączonym obrazku) – AAAAA-UUUU-AAAAAAA-CHHH!

Mistrz: Co to za dźwięki? Próbujesz przywołać demony, czy po prostu połknąłeś muchę w locie?
Uczeń: (z trudem domykając szczękę, która właśnie niemal wypadła z zawiasów) – Mistrzu... ja tylko wyrażam swoją egzystencjalną gotowość do podjęcia trudów dnia codziennego w formie bezsłownej manifestacji...

Mistrz: Manifestacji? Wyglądasz, jakbyś chciał połknąć cały warsztat razem z kowadłem! Oczy zamknięte, buzia jak brama do piekła... Coś ty robił w nocy? Studiowałeś geometrię kół w karczmie? Do tego ten bandaż na czole, jakbyś wyrżnął czołem w beczkę od piwa.


Uczeń: Nie, mistrzu. Analizowałem wpływ braku snu na gęstość farby olejnej. Bardzo wciągające zajęcie. Zwłaszcza ten moment, gdy głowa uderza o blat stołu – fascynująca akustyka.

Mistrz: (wzdycha) – Munkácsy! Jak ty tak będziesz pozował do obrazów, to ludzie za sto lat pomyślą, że praca u mnie to jakaś katorga, a nie prestiżowy staż! Zamknij tę jadaczkę, bo ci przeciąg płuca wywieje na lewą stronę.

Uczeń: (znowu zaczyna) – AAAAAAA... przepraszam... to zaraźliwe...

Mistrz: (patrzy na niego... po czym sam zaczyna szeroko ziewać) – No i masz! Teraz obaj wyglądamy, jakbyśmy śpiewali operę w przyspieszonym tempie. Bierz te szczotki i do roboty, zanim całkiem zaśniemy na stojąco!

.................................

Jeśli Twoje ziewnięcie jest tak epickie, że zasługuje na miejsce w Galerii Narodowej, to znaczy, że zdecydowanie czas na drugą kawę. Albo na zmianę zawodu na „profesjonalny tester poduszek”.
 Ale jeśli Twoje ziewnięcie nie wygląda tak dramatycznie, jakbyś właśnie połykał niewidzialnego arbuza, to znaczy, że tak naprawdę wcale nie jesteś zmęczony. Wracaj do pracy.

8 komentarzy:

  1. Trudno nie zgodzić sie z twoimi spostrzeżeniami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nowego Gościa :) Dzięki za uznanie. Liczę się z tym, że może zgłosi się kiedyś jakiś historyk sztuki i zarzuci mi profanację sztuki. ale.., co tam. Przeciez mogę mu wtedy humorem odbić, prawda?

      Usuń
  2. Twoje artystyczne posty są świetne, mają humorystyczny podtekst i przy każdym się uśmiecham.
    Serdeczności ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Celu. Jeśli wywołuję niektórymi komentarzami uśmiech, to znaczy, że osiągnęłam swój cel, zakładając taką formę tego bloga. Są i będą też takie posty, które wprawia w trochę inny nastrój, nostalgiczny, "filozoficzny". Na ten sam obraz mozna spojrzeć w innym momencie i innym nastroju swojego życia i odbiór moze być objęty wówczas inną perspektywa. Tak, jak w naszym życiu. Przytulam, cieplutko.

      Usuń
  3. Podziwiam mistrzów pędzla za ich pomysłowość w doborze tematu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W epoce baroku bardziej ceniono umiejętność twórczego przetworzenia istniejącego wzorca niż całkowitą oryginalność, co czyniło naśladownictwo powszechną praktyką. Mam na myśli nie tylko technikę, ale i tematykę dzieła. Pozdrawiam Basiu.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powyższy komentarz był moją odpowiedzią pomyłkowo wpisaną w miejsce dla Gości.

      Usuń

MELODIA ZAPOMNIANEGO POKOJU

     Dzisiaj na moim blogu,  wspominam chwile, które jak stare fotografie, wyblakły, ale wciąż budzą ciepło w sercu. Tym razem chcę podzieli...