![]() |
| Sunlight by John White Alexander |
Są obrazy, które nie potrzebują krzyku, by zostać usłyszanym. „Sunlight” Johna White’a Alexandra to dla mnie taka właśnie cicha modlitwa zachwytu. Zobaczcie tę kobietę – ona nie patrzy wprost w słońce. Ona pozwala, by to światło ją odnalazło, by spłynęło po fałdach jej żółtej sukni niczym ciepły miód.
Często szukamy wielkich iluminacji, spektakularnych zwrotów akcji, a przecież sacrum codzienności to właśnie taki promień, który wpada rano do kuchni, gdy dziadek z wnukiem ustalają menu na śniadanie. To ta chwila, gdy zmęczenie po całym dniu (także tym pełnym „sąsiedzkich psich potyczek” z Toffi na smyczy) nagle łagodnieje pod wpływem czyjegoś uśmiechu.
Czego uczy nas ten obraz?
Złota suknia: To nasza uważność. Możemy nosić szare ubrania obowiązków, ale kiedy dotknie nas światło wdzięczności, każdy z nas staje się taką świetlistą postacią.
Pochylona głowa: To pokora wobec piękna. Nie trzeba wszystkiego rozumieć, czasem wystarczy po prostu „być” w zasięgu promieni.
Cisza: Na tym płótnie słychać tylko spokój. To taki port, do którego zawijamy po każdym sztormie.
Niech ten obraz będzie dla nas przypomnieniem, że światło zawsze nas znajdzie – wystarczy tylko na chwilę się zatrzymać i pozwolić mu, by nas „ubrało”
Oko na autora:
John White Alexander (1856–1915)
Amerykański malarz, który potrafił „uwięzić” światło na płótnie. Choć zaczynał jako ilustrator w Nowym Jorku, to pobyt w Paryżu i przyjaźń z wielkimi artystami epoki sprawiły, że jego styl stał się eteryczny i pełen gracji. Alexander nie malował po prostu kobiet – on malował nastrój, ciszę i to, jak słońce rzeźbi naszą rzeczywistość. Obraz „Sunlight” z 1909 roku jest uznawany za jedno z jego najbardziej mistycznych dzieł, w którym codzienność spotyka się z wiecznością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz