![]() |
| Michael Sweerts - selfportret |
Poznajcie barokowego influencera. Praca blogera w XVII wieku nie była łatwa – zamiast smartfona miał pędzel, a zamiast filtrów na Instagramie musiał malować sobie idealnie gładką cerę i bujne loki przez trzy miesiące. No i te kapelusze. Rozmiar XXL to nie wymysł współczesnej mody ulicznej; ten model idealnie chronił przed słońcem, deszczem oraz natrętnymi spojrzeniami wierzycieli.
Nasz bohater właśnie przechodzi klasyczny, poniedziałkowy kryzys twórczy. Posty na „zaś” same się nie napiszą, a wena ucieka szybciej niż darmowa zupa na plebanii. Postanowił więc zrobić to, co każdy rasowy artysta w kropce – zaprosił do współpracy modela z branży „recyklingowej”.
– No i co my tu mamy? – mruczy pod nosem, wkładając palec w otwór nosowy czaszki. – Zero zmarszczek, idealna symetria, brak problemów z ułożeniem fryzury na wietrze. Kompletny brak wyrazu, a i tak wyglądasz na bardziej ogarniętego życiowo niż ja w ten poranek.
Czaszka, jak to czaszka, zachowuje grobowy spokój i wymowne milczenie. Nie protestuje, kiedy artysta testuje na niej starożytne metody laryngologiczne.
Morał z tego autoportretu jest prosty i bardzo na czasie: jeśli myślisz, że Twoje poniedziałkowe spotkanie w pracy mogło być gorsze, pomyśl o tym facecie. On musiał trzymać tę czaszkę przez kilkadziesiąt godzin tylko po to, żeby udowodnić całemu światu, że uroda przemija, kapelusze tanieją, a dobre poczucie humoru i tak przetrwa stulecia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz