Translate

wtorek, 30 czerwca 2026

ZMARSZCZONE CZOŁO I CIĘŻAR SAKIEWKI, CZYLI O NAJTRUDNIEJSZYCH RACHUNKACH


Matthias Stom - "Kobieta licząca monety przy blasku świecy"


    Popatrzcie na to barokowe cacuszko, które niedawno wpadło mi w oko. Autorem tego genialnego, pełnego tajemniczości płótna jest siedemnastowieczny holenderski mistrz światłocienia, Matthias Stom. Obraz nosi tytuł Kobieta licząca monety przy blasku świecy. Gdy tylko go zobaczyłam, w mojej głowie natychmiast ożyły wspomnienia.

     Sama miałam kiedyś bardzo podobną sakiewkę. Pamiętam to misternie przemyślane rozwiązanie techniczne: woreczek z miękkiego aksamitu, bogato wyszywany, i to charakterystyczne, metalowe zamknięcie harmonijkowe, które otwierało się z cichym kliknięciem. Moja portmonetka była wprawdzie znacznie mniejsza, a jej zawartość, umówmy się, raczej znikoma – ot, kilka groszy na drobne wydatki.



Ta na obrazie dosłownie pęka w szwach. Kolejne monety, które kobieta trzyma w sękatych, zniszczonych pracą palcach, mogłyby już nie pozwolić na domknięcie tej aksamitnej skarbnicy.

 Co kryje się w blasku świecy?

Gdybyśmy patrzyli na to dzieło powierzchownie, przez pryzmat współczesnego, pędzącego świata, moglibyśmy pomyśleć: ot, starucha pod osłoną nocy chciwie przelicza swoje zaskórniaki. Może szuka kryjówki przed domownikami? Może zabezpiecza majątek?
Pójdźmy jednak zupełnie inną trasą – drogą empatii i czystego miłosierdzia. Popatrzcie na głębokie zmarszczki na jej czole, na to zamyślenie i wzrok utkwiony w migoczącym płomieniu świecy. Ta kobieta stoi przed niezwykle ważną, życiową decyzją. I choć rachunek na stole jest skomplikowany, ona w głębi serca już wie, co musi zrobić.

    Przed chwilą dowiedziała się, że jej przyjaciółka z dawnych, młodzieńczych lat poważnie zachorowała. Los okazał się dla niej bezwzględny – nie ma pieniędzy na drogie leki, nie ma żadnych oszczędności, a system wokół niej milczy. Została zupełnie sama ze swoim strachem.

 Najpiękniejszy bilans życia

    Dla naszej bohaterki te monety na stole to nie jest zwykły metal. To lata wyrzeczeń, ciężkiej pracy od świtu do nocy, odmawiania sobie każdej małej przyjemności. To miał być jej własny fundusz bezpieczeństwa na czarną godzinę.

    Jednak prawdziwa dojrzałość polega na tym, że potrafimy dostrzec, kiedy ta czarna godzina bije u kogoś tuż obok nas. Kobieta wie, że jeśli teraz nie otworzy tej harmonijkowej sakiewki, to metalowe krążki zamienią się w zimny, bezwartościowy ciężar, który przydusi jej własne sumienie. Przyjaciółce nie pomoże dobre słowo ani uścisk dłoni – tam potrzebna jest realna, szybka pomoc logistyczna. Finanse muszą pójść w ruch.

    Matthias Stom mistrzowsko wykorzystał blask świecy. Ciepłe światło nie oświetla tu chciwości, ale rozszerza się na dłonie, które za chwilę wykonają najpiękniejszy gest, do jakiego zdolny jest człowiek – gest bezwarunkowego ratunku.
W życiu bywa dokładnie tak samo. Najważniejsze decyzje podejmujemy często w ciszy, z dala od ludzkich oczu. I choćby nasza własna sakiewka była mała, a czasy trudne, zawsze warto pamiętać, że największą wartość ma to, czym potrafimy się podzielić. Bo ostatecznie z tego świata nie zabierzemy pełnych kont ani aksamitnych woreczków – zabierzemy tylko to, co daliśmy innym.

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj

poniedziałek, 29 czerwca 2026

UKAZ POD NOS, CZYLI JAK POBORCA PODATKOWY DBAŁ O WŁASNY BRZUSZEK

 


„Portret poborcy podatkowego Nikifora Artiemjewicza Seziemowa”
by Dmitrija Lewickiego (1770)

   Poznajcie Nikifora Artiemjewicza Seziemowa. Nikifor jest człowiekiem z misją. Misją wyciągania z ludzkich kieszeni wszystkiego, co tylko ma jakąkolwiek wartość, od srebrnych rubli po ostatni worek owsa.

  Zwróćcie uwagę na jego sylwetkę. Ten imponujący, zaokrąglony profil, dumnie opasany haftowaną, jedwabną szarfą, to nie jest efekt genetyki. To owoc ciężkiej, wieloletniej pracy przy biurku i regularnego, przymusowego testowania jakości najlepszego jadła w rosyjskich guberniach. Nikifor biedy nie zaznał i na pewno nie planuje tego zmieniać.
Właśnie nadszedł ten moment dnia, w którym do jego gabinetu wkracza zalękniony chłop. Nikifor przyjmuje swoją ulubioną pozę majestatu.

   W lewej dłoni trzyma najnowszy carski ukaz, gęsto zapisany drobnym drukiem, którego żaden z podatników i tak nie potrafi przeczytać. Prawą ręką wykonuje charakterystyczny, szeroki gest, przypominający ruch barokowego dyrygenta:

   – No i co my tu mamy w rubryce „Zaległości”? – pyta Nikifor, wodząc wzrokiem gdzieś ponad głową petenta, by przypadkiem nie dostrzec jego dziurawych butów. – Widzisz ten papier? Tu jest napisane, czarno na białym, że od zeszłego czwartku obowiązuje nowy podatek od posiadania... zeszłorocznego śniegu oraz zbyt radosnego spojrzenia w stronę urzędu.

   Chłopina próbuje coś tłumaczyć, że zima była słaba, a krowa nie doi, na co Nikifor delikatnie klepie się po swoim dostatnim brzuszku, jakby sugerował, że tam również panuje potężny głód, który trzeba natychmiast zaspokoić.

  – Ja tu tylko reprezentuję prawo – wzdycha z głębokim, urzędniczym współczuciem, energicznie machając wezwaniem do zapłaty tuż przed nosem nieszczęśnika. – Prawo jest surowe, ale spójrz na mnie. Czy ten szlachetny, futrzany kołnierz i ta jedwabna szarfa utrzymają się same z Twoich obietnic? Do kasy marsz!

   Morał z tego portretu jest prosty: czasy się zmieniają, ukazy bledną, ale urzędniczy gest zapraszający do uregulowania należności pozostaje niezmienny i perfekcyjnie wyćwiczony przez stulecia.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj

niedziela, 28 czerwca 2026

BAROKOWY KRYZYS TOŻSAMOŚCI, CZYLI "MORDO, TY MOJA"

Michael Sweerts - selfportret

   Poznajcie barokowego influencera. Praca blogera w XVII wieku nie była łatwa – zamiast smartfona miał pędzel, a zamiast filtrów na Instagramie musiał malować sobie idealnie gładką cerę i bujne loki przez trzy miesiące. No i te kapelusze. Rozmiar XXL to nie wymysł współczesnej mody ulicznej; ten model idealnie chronił przed słońcem, deszczem oraz natrętnymi spojrzeniami wierzycieli.

   Nasz bohater właśnie przechodzi klasyczny, poniedziałkowy kryzys twórczy. Posty na „zaś” same się nie napiszą, a wena ucieka szybciej niż darmowa zupa na plebanii. Postanowił więc zrobić to, co każdy rasowy artysta w kropce – zaprosił do współpracy modela z branży „recyklingowej”.

  – No i co my tu mamy? – mruczy pod nosem, wkładając palec w otwór nosowy czaszki. – Zero zmarszczek, idealna symetria, brak problemów z ułożeniem fryzury na wietrze. Kompletny brak wyrazu, a i tak wyglądasz na bardziej ogarniętego życiowo niż ja w ten poranek.

  Czaszka, jak to czaszka, zachowuje grobowy spokój i wymowne milczenie. Nie protestuje, kiedy artysta testuje na niej starożytne metody laryngologiczne.

   Morał z tego autoportretu jest prosty i bardzo na czasie: jeśli myślisz, że Twoje poniedziałkowe spotkanie w pracy mogło być gorsze, pomyśl o tym facecie. On musiał trzymać tę czaszkę przez kilkadziesiąt godzin tylko po to, żeby udowodnić całemu światu, że uroda przemija, kapelusze tanieją, a dobre poczucie humoru i tak przetrwa stulecia.


sobota, 27 czerwca 2026

OPERACJA STOPY, CZYLI XVII-WIECZNA CHIRURGIA BEZ ZNIECZULENIA I BEZ LITOŚCI

 

Adrian Brover -  Operacja nogi


   Patrzę na ten obraz Adriaena Brouwera i od razu czuję, jak moja stopa sama się chowa w skarpetce.

  Oto mistrzowska scena z XVII wieku: „Operacja stopy w warunkach polowych”. Pacjent siedzi z miną człowieka, który właśnie zrozumiał, że lepiej było zostać przy bolącej stopie. Chirurg (lub ktoś, kto bardzo chce nim być) dłubie w stopie z taką koncentracją, jakby właśnie odkrywał nowy kontynent. A w tle starsza pani patrzy z miną: „No i co, mówiłam, żeby nie chodzić boso po stajni”.

  Najpiękniejsze jest to, że nikt nie ma znieczulenia. Zero. Nawet kieliszka wódki dla kurażu. Pacjent po prostu siedzi i cierpi jak prawdziwy mężczyzna XVII wieku, czyli z godnością i lekkim przerażeniem w oczach.

  Obserwatorzy też są bezcenni. Kobieta z tyłu ma wyraz twarzy „o matko, ale to musi boleć”, a jednocześnie nie może oderwać wzroku – klasyczna ludzka natura: „nie patrz, ale jednak patrz”.

  Brouwer miał niesamowity talent do pokazywania ludzkich słabości. Tutaj pokazał nam coś uniwersalnego:
ból jest bólem w każdej epoce. Tylko kiedyś zamiast „proszę się zrelaksować i głęboko oddychać” dostawałeś „trzymaj się, bracie, zaraz będzie po sprawie”.

    I wiecie co jest najzabawniejsze?

  Że ten biedak na obrazie prawdopodobnie przyszedł na „operację”, bo bolała go stopa… a wyszedł z bolącą stopą i z traumą na całe życie.

  Dziś, gdy idę do lekarza z bolącym palcem, narzekam, że czekałam 20 minut.

  A on pewnie patrzy na mnie i myśli: „Gdybyś żyła w XVII wieku, to byś dopiero narzekała…”

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

piątek, 26 czerwca 2026

PIERWSZY BOYSBAND XVII WIEKU - PROBA GENERALNA


Trójka młodych śpiewających mężczyzn
 Joos van Craesbeeck

   W ciemnej izbie trzech młodych mężczyzn próbuje stworzyć muzykę. Z różnym skutkiem.

Pierwszy (w czerwonym kaftanie, z szeroko otwartą gębą):
— „Oooo, moja miła, serce meee…!”

Drugi (z nutami w rękach, krzywiąc się):
Nie „serce meee”, tylko „serce meee-e-e-e”! Na cztery, baranie! Raz-dwa-trzy-cztery… O Boże, znowu fałszujesz!

Pierwszy:
Jak fałszuję?! Ja tu duszę wkładam! Czujesz to? To jest emocja!

Trzeci (z boku, z miną zmęczonego menedżera):
Emocja to ja czuję w zębach. Jak tak dalej pójdzie, to mi się szkliwo wykruszy. Może byśmy chociaż jedną zwrotkę zagrali w tym samym tempie?

Pierwszy:
To nie ja! To on się spieszy! Patrz, jak macha tymi kartkami, jakby go pszczoły goniły!

Drugi:
— Bo ty śpiewasz jak chory wół! „Miiiła” ma być wysoko, a ty schodzisz niżej niż moja babka, jak kaszle!

Trzeci (wzdychając):
Panowie… my tu niby mamy być muzyką dworską, a brzmi to jak trzy koty w worku, które ktoś kopnął.

Pierwszy (obrażony):
No to może ty zaśpiewaj, skoro taki mądry!

Trzeci:
Ja? Ja tu tylko trzymam takt… i modlę się, żeby sąsiedzi nie przyszli z widłami.

W tle słychać ciche westchnienie i dźwięk kolejnego kufla piwa.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

czwartek, 25 czerwca 2026

CHŁOPIEC JEDZĄCY MAKARON, CZYLI JAK WYGLĄDA PRAWDZIWA RADOŚĆ ŻYCIA.


Mistrz Zwiastowania Pańskiego (szkoła Caravaggia),
Chłopiec jedzący makaron, XVII w.


   Patrzę na tego chłopca i mam ochotę zaklaskać.Oto mistrz XVII wieku namalował scenę, którą każdy z nas dobrze zna – moment czystej, niepohamowanej radości związanej z jedzeniem.

  Chłopak unosi wysoko rękę, makaron zwisa mu z ust jak spaghetti z nieba, oczy ma szeroko otwarte, a na twarzy wypisane jest absolutne szczęście. Żadnych „czy to zdrowe?”, „czy nie za dużo kalorii?”, „czy nie ubrudzę koszuli?”. Tylko on, makaron i chwila absolutnego błogostanu.

 Caravaggio i jego szkoła zwykle malowali męczeństwa, dramaty i głębokie cienie. A tu nagle ktoś postanowił uwiecznić coś o wiele ważniejszego: dziecko, które właśnie odkryło, że makaron można jeść jak lasso.

   I wiecie co jest najpiękniejsze?

   Że ten obraz ma w sobie więcej prawdy o ludzkiej naturze niż niejedna filozoficzna rozprawa. Bo my, dorośli, potrafimy komplikować nawet najprostsze rzeczy.

   A ten chłopiec? 

On po prostu je makaron. 
Z pasją. 
Z zaangażowaniem. 
Z całej duszy.

 My dzisiaj robimy dokładnie to samo – tylko zamiast makaronu mamy smartfony, a zamiast radości na twarzy – stres, że ktoś zobaczy, jak się ubrudziliśmy sosem.

  Ten obraz przypomina nam coś bardzo ważnego:
największe przyjemności życia są zwykle proste.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


środa, 24 czerwca 2026

ZAKWASY STULECIA. CO ROBIŁ MALARZ PRZED LUSTREM, ZANIM POWSTAŁ TEN OBRAZ?


art by Joos van Craesbeeck



     Patrząc na to płótno Joosa van Craesbeecka, w pierwszym odruchu serce nam mięknie. Chciałoby się rzucić wszystko, biec do XVII-wiecznej apteki po maść żywokostową, poprawić ten prowizoryczny, szary temblak i zaparzyć chłopinie melisy na uspokojenie. Ten grymas potwornego bólu, zaciśnięte powieki, otwarte z bólu usta – no po prostu czyste, ludzkie nieszczęście.

    Ale zaraz, stop, stop... Przyjrzyjmy się temu bliżej od kuchni barokowego atelier!

  Wizyta u malarza w tamtych czasach to nie było szybkie „pstryk” smartfonem. Nasz bolesny bohater musiał utrzymać ten dramatyczny, rozdzierający grymas nie przez pięć sekund, ale przez dobre kilka, jeśli nie kilkanaście godzin sesji malarskiej!

   Wyobrażacie sobie te zakwasy na twarzy?

   – Panie Craesbeeck – mruczy przez zaciśnięte zęby model.    – Oko mi drży od trzech godzin, a od tego udawanego płaczu zaraz dostanę prawdziwego szczękościsku. Mogę na chwilę rozluźnić lewy policzek?

   – Ani drgnij! – krzyczy artysta zza sztalugi. – Światło idealnie podkreśla twój barokowy egzystencjalny dramat! Wytrzymaj jeszcze dwie godziny, zaraz domaluję ten brudny bandaż na czapce!

  Najlepszy żart polega jednak na tym, że Craesbeeck uwielbiał jako modela do takich cierpiących scen wykorzystywać... samego siebie. Bardzo możliwe, że ten potwornie obolały chłopina to nikt inny, jak sam pan malarz, który po prostu spędził pół dnia przed lustrem, robiąc do siebie najgłupsze i najbardziej bolesne miny, jakie tylko przyszły mu do głowy.

  Morał? 
Praca modela to ciężki kawałek chleba, a prawdziwy paraliż i ból twarzy dopadał człowieka dopiero wtedy, gdy po skończonej pracy artysta mówił: „Ojej, przepraszam, jednak złe światło było, jutro malujemy od nowa!”.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


wtorek, 23 czerwca 2026

PORTRET Z XIX W. NAMALOWANY NA PAJĘCZYNIE


Ten XIX-wieczny obraz z pajęczynami przedstawia bogatego
 austriackiego dżentelmena. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI CAROL MOBLEY

   NA PIERWSZY RZUT OKA OBRAZ wydaje się niemal zwyczajny. Mężczyzna, którego tożsamość zaginęła na przestrzeni wieków, spogląda uroczyście na widza z owalnej ramy, umieszczonej w lekko pożółkłym etui na karty o długości 5 cali i wysokości 6,25 cala. Detale bogatych szat, oddane precyzyjnymi pociągnięciami pędzla z pióra słonki, są nadal wyraźne, ale krawędzie obrazu wydają się postrzępione – i nie bez powodu. To konkretne dzieło zostało namalowane nie na płótnie, lecz na eterycznych pasmach pajęczyny.

   Choć wiele pozostaje nieznane na temat obrazu, istnieje kilka wskazówek co do jego pochodzenia. Obok widnieje napis „Gemälde auf Spinnengewebe ”, po niemiecku „Obrazy na pajęczynie”, oraz podpis „Ojciec Unterberger z Innsbrucka (Tyrol).

   W marcu 2025 obraz zmienił własciciela. Poprzednia waścicielka Carol  Mobley natknęła się na ten osobliwy przedmiot niemal przypadkiem. „Mężczyzna, od którego go dostałam, miał ponad 90 lat i miał go przez jakieś 40 lat” – mówi. „Powiedział, że dał mu go krewny. Zawsze planował dokładniej zbadać jego pochodzenie, ale nigdy się do tego nie zabrał”.

   Prawie na pewno obraz odbył transatlantycką podróż z Tyrolu w Austrii i przeleciał przez Wyspę Ellis. „Szkoda tylko, że część pajęczyny uległa zniszczeniu, jestem pewien, że to przez lata, kiedy był przenoszony” – mówi Mobley. Biorąc jednak pod uwagę, jak długą drogę przebył, to cud, że w ogóle zachował się w nienaruszonym stanie.

  W XIX wieku Spinnwebenbilder , znane również jako malarstwo pajęczynowe lub malarstwo pajęczynowe, były dość popularną formą sztuki ludowej w Alpach Tyrolskich . Ze względu na delikatność tych delikatnych dzieł, mniej niż 100 takich obrazów przetrwało próbę czasu. Prawie wszystkie znajdują się w prywatnych kolekcjach rodzinnych, schowane w szufladach lub przekazywane z pokolenia na pokolenie jako pamiątki rodzinne.

   Nikt dokładnie nie wie, kto pierwszy wpadł na pomysł, by wilgotne pasma pajęczyn i jedwabne gąsienice posłużyły za odpowiednie medium artystyczne. Najprawdopodobniej był to członek zakonu monastycznego w pobliżu doliny Puster, alpejskiej doliny rozciągającej się przez Włochy i Austrię.

   Do XVI wieku mnisi ci opanowali żmudny proces zbierania pajęczyn, mycia ich, a następnie układania jedna na drugiej. Gdy pajęczyny utworzyły mleczną, nieprzezroczystą powierzchnię, rozciągali je na matach, tworząc miniaturowe płótna, a następnie chwytali za pędzle. Powstałe w ten sposób wizerunki katolickich świętych unosiły się niczym widma w oknach krużganków. Katedra w Chester w Anglii jest domem jednego z ostatnich tego typu dzieł ikonograficznych: obrazu Matki Boskiej trzymającej Dzieciątko Jezus , namalowanego przez tyrolskiego artystę Johanna Burgmana.



   W miarę upływu wieków, w te upiorne ramy wkraczały postacie świeckie. Mobley spekuluje, że postać na jej obrazie przedstawiała austriackiego żołnierza w mundurze. Książęta, księżne i inni członkowie społeczeństwa, którzy byli wystarczająco zamożni, by pozwolić sobie na portret, są częstymi tematami, podobnie jak pejzaże i sceny sielskie.

   Franz Unterberger, artysta, który podpisał to dzieło, odegrał nieocenioną rolę w popularyzacji tych osobliwości. Choć był utalentowanym malarzem olejnym, Unterberger najprawdopodobniej nie posługiwał się tu pędzlem. Zamiast tego pracował jako handlarz dziełami sztuki w sklepie w Tyrolu, gdzie zamawiał u anonimowych artystów obrazy przedstawiające pajęczyny i je sprzedawał. Jego działalność trwała do lat 30. XX wieku, kiedy to zmarł ostatni artysta znający to enigmatyczne rzemiosło.

   Choć kilku artystów XX wieku próbowało swoich sił w tej kapryśnej formie , sztuka ta w dużej mierze wymarła. Pozostało jedynie kilka rzadkich fragmentów zaginionego dzieła.

tutaj znajdziesz post o malarstwie na pajęczynie

Źródło:
Diana Hubbell

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


poniedziałek, 22 czerwca 2026

RENESANSOWY SZKIELET VS. PONIEDZIAŁKOWY PORANEK: KTO WYGRAŁ TO STARCIE?



Witaj na blogu, drogi Czytelniku! 

Skoro tu jesteś, to znaczy, że albo szukasz głębokiej życiowej mądrości, albo – tak jak ja – próbujesz uciec od zmywania naczyń.

Dzisiaj porozmawiamy o sztuce dawnej. 
Znalazłam ostatnio renesansowy obraz (zerknij wyżej), który miał być głębokim, filozoficznym przypomnieniem o przemijaniu (memento mori, te sprawy). Tymczasem, im dłużej na niego patrzę, tym bardziej widzę w nim... idealną metaforę współczesnego życia.

Oto krótki przewodnik po tym, co TEN konkretny szkielet mówi o naszym poniedziałkowym poranku:

1. „Dramatyczna poza” (wersja renesansowa)

   Szkielet na obrazie stoi z rozpostartymi ramionami, w jednej ręce trzyma strzałę, w drugiej cudzą czaszkę, a wokół niego powiewa białe prześcieradło. Wygląda jak gwiazda rocka w trakcie solówki.

Co myślał artysta: 
    „Oto majestat i nieuchronność losu!”

Co widzę ja: 
   Ja, wchodząca do kuchni o 7:00 rano, zawinięta w kołdrę, trzymająca w jednej ręce kubek kawy, a w drugiej telefon z trzema budzikami, pytająca domowników: „Kto znowu zostawił pusty karton po mleku w lodówce?!”

2. Wielkie pytanie o sprawiedliwość

  Napisy na obrazie głoszą dumnie, że śmierć zrównuje wszystkich i nie da się odróżnić pana od sługi. Bardzo głębokie.

Współczesny odpowiednik: 

   Nic tak nie zrównuje ludzi i nie odbiera im godności jak... awaria domowego Wi-Fi. W obliczu braku internetu prezes korporacji, student i ja, Teresa, wyglądamy dokładnie tak samo: krążymy po mieszkaniu z błagalnym wzrokiem, resetując router i licząc na cud. Wtedy naprawdę nie ma „pana ani sługi” – wszyscy jesteśmy zakładnikami technologii.

3. Stanie na desce nad trumną

   Nasza koścista postać balansuje na drewnianej desce ułożonej na otwartej trumnie. Wygląda to na ekstremalnie niebezpieczne.

Jakbym to zastosowała praktycznie.....

   To idealna wizualizacja mojej diety. Ta deska to poniedziałek, a trumna poniżej to „wielkie i ostateczne załamanie postanowień noworocznych”, które następuje w piątek wieczorem, gdy wjeżdża pizza. Balansuję na tej desce z całych sił, ale wszyscy wiemy, jak to się skończy.

   Dawni mistrzowie chcieli nas nastraszyć, ale umówmy się – dzisiejsze rachunki za prąd robią to znacznie lepiej. Dlatego zamiast popadać w melancholię, spójrzmy na tego radosnego szkieletora z dystansem. On przynajmniej nie musi martwić się podatkami ani tym, co ugotować na obiad!

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

niedziela, 21 czerwca 2026

PROTOKÓŁ Z KONTROLI PIEKIELNEJ

 

Hieronymus Bosch - 
"Ogród Ziemskich Rozkoszy" (detal)


   Piekło, Wydział Administracyjno-Księgowy, pokój 666.
Pan Stanisław siedział na podłodze od trzech godzin.

-  Następny! -  zawołał urzędnik z dziobem.

Stanisław rozejrzał się niepewnie.

- Ja?
-  Nie. Ten za panem.
-  Ale za mną nikogo nie ma. 
-  Właśnie dlatego pan.

Stanisław podpełzł do biurka.

Za biurkiem siedziała postać w błękitnym kapturze i wertowała księgę grubą jak budżet państwa.

-  Nazwisko?
-  Kowalski.
-  Który?
-  Stanisław.
-  Który Stanisław Kowalski? 
- Jedyny.

Urzędnik spojrzał na niego ze współczuciem.

-  W naszej bazie jest czterdzieści siedem tysięcy jedynych Stanisławów Kowalskich.

Z kąta wychylił się drugi urzędnik, ten z długim dziobem.

-  Sprawdź pod literą „K”.
-  Nie ma.
-  To pod „S”.
-  Też nie ma.
-  A pod „Jedyny”?
-  O, jest.

Przewrócili kilka stron.

-  Dobrze. Powód przybycia?
-  Umarłem.
-  Ma pan dokument potwierdzający?
-  Jak mam mieć?
-  Bez dokumentu nie możemy uznać zgonu.
-  Ale przecież jestem w piekle!
-  To nie jest dowód administracyjny.

Stanisław westchnął.

-  Co mam zrobić?
-  Wypełnić formularz P-13.
-  Gdzie go dostanę?
-  W okienku numer siedem.
-  A gdzie jest okienko numer siedem?
-  W niebie.

Zapadła cisza.
Nawet pająk przestał tkać sieć.

-  Czy pan sobie żartuje?
-  Proszę pana -  odparł urzędnik z godnością -  my jesteśmy instytucją publiczną.

Po godzinie Stanisław wrócił z formularzem.

-  Wypełnione.
-  Niestety niebieskim atramentem.
-  A powinienem?
-  Czarnym.
-  To dlaczego nikt mi nie powiedział?
-  Jest napisane.
-  Gdzie?

Urzędnik wskazał przypis na stronie trzysta osiemdziesiątej czwartej regulaminu.
Człowiek spojrzał na niego z rozpaczą.

-  Czy to właśnie jest piekło?

Urzędnicy spojrzeli po sobie.

-  Nie.
-  Nie?

Piekło zaczyna się dopiero po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku.

I wtedy Stanisław zrozumiał straszną prawdę.

Ogień, smoła i diabły były tylko legendą.

Prawdziwe piekło składało się z formularzy, pieczątek i urzędników z ptasimi dziobami, którzy zawsze wiedzieli, którego dokumentu akurat nie posiada.

A Bosch, jak się okazało, wszystko przewidział. Nawet numer pokoju.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj



sobota, 20 czerwca 2026

SACRUM UKRYTE W KOSZULI. JAK BAROK UCZY NAS EMPATII



Kiedy myślimy o chrześcijańskim miłosierdziu w sztuce baroku, przed oczami stają nam często monumentalne, dynamiczne sceny pełne aniołów, tłumów i dramatycznych gestów. Tymczasem flamandzki mistrz Michiel Sweerts na swoim płótnie z około 1661 roku robi coś zupełnie przeciwnego. Zamyka jeden z najważniejszych uczynków miłosierdzia w niezwykle intymnym, wręcz introwertycznym kadrze. 

Przed nami staje dwóch młodych mężczyzn, a całe napięcie tej sceny rozgrywa się w ciszy – w ich spojrzeniach i dłoniach.

Blask aksamitu i lęk przed zależnością
Po prawej stronie widzimy zamożnego, dostatnio ubranego młodzieńca. Ma na sobie kosztowny, lśniący, karminowy kaftan i luksusową czapę z grubego futra. To człowiek, który nie zaznał w życiu chłodu ani głodu. Zwróćcie uwagę na jego twarz: jest gładka, wręcz dziecięca, a malujący się na niej wyraz to nie duma, lecz głębokie, melancholijne zamyślenie. Chłopak bez słowa podaje białą płócienną koszulę.

Po lewej stronie stoi jego rówieśnik – całkowicie nagi, bezbronny, zmarznięty. Jego dłonie są złożone jak do modlitwy, a ciało delikatnie się cofa.

Sweerts sprowadza temat do napiętej konfrontacji między dwoma osobami – jedną w wystawnym stroju, a drugą nagą, pozornie nieufną wobec ofiarowanych jej szat.

Miłosierdzie to nie tylko dawanie

W tym obrazie najpiękniejsza, a zarazem najbardziej poruszająca jest psychologiczna prawda o pomaganiu. Sweerts nie portretuje tu taniego patosu. Spójrzcie na oczy ubogiego człowieka. W jego wzroku nie ma prostej radości ani wdzięczności. Jest tam niepewność, może odrobina wstydu, a nawet lęku przed upokorzeniem, które tak często towarzyszy przyjmowaniu jałmużny. 

Bogaty młodzieniec nie patrzy na niego z góry. Jego wzrok ucieka gdzieś w bok, jakby celowo unikał triumfalnego spojrzenia w oczy obdarowywanego, by nie potęgować jego zawstydzenia. To miłosierdzie pełne taktu i głębokiego szacunku dla ludzkiej godności.

Sacrum ukryte w codzienności
Michiel Sweerts namalował ten obraz w Amsterdamie, będąc w okresie głębokiej osobistej ascezy, regularnych postów i religijnego zaangażowania (niedługo później dołączył nawet do misji chrześcijańskiej w Persji). Ta osobista duchowość bije z każdego centymetra płótna. 

Biała koszula, trzymana przez obu mężczyzn, staje się w tej kompozycji swoistym pomostem. Łączy dwa skrajnie różne światy – świat dostatku i świat całkowitego braku. Artysta przypomina nam, że prawdziwe sacrum i spotkanie z Bogiem nie dokonuje się w chmurach, ale właśnie w tym jednym, ziemskim geście: gdy człowiek pochyla się nad drugim człowiekiem, dzieląc się tym, co ma najcenniejsze. Nie tylko ubraniem, ale przede wszystkim – empatią.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj

"JESZCZE TYLKO JEDEN ROZDZIAŁ", CZYLI PORANNY PARALIŻ KSIĄŻKOWY W WERSJI RETRO

art by Albert Anker    Drodzy Czytelnicy!  Ten obraz dzisiaj prezentowany, powinien stać się oficjalnym hymnem wszystkich osób dotkniętych ...