Translate

sobota, 6 czerwca 2026

PRZESADNA MIMIKA TWARZY


Holenderscy portreciści złotego wieku uwielbiali malować przesadną mimikę twarzy

Rembrandt i Vermeer sprawili, że twarze stały się żywe i pełne wyrazu. 
( Tylko pisać o nich humoreski - po przeczytaniu tego posta przejdź na blog Zapiski z mojego laptopa tutaj znajdziesz post KONGES LUDZI NIEISTNIEJĄCYCH)

Wcześni malarze niderlandzcy z XV wieku byli pionierami portretów jako niezwykle szczegółowych, charakterystycznych zapisów postaci. Dwa wieki później artyści holenderskiego Złotego Wieku ożywili te twarze, nadając im ekspresyjny, pełen charakteru charakter. Ten rodzaj uśmiechów, nadąsanych min, ponurych spojrzeń i rozdziawionych ust nazwano „tronies”.


Joos van Craesbeeck, Palacz (1630-1640) (fragment)

Wcześni malarze niderlandzcy z XV wieku byli pionierami portretów jako niezwykle szczegółowych, charakterystycznych zapisów postaci. Dwa wieki później artyści holenderskiego Złotego Wieku ożywili te twarze, nadając im ekspresyjny, pełen charakteru charakter. Ten rodzaj uśmiechów, nadąsanych min, ponurych spojrzeń i rozdziawionych ust nazwano „tronies”.

„Turning Heads”, przegląd „tronies”, prezentujący dzieła światowej sławy malarzy dawnych mistrzów, takich jak Rembrandt van Rijn, Peter Paul Rubens i Johannes Vermeer, został niedawno otwarty w National Gallery of Ireland w Dublinie. Wśród przykładów tego gatunku, znanych widzom, znajdują się „ Śmiejący się człowiek” Rembrandta (1629–30) oraz „Dziewczyna w czerwonym kapeluszu” Vermeera (ok. 1665–67).

Johannes Vermeer,
Dziewczyna w czerwonym kapeluszu (ok. 1665–1667)

Ten niewielki klejnot namalowany na desce z ograniczonego dorobku Vermeera emanuje szczególną spontanicznością, jakby postać odwróciła się ze zdziwieniem, widząc, jak wchodzimy do pokoju. Choć bogate faktury kapelusza i szala kobiety nie szczędzą zachwycających detali, jej twarz wyróżnia się uderzająco realistyczną, typową dla każdej kobiety znajomością.

Krąg Rembrandta van Rijna,
Człowiek w złotym hełmie (ok. 1650).

Zamiast polegać na opisowych dokumentach konkretnego modela, które mogą, ale nie muszą, zostać zachowane dla potomności, intymne badania ludzkich obiektów mogłyby posłużyć do uchwycenia ulotnych stanów wewnętrznych z uniwersalnym rezonansem. Prywatna kontemplacja zabarwiona udręką na twarzy tego starszego mężczyzny stanowi interesujący kontrapunkt dla imponującego, lśniącego złota jego hełmu.

Peter Paul Rubens, Głowa brodatego mężczyzny
 (ok. 1612

Dzięki wynalezieniu „tronów”, artyści holenderskiego Złotego Wieku i flamandzkiego baroku mogli wykazać się kreatywnością, eksperymentując z umiejętnościami technicznymi, aby uzyskać ciekawe efekty wizualne. W ten sposób odkryli również zdolność malarstwa do materializacji abstrakcyjnych, nieuchwytnych pojęć, takich jak emocje, wiek, mądrość czy kruchość. Tego typu eksploracje i introspekcje miały trwały wpływ na modernizm.

Michael Sweerts, Głowa kobiety (ok. 1654)

Źródło:
news. artnet .com
<><><><><><><>
Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj



 

piątek, 5 czerwca 2026

BYCZE OKO




Bycze oko by Maurice-Quentin de La Tour


Paryż, rok 1737.

Maurice-Quentin de La Tour siedział przy sztaludze i z powagą godną ministra finansów próbował narysować własny nos. Nie było to łatwe. Nos, który ogląda się codziennie, staje się podejrzanie zwyczajny.

   - Odrobinę więcej godności - mruknął do odbicia w lustrze.

Odbicie natychmiast zrobiło minę człowieka, który właśnie połknął cytrynę.

   - Nie, nie aż tyle.

W tej samej chwili usłyszał na ulicy znajomy głos.

  -  Maurice! Maurice! Jesteś tam?

To był stary przyjaciel, monsieur Dufour, człowiek tak uparty, że gdyby postanowił odwiedzić samego króla, prawdopodobnie wszedłby do Wersalu kuchennym wejściem.

Malarz podszedł do okna.

  - Ach, to ty...

I wtedy w jego oczach błysnęła iskra.

Zamiast otworzyć drzwi, zbiegł po schodach i przekręcił klucz w zamku.

  - Doskonale  - powiedział do siebie.

Następnie wrócił na górę i usadowił się przy okrągłym okienku wychodzącym na dziedziniec. Było to tak zwane œil de bœuf -  bycze oko.

Dufour zapukał.

Nic.

Zapukał drugi raz.

Jeszcze nic.

Po chwili zaczął walić pięścią.

  - Maurice! Wiem, że jesteś w domu!

La Tour obserwował go z góry jak astronom śledzący rzadkie zjawisko niebieskie.

  - O, teraz zaczyna się najlepsza część - szepnął.

Przyjaciel obszedł dom.

Potem wrócił.

Potem zajrzał przez okno.

Potem znowu zapukał.

Następnie wygłosił krótką mowę o niewdzięczności artystów.

La Tour śmiał się coraz bardziej.

  - Cudowne! Zupełnie cudowne!

W pewnym momencie Dufour zatrzymał się pośrodku dziedzińca i spojrzał prosto na okrągłe okienko.

Przez sekundę ich spojrzenia się spotkały.

Malarz odruchowo wyciągnął palec.

 -  Tam! Tam jest ten głupiec!  - chciał powiedzieć.

Ale ponieważ wskazywał właśnie na Dufoura, gest nabrał nieco innego znaczenia.

Dufour zmrużył oczy.

  - Aha...

Po czym zdjął kapelusz i ukłonił się teatralnie.

  - Skoro ja jestem widowiskiem, to przynajmniej będę występował godnie!

Przez następne pięć minut spacerował po dziedzińcu z miną tragicznego bohatera opery.

La Tour śmiał się tak mocno, że musiał oprzeć się o parapet.

I właśnie wtedy przyszła mu do głowy pewna myśl.

  -  Nie ruszaj się! - krzyknął.

  -  Otworzysz drzwi?

  -Nie.

  - Więc czego chcesz?

   -  Żebyś został tam jeszcze chwilę.

  - Dlaczego?

  -  Bo maluję.

Dufour westchnął.

  -  Wiedziałem.

Kilka tygodni później obraz był gotowy.

Malarz patrzył na swoje dzieło z zadowoleniem. Uśmiech rozbawienia. Palec wyciągnięty w bok. Głowa wysunięta przez bycze oko niczym ciekawski sąsiad.

Przyjaciel obejrzał portret.

  - Więc to ja jestem tym, na co pokazujesz?

  - Być może.

  -  A jeśli ktoś zapyta?

  -  Powiem, że wskazuję drzwi.

  -  A jeśli nie uwierzy?

  -  Powiem, że wskazuję świat.

  - A jeśli nadal nie uwierzy?

La Tour uśmiechnął się szerzej.

  -  Wtedy historycy sztuki będą się kłócić przez następne trzysta lat.

I jak zwykle miał rację.


<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


czwartek, 4 czerwca 2026

OBRAZ PRAWDĘ CI POWIE (O ZDROWIU MODELI)


Elzbieta Habsburzanka, żona Zygmunta II Augusta, 
byla chora na epilepsję*

    W dziełach malarskich dawnych mistrzów ukryte jest nie tylko symboliczne znaczenie obrazu. Wprawne oko możne doszukać się całego katalogu chorób, na które zapadali mieszkańcy ówczesnej Europy.

    Prof. Janusz Limon, kierownik Katedry i Zakładu Biologii i Genetyki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, laureat Polskiego Nobla z 2004 r. od lat diagnozuje choroby portretowanych postaci. Potrafi też wiele powiedzieć o stanie zdrowia samych artystów, gdyż ich dzieła zdradzają, na jakie przypadłości medyczne mogli cierpieć.

- Najstarsza rzeźba przedstawiająca bliźnięta syjamskie pochodzi z Turcji i ma 6,5 tys. lat. Nie oznacza to jednak, że ta deformacja pojawiła się w tym czasie – podkreślił gość radiowej Jedynki.

  Tłumaczył, że choroby genetyczne cechują się tym, że jest ich bardzo dużo, ok. 12,5 tys., ale są rzadkie. Tylko w przypadku 2,5 tys. chorób znamy geny za nie odpowiedzialne. Najczęstszą chorobą jest zespół Downa, pojawia się ona z częstotliwością 1:650 urodzeń.

  W "Naukowym Wieczorze z Jedynką" informował, że zachowały się choćby rzeźby Inków, czy z terenów Meksyku, przedstawiające dzieci z tym zespołem.

  Prof. Janusz Limon zaznaczał, że medycynie udało się wydłużyć wiek osób chorych, które dożywają wieku prokreacji i mają własne potomstwo. Niestety, lekarze mają wciąż do czynienia z przepaścią pomiędzy diagnozowaniem a możliwościami leczenia.

  W jego opinii, czynniki cywilizacyjne, takie jak promieniowanie, mogą powodować deformacje, ale częściej wpływają na rozwój nowotworów.

 - Moją pasję rozbudziła reprodukcja rysunku przedstawiającego włoskich braci syjamskich, którzy żyli w siedemnastym wieku. Jeden z nich był wysoki i postawny, a z boku klatki piersiowej wyrastał jego brat syjamski. Oni wędrowali po całej Europie i zarabiali na życie występując na targowiskach. Dotarli także do Gdańska – wspominał.

*Autorem tego konkretnego obrazu( w formacie miniatury jest Lucas Cranach młodszy (lub jego warsztat). Dzieło powstało około 1553-1555 roku jako część słynnej serii miniatur portretowych rodziny Jagiellonów. Oryginał znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Źródło:
Jedynka . Polskie Radio (podcasty)

środa, 3 czerwca 2026

BRAT OPATA, CZYLI JAK WYGLĄDAĆ JESZCZE BARDZIEJ WKSTRAWAGANCKO?



   Wczoraj poznałam opata Saint-Non – dostojnego duchownego w wielkim koronkowy kołnierzu, który wyglądał jakby chciał jednocześnie odprawiać mszę i grać w teatrze dworskim.

   Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam jego brata – pana de la Breteche.

Portret pana de la Breteche opata Saint Non, 1769
by John Honore Fregonard


    I proszę… talent rodzinny jest ewidentny.

    Fragonard uchwycił go w momencie, w którym pan de la Breteche najwyraźniej powiedział malarzowi:

„Jean-Honoré, maluj mnie tak, żebym wyglądał, jakbym właśnie wrócił z balu maskowego, wygrał pojedynek i umówił się na trzy randki jednocześnie.”

    Czerwone pióra na głowie? 
Są.
Rozchełstany, złocisty strój? 
Jest.
Spojrzenie pełne pewności siebie i lekkiej kpiny z całego świata? 
Też jest.

    Ten pan nie ma żadnych wątpliwości co do swojej wyjątkowości. Wygląda jak ktoś, kto codziennie budzi się z myślą:

„Dzisiaj świat ma szczęście, że ja istnieję.”

    Obaj bracia Saint-Non stworzyli piękny duet:
Jeden w wersji „skromny opat deluxe”


Jean Claude Richard, opat Saint-Non (postać fantazyjna)


   Drugi w wersji 

"światowiec z pióropuszem i lekkim przegięciem”

Razem mogliby otworzyć szkołę aktorską pod hasłem:

Jak wyglądać ważniej niż się jest – kurs zaawansowany”. 

    Coś mi się wydaje, że braciszek opracowuje skrypt dla ewentualnych studentów.

Portret pana de la Breteche opata Saint Non, 1769 by John Honore Fregonard (detal)

    Fragonard musiał się przy tych portretach świetnie bawić. Bo jak tu nie uśmiechnąć się, malując dwóch braci, którzy z takim zaangażowaniem grają swoje role?

   My dzisiaj robimy dokładnie to samo – tylko zamiast piór i koronek mamy idealne filtry, markowe ubrania i starannie dobrane pozy na zdjęciach.

 Saint-Non patrzy na nas z portretów i mruga okiem:

„Kochani, jeśli już macie grać – grajcie z klasą i rozmachem!”


<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

wtorek, 2 czerwca 2026

OPAT W WERSJI DELUXE, CZYLI JAK WYGLĄDAĆ WAŻNIEJ NIŻ SIĘ JEST


Jean Claude Richard, opat Saint-Non (postać fantazyjna)

 
   Patrzę na ten portret i mam ochotę zapytać:
„Proszę pana, czy pan aby na pewno jest opatem, czy tylko bardzo chce nim wyglądać?”

   Jean Claude Richard, opat Saint-Non, spogląda na nas z miną człowieka, który właśnie otrzymał tytuł szlachecki, trzy kochanki i własny pałac – wszystko naraz.

   Ten wielki, biały, koronkowy kołnierz wygląda jak połączenie kołnierza elżbietańskiego z serwetką komunijną. Płaszcz w kolorze morskiej zieleni z pomarańczowymi akcentami krzyczy: „Jestem artystyczną duszą!”. A rękawiczki… no cóż, rękawiczki sugerują, że pan opat raczej nie zamiatał klasztornych korytarzy.

   Całość sprawia wrażenie, jakby ktoś powiedział:
„Masz być duchownym, ale zróbmy z ciebie gwiazdę rocka XVII wieku.”

   Wyobrażam sobie, jak opat Saint-Non wstaje rano, patrzy w lustro i mówi do służącego:
„Dzisiaj czuję się… barokowo. Podaj mi ten zielono-pomarańczowy płaszcz i największy kołnierz, jaki mamy. Muszę wyglądać duchowo, ale z klasą.”

    I wiecie co? 
   Udało mu się.

   Wygląda jak człowiek, który jednocześnie odprawia mszę i flirtuje z muzami.

   To nie jest portret skromnego sługi Bożego.
To jest portret człowieka, który bardzo chciałby, żeby wszyscy myśleli, że jest skromnym sługą Bożym… ale w limitowanej edycji.
  
   Fragonard (lub ktoś z jego otoczenia) uchwycił coś genialnego:
moment, w którym ktoś gra rolę swojego życia – i robi to z pełnym przekonaniem.

A my? 
My tylko patrzymy i uśmiechamy się pod nosem.

Bo każdy z nas czasem zakłada takiwielki koronkowy kołnierz” metaforycznie rzecz ujmując.



<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

poniedziałek, 1 czerwca 2026

JAK ZOSTAĆ BANKRUTEM BEZ WYSIŁKU

 

Wiliam Hogarth - " A Rake`s Progress"


William Hogarth namalował cykl „A Rake's Progress” – czyli „Postępy hulaki” – i ja przy tym obrazie (nr 7) poczułam ogromną ulgę.

Wprawdzie moje nogi przypominały ostatnio dwa dobrze napompowane balony, ale przynajmniej nie siedzę w więzieniu za długi. A mogło być różnie.

Bo spójrzcie na tego biedaka – Toma Rakewella. Siedzi w celi, totalnie oszołomiony, a wokół niego istne cyrkowe przedstawienie:

Na scenie więziennej najbardziej rozczula mnie kobieta stojąca obok bohatera. 
Ona wygląda dokładnie tak, jak wygląda każda osoba, która wcześniej mówiła:

"Nie rób tego."
a potem musi pomagać usuwać skutki.

Czyli krótko mówiąc:
żona.

Mężczyźni mają niezwykły talent do podejmowania decyzji, które później kobiety próbują naprawiać.
Oczywiście nie wszyscy.
Mój mąż na przykład zamiast trwonić majątek kupuje mi buty na opuchnięte stopy.

Ale nawet święta cierpliwość ma swoje granice. Prawa dłoń żony zacisnęła się w pięść i nie wygląda na to, żeby planowała nią głaskać mężusia po głowie.


Jakaś dama właśnie zemdlała na widok rozpustnika. Podejrzewam, że nie z zachwytu. Prawdopodobnie przyszła po alimenty

Alchemik próbuje sprzedać mu sposób na zamianę ołowiu w złoto (bo Tomek najwyraźniej jeszcze nie dość się naciął).

Z lewej strony pojawił się chłopak z kuflem.

Nie wiem, czy przyszedł pocieszać więźnia, czy przypomnieć mu, kto finansował poprzednie spotkania towarzyskie.

A strażnik czeka na kasę.

I wiecie co jest najśmieszniejsze?

Ten facet roztrwonił ogromny majątek, przegrał wszystko w karty, utrzymywał kochanki, kupował luksusy… a niejedna z nas roztrwoniła pieniądze na książki, laptopy, rośliny , kolejny sweter „bo był w promocji”, na groomera dla swojego psa ( zamiast na fryzjera i kosmetyczkę dla siebie)

Różnica jest taka, że on siedzi w Fleet Prison, a my tylko w domu nad nierozpakowanymi paczkami z Allegro i udajemy, że „to inwestycja w rozwój osobisty."
A celą więzienną dla nas jest... saldo na koncie.

Patrzę na Toma Rakewella i dochodzę do wniosku, że życie jednak było dla mnie łaskawe.

Nie siedzę w więzieniu.

Nie mam wierzycieli.

Nikt nie odrzucił mojego rękopisu.

Żona nie grozi mi pięścią.

Co prawda nogi czasami puchną.

Ale od tego mam podnóżek.

Mam też buty kupione przez męża.

I samego męża

A Tom Rakewell miał tylko alchemika.

I chyba właśnie tu popełnił największy błąd

Tak naprawdę ten post nie jest ani o Hogarthcie, ani o Tomie Rakewellu.

To opowieść o tym, że po 55 latach małżeństwa zaczyna się doceniać rzeczy naprawdę cenne.

Na przykład szlachetnego męża.

Zwłaszcza gdy zamiast alchemicznych recept na złoto przynosi żonie buty na opuchnięte stopy.

I z tym trudno polemizować.

Ale jeśli ktoś ma inne doświadczenia — komentarze do dyspozycji


<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj


PRZESADNA MIMIKA TWARZY

Holenderscy portreciści złotego wieku uwielbiali malować przesadną mimikę twarzy Rembrandt i Vermeer sprawili, że twarze stały się żywe i pe...