W ciemnej izbie trzech młodych mężczyzn próbuje stworzyć muzykę. Z różnym skutkiem.
Pierwszy (w czerwonym kaftanie, z szeroko otwartą gębą):
— „Oooo, moja miła, serce meee…!”
Drugi (z nutami w rękach, krzywiąc się):
— Nie „serce meee”, tylko „serce meee-e-e-e”! Na cztery, baranie! Raz-dwa-trzy-cztery… O Boże, znowu fałszujesz!
Pierwszy:
— Jak fałszuję?! Ja tu duszę wkładam! Czujesz to? To jest emocja!
Trzeci (z boku, z miną zmęczonego menedżera):
— Emocja to ja czuję w zębach. Jak tak dalej pójdzie, to mi się szkliwo wykruszy. Może byśmy chociaż jedną zwrotkę zagrali w tym samym tempie?
Pierwszy:
— To nie ja! To on się spieszy! Patrz, jak macha tymi kartkami, jakby go pszczoły goniły!
Drugi:
— Bo ty śpiewasz jak chory wół! „Miiiła” ma być wysoko, a ty schodzisz niżej niż moja babka, jak kaszle!
Trzeci (wzdychając):
— Panowie… my tu niby mamy być muzyką dworską, a brzmi to jak trzy koty w worku, które ktoś kopnął.
Pierwszy (obrażony):
— No to może ty zaśpiewaj, skoro taki mądry!
Trzeci:
— Ja? Ja tu tylko trzymam takt… i modlę się, żeby sąsiedzi nie przyszli z widłami.
W tle słychać ciche westchnienie i dźwięk kolejnego kufla piwa.
<><><><><><><><><><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz