Translate

niedziela, 29 marca 2026

HISTORIA JEDNEJ RZEŻBY I WIELKIEJ UFNOŚCI

 Na tym blogu , oprócz obrazów miejsce ma również rzeźba.

Znalazłam zdjęcie sprzed około 4 lat. 

Na zdjęciu - Chrystus, autorka i Toffi

Chrystus Odnaleziony 

  Mój taras ma swojego milczącego stróża. To monumentalny Chrystus, rzeźba wykonana z pionowych drewnianych bali przez samego prof. Gustawa Zemłę. Ale to nie jest zwykłe dzieło sztuki – to historia o rozpadzie, ocaleniu i wierności, która nie zna granic.

  Figura ta miała pierwotnie czuwać nad snem rodziców naszego wspólnego przyjaciela, profesora historii sztuki sakralnej. Czas i kapryśna aura były jednak bezlitosne. Drewno pękało, bale się rozdzielały, a twarz Chrystusa rozpadła się na kilka części. Gdy profesor zdecydował się na granitowy grobowiec, podarował tę „ruinę” nam, wierząc, że w naszych rękach odzyska duszę.

  Dziś, zakonserwowana materiałami twardymi jak te, które chronią kadłuby statków przed oceanem, rzeźba stoi dumnie na tle brązowego ażuru ściany. Miękkie linie drewna i amarantowe hortensje u stóp figury tworzą obraz spokoju, który wyłonił się z totalnego zniszczenia.

  Na zdjęciu stoję plecami do Chrystusa, wpatrzona przed siebie. Nie muszę na Niego patrzeć, by czuć Jego obecność – tak jak On nie musi mówić, bym wiedziała, że czuwa. Kiedy stoję przed tą rzeźbą , zawsze uderza mnie jej pion – ta dążność ku górze, która porządkuje przestrzeń. Pod Jego stopami płoną amarantowe hortensje – kolor życia, pasji i serca.

  Ale jest w tym kadrze jeszcze jeden świadek. Toffi, mój mały maltańczyk. Ona nie widzi monumentalności rzeźby ani historii jej renowacji. Widzi tylko mnie. Wpatruje się we mnie z taką samą bezgraniczną ufnością, z jaką my wpatrujemy się w Niebo w najtrudniejszych chwilach.

  Ten Chrystus z „odzysku”, poskładany z części, przypomina mi, że nic, co ważne, nie rozpada się na zawsze, jeśli znajdzie się ktoś, kto zechce to odrestaurować. Stoję między  wiernością Boga a puszystą wiernością psa, wdzięczna za każdy centymetr tego tarasowego sacrum.
To tutaj  wielka sztuka spotyka się z merdaniem ogona, a monumentalny spokój z zapachem hortensji.
 
 W tym kadrze zmieściło się wszystko, co kocham: piękno, wiara i ta najprostsza, wierna miłość, która zawsze czeka na spojrzenie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy.

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.

2 komentarze:

  1. Piękna rzeźba, ciekawa historia i bardzo mądre refleksje - zarówno o rozpadzie, który można "odwrócić", jak i o wierności i przywiązaniu małego przyjaciela. Jedno i drugie jest równie istotne w naszym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeźba przed renowacja miala opłakany ( dosłownie - przeze mnie - i w przenośni, stan rozwarstwienia podłużne w każdej części, nawet twarz. Drewno z brakami lakieru, zniszczone. Na szczęście znaliśmy amatora rzeźbiarza, który to artystycznie poskręcał, posklejał i zagruntował lakierem używanym do zabezpieczenia statków. Początkowo rzeźba stała juz po renowacji bez zadaszenia. W poprzednim miejscu zamieszkania na małym tarasie, po przeprowadzce wzięłam rzeźbę do domu, póżniej znów na dużym tarasie , ale tez bez zadaszenia, aż w końcu poza tymi wskazanymi miejscami w poście
      ma skalaną dużą gablotę, która jednocześnie stanowi oddzielne wejście z tarasu do mieszkania. Teraz wita wszystkich Gości. "Gość w dom - Bóg w dom.", Nawet bardziej pasuje teraz 'Bóg w dom - Gość w dom"

      Usuń

MELODIA ZAPOMNIANEGO POKOJU

     Dzisiaj na moim blogu,  wspominam chwile, które jak stare fotografie, wyblakły, ale wciąż budzą ciepło w sercu. Tym razem chcę podzieli...