Na tym blogu , oprócz obrazów miejsce ma również rzeźba.
Znalazłam zdjęcie sprzed około 4 lat.
![]() |
| Na zdjęciu - Chrystus, autorka i Toffi |
Chrystus Odnaleziony
Mój taras ma swojego milczącego stróża. To monumentalny Chrystus, rzeźba wykonana z pionowych drewnianych bali przez samego prof. Gustawa Zemłę. Ale to nie jest zwykłe dzieło sztuki – to historia o rozpadzie, ocaleniu i wierności, która nie zna granic.
Figura ta miała pierwotnie czuwać nad snem rodziców naszego wspólnego przyjaciela, profesora historii sztuki sakralnej. Czas i kapryśna aura były jednak bezlitosne. Drewno pękało, bale się rozdzielały, a twarz Chrystusa rozpadła się na kilka części. Gdy profesor zdecydował się na granitowy grobowiec, podarował tę „ruinę” nam, wierząc, że w naszych rękach odzyska duszę.
Dziś, zakonserwowana materiałami twardymi jak te, które chronią kadłuby statków przed oceanem, rzeźba stoi dumnie na tle brązowego ażuru ściany. Miękkie linie drewna i amarantowe hortensje u stóp figury tworzą obraz spokoju, który wyłonił się z totalnego zniszczenia.
Na zdjęciu stoję plecami do Chrystusa, wpatrzona przed siebie. Nie muszę na Niego patrzeć, by czuć Jego obecność – tak jak On nie musi mówić, bym wiedziała, że czuwa. Kiedy stoję przed tą rzeźbą , zawsze uderza mnie jej pion – ta dążność ku górze, która porządkuje przestrzeń. Pod Jego stopami płoną amarantowe hortensje – kolor życia, pasji i serca.
Ale jest w tym kadrze jeszcze jeden świadek. Toffi, mój mały maltańczyk. Ona nie widzi monumentalności rzeźby ani historii jej renowacji. Widzi tylko mnie. Wpatruje się we mnie z taką samą bezgraniczną ufnością, z jaką my wpatrujemy się w Niebo w najtrudniejszych chwilach.
Ten Chrystus z „odzysku”, poskładany z części, przypomina mi, że nic, co ważne, nie rozpada się na zawsze, jeśli znajdzie się ktoś, kto zechce to odrestaurować. Stoję między wiernością Boga a puszystą wiernością psa, wdzięczna za każdy centymetr tego tarasowego sacrum.
To tutaj wielka sztuka spotyka się z merdaniem ogona, a monumentalny spokój z zapachem hortensji.
W tym kadrze zmieściło się wszystko, co kocham: piękno, wiara i ta najprostsza, wierna miłość, która zawsze czeka na spojrzenie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy.
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.

Piękna rzeźba, ciekawa historia i bardzo mądre refleksje - zarówno o rozpadzie, który można "odwrócić", jak i o wierności i przywiązaniu małego przyjaciela. Jedno i drugie jest równie istotne w naszym życiu.
OdpowiedzUsuńRzeźba przed renowacja miala opłakany ( dosłownie - przeze mnie - i w przenośni, stan rozwarstwienia podłużne w każdej części, nawet twarz. Drewno z brakami lakieru, zniszczone. Na szczęście znaliśmy amatora rzeźbiarza, który to artystycznie poskręcał, posklejał i zagruntował lakierem używanym do zabezpieczenia statków. Początkowo rzeźba stała juz po renowacji bez zadaszenia. W poprzednim miejscu zamieszkania na małym tarasie, po przeprowadzce wzięłam rzeźbę do domu, póżniej znów na dużym tarasie , ale tez bez zadaszenia, aż w końcu poza tymi wskazanymi miejscami w poście
Usuńma skalaną dużą gablotę, która jednocześnie stanowi oddzielne wejście z tarasu do mieszkania. Teraz wita wszystkich Gości. "Gość w dom - Bóg w dom.", Nawet bardziej pasuje teraz 'Bóg w dom - Gość w dom"