![]() |
| Fot. Sabine Weiss |
Czy można zamknąć w jednym kadrze całą prawdę o ludzkiej egzystencji? Szwajcarsko-francuskiej fotografce, Sabine Weiss, ta sztuka udawała się regularnie. Jako jedna z najważniejszych przedstawicielek powojennej fotografii humanistycznej, potrafiła wyłuskać z miejskiego gwaru momenty najbardziej intymne, czyste i bezbronne. Dzisiejsze zdjęcie z mojej domowej galerii jest tego genialnym dowodem.
Gdy po raz pierwszy spojrzałam na tę fotografię, moją uwagę natychmiast przykuły detale, które dorosłemu obserwatorowi mrożą krew w żyłach. Spójrzcie na dłonie tych dzieci. Dziewczynka i chłopiec trzymają ogromną, podłużną tytkę ( tytka, to po poznańsku taka torebka) z grubego, czarnego papieru. Ze środka wystaje długa, nieskazitelnie biała kalia – tradycyjny, powszechnie rozpoznawalny kwiat żałobny. Nie ma wątpliwości: te dzieci zmierzają na uroczystość pogrzebową. Świadczy o tym również ich strój – odświętny, schludny, przygotowany na moment wielkiej powagi.
A jednak, w tym samym czasie, w drugich dłoniach ściskają coś zupełnie innego. Lody w kruchych rożkach.
W jakim momencie dzieci kupiły sobie te lody? Kiedy w ich małych rękach zderzyły się te dwa tak skrajne symbole – chłodna elegancja śmierci i słodka beztroska dzieciństwa?
Najbardziej prawdopodobna, a zarazem psychologicznie przejmująca wydaje się jedna odpowiedź: przyszły za wcześnie. Każdy, kto choć raz organizował pożegnanie bliskiej osoby, wie, jak wygląda ten czas „przed”. Dorośli biegają w nerwach, dopilnowują formalności z księdzem, grabarzem czy mistrzem ceremonii. Przestrzeń wypełnia ciężka, paraliżująca cisza i duszny smutek. Dla małego dziecka to świat niezrozumiały i trudny do zniesienia. Ktoś z dorosłych, chcąc uchronić maluchy przed tą przytłaczającą atmosferą lub po prostu zająć je czymś podczas przeciągającego się czekania, dał im parę groszy i wysłał do pobliskiej budki.
Lody na zdjęciu są świeże, jeszcze mocno zmrożone. Dzieci odeszły od sprzedawcy zaledwie chwilę wcześniej. Zanim wejdą w bramę cmentarza, zanim dorośli odbiorą od nich pogrzebowy bukiet, budują swój własny, mały azyl normalności. Chłopiec z łapczywością, zapominając o całym świecie, podbiera językiem lody
swojej towarzyszce. Ona patrzy na niego z lekkim zdziwieniem, może naganą, ale dystans między nimi znika. W tym ułamku sekundy pogrzeb przestał istnieć. Liczy się tylko słodki smak, który topi się na języku.
swojej towarzyszce. Ona patrzy na niego z lekkim zdziwieniem, może naganą, ale dystans między nimi znika. W tym ułamku sekundy pogrzeb przestał istnieć. Liczy się tylko słodki smak, który topi się na języku.
Sabine Weiss nie ocenia. Pokazuje nam mechanizm obronny ludzkiej psychiki w jego najczystszej postaci. Śmierć jest rzeczą dorosłych – dzieci żyją teraźniejszością. Ta czarno-biała klisza uczy nas, że nawet w obliczu największego mroku, życie uparcie domaga się swoich praw, swoich smaków i swojej porcji radości. Choćby miała ona trwać tylko tyle, ile rozpuszczająca się gałka lodów na rozgrzanej słońcem ulicy.
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz