Czy można namalować ciszę? Kiedy patrzę na to niezwykle zmysłowe, pełne orientalnego blichtru dzieło, które stworzył George Tsui, czuję, jak czas zwalnia.
Ten obraz to absolutny majstersztyk klasycznego romantyzmu. Ale to, co w nim najpiękniejsze, to fakt, że w zależności od naszego nastroju, opowiada nam dwie zupełnie inne historie.
Scenariusz pierwszy: Kojąca harmonia i jedność z naturą.
Spójrzcie na tę kobietę otuloną w misternie zdobione, jedwabne szaty. Opiera głowę na ramieniu z taką lekkością, jakby zatopiła się w głębokiej medytacji lub błogim śnie na jawie. Palcem delikatnie wskazuje motyla na orchidei, a tuż obok niej ląduje egzotyczny ptak. W tej interpretacji to obraz absolutnego spokoju, zen i powrotu do korzeni. To moment, w którym człowiek odrzuca zgiełk świata, by stać się częścią natury. Czyste piękno bez pośpiechu.
Scenariusz drugi: Tęsknota za tym, co nieosiągalne. 🕊️💔
Wystarczy jednak zmienić perspektywę i przenieść wzrok w lewy, górny róg. Widzicie zarys klatki? Wtedy cała scena nabiera zupełnie innego, głębszego sensu. Ta piękna kobieta w luksusowym otoczeniu sama może czuć się jak uwięziony, egzotyczny ptak w złotej klatce. Ptak i motyl, z którymi wchodzi w interakcję, nie są tylko ozdobą – stają się symbolami wolności, której ona tak bardzo pragnie. Jej spojrzenie nie jest już senne, lecz przepełnione cichą melancholią i tęsknotą za światem po drugiej stronie krat.
Jedno płótno, dwie skrajne emocje. Przejmujący smutek uwięzienia czy kojący spokój natury?
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny.tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.tutaj
„Usiądź prosto. Nie ruszaj się. Patrz w tamtą stronę. Trzymaj tę mandarynkę i pod żadnym pozorem jej nie zjadaj!” 🍊
Kiedy myślimy o wielkich dziełach sztuki, często wyobrażamy sobie natchnionego artystę i jego zachwyconą, dumną muzę. Dzisiaj w „Oku na Obraz” zaglądamy za kulisy malarskiej pracowni i... odkrywamy brutalną prawdę o tym, jak wygląda współpraca z najmłodszymi modelami!
Spójrzcie na tę małą dziewczynkę w miętowej sukience. Choć całe otoczenie – od orientalnego parawanu w bambusy, przez rzeźbiony stołek, aż po dywan z dzikiego zwierza – sugeruje dostojny, niemal królewski portret, to wyraz twarzy małej modelki mówi wszystko.
Ona nie jest zachwycona. Ona jest śmiertelnie nudzona, a może nawet trochę obrażona na dorosłego (rodzica? malarza?), który kazał jej zastygnąć w bezruchu, podczas gdy na zewnątrz pewnie świeci słońce i czeka podwórko. Ten wymowny wzrok wbity w ziemię, palec przy ustach i lekko dąsająca się mina to klasyczny, dziecięcy manifest buntu przeciwko „poważnemu światu dorosłych”.
Malarz idealnie uchwycił ten psychologiczny zgrzyt: z jednej strony perfekcyjnie zaaranżowane, estetyczne studio, z drugiej – żywa, autentyczna dziecięca natura, której nie da się ubrać w sztywne ramy. Mandarynka w jej dłoni staje się niemal symbolem zakazanego owocu, którego nie wolno obrać, dopóki artysta nie odłoży pędzla.
Ten klasyczny obraz genialnie ożywia uroczy, dziecięcy foch widoczny w oczach tej małej buntowniczki.
Ile razy my sami w dorosłym życiu musimy „pozować” i robić dobrą minę do złej gry, chociaż w głębi duszy najchętniej rzucilibyśmy wszystko i uciekli się bawić?
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny.tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj
Słyszycie to? Ten rytmiczny stukot obcasów, głośne klaskanie i gardłowy śpiew, który niesie się w gęstym, nocnym powietrzu?
Dziś w „Oku na Obraz” totalna zmiana nastroju. Zrzucamy melancholię i wskakujemy w sam środek hiszpańskiej fiesty za sprawą genialnego płótna, które namalował Francisco Rodriguez Sanchez Clement. Tutaj nie ma miejsca na niezdecydowanie – tu rządzi czysta, nieskrępowana pasja!
Spójrzcie na tę tancerkę flamenco. Jej różowa suknia wiruje w szalonym tańcu, a grube, mięsiste pociągnięcia pędzla sprawiają, że materiał niemal szeleści nam przed oczami. Żółta góra stroju bije blaskiem niczym żywy płomień. Ona nie tylko tańczy – ona zawładnęła całą przestrzenią.
Ale prawdziwy smaczek kryje się w mroku, tuż za nią. Widzicie tych podochoconych panów w tle? Ten rozbawiony tłum, który chłonie każdy jej ruch? Ich twarze są ledwo zarysowane, rozmyte w cieniu, ale ich emocje są aż nadto czytelne. To zachwyt, męska energia, rzucane półgębkiem komplementy i to słynne, hiszpańskie „Olé!” zawieszone w powietrzu. Malarz idealnie uchwycił ten moment, kiedy publiczność staje się jednością z artystą.
Ten obraz dosłownie pulsuje życiem i przypomina, czym jest prawdziwa, południowa ekspresja. Czasem warto po prostu dać się porwać rytmowi i zapomnieć o całym świecie!
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny.tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj
Czy zdarzyło Wam się kiedyś wrócić do tej samej książki po latach i odkryć w niej zupełnie inną historię? Ze sztuką wizualną jest jeszcze piękniej – ten sam obraz potrafi opowiedzieć nam dwie skrajnie różne historie... tego samego dnia. Wszystko zależy od tego, z jakim bagażem emocjonalnym przed nim stajemy.
Patrzę dziś na to niezwykłe, pełne ekspresji dzieło Christine Comyn i moja głowa kłóci się sama ze sobą. Widzę w nim dwie, zupełnie niezwiązane ze sobą opowieści.
Paraliżujące niezdecydowanie.
Kobieta ukrywająca twarz, zastygła w bezruchu, podczas gdy świat wokół niej pędzi w rozmytych pociągnięciach pędzla. To moment, kiedy tak bardzo boimy się wykonać fałszywy krok, że wolimy utknąć w bolesnym zawieszeniu. Nadmiar myśli, który paraliżuje ciało.
Wolność i zrzucanie masek.
Wystarczy jednak, że przeniosę wzrok na ten biały, tiulowy dół i widzę... baletnicę, która właśnie zeszła ze sceny. Zrzuciła sztywny kostium, usiadła boso na podłodze i wreszcie, w zmęczeniu, odnalazła swoją autentyczność. To już nie jest paraliż, to głęboki oddech ulgi po podjęciu decyzji: „koniec z tańcem, jaki mi narzucono”.
Dwa różne światy. Jedna paleta barw. Jedna chwila uchwycona przez artystkę. I to jest w sztuce najpiękniejsze – nie musi być jednoznaczna. Może rezonować z nami na tysiąc sposobów, zmieniając się razem z naszym nastrojem.
Ciekawa jestem, czy patrząc na tę kobietę, bliżej Wam do poczucia zagubienia w decyzyjnym zawieszeniu, czy do ulgi zrzucania starych warstw?
Ale też nie wykluczam, że Wasz umysł podpowiada teraz jeszcze trzecią, zupełnie inną historię.
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny.tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj
Współczesna sztuka potrafi czerpać z klasycznych, gotyckich motywów w sposób, który jednocześnie zachwyca i głęboko niepokoi. Doskonałym tego dowodem jest hipnotyzujący obraz „Isolation” (Izolacja), którego autorem jest amerykański malarz i ilustrator Tristan Elwell. Na tym surrealistycznym płótnie widzimy młodą dziewczynę w ciężkiej, XIX-wiecznej czarnej sukni, która z absolutnym, wręcz nierealnym spokojem siedzi na cienkim przewodzie rozciągniętym wysoko na tle burzowego nieba. W dłoni trzyma otwarty, czarny parasol, jakby próbowała schronić się przed niewidocznym deszczem lub przed całym otaczającym ją światem.
Najbardziej uderzająca w tym obrazie jest niezwykła, pełna napięcia harmonia między dziewczyną a towarzyszącymi jej krukami lub wronami. Cztery ptaki zastygły na tej samej linii telefonicznej, a piąty właśnie nadlatuje z rozpostartymi skrzydłami, jakby przynosił jakąś tajemną wiadomość. W mitologii i kulturze kruki od zawsze były przewodnikami między światami, symbolami mądrości, ale też zwiastunami samotności i melancholii. Tutaj nie atakują bohaterki – wręcz przeciwnie, wydają się jej jedynymi, milczącymi powiernikami. Dzielą z nią tę samą, niebezpieczną przestrzeń, tworząc osobliwą więź opartą na zrozumieniu bez słów.
Kompozycja dzieła Tristana Elwella opiera się na fascynującym paradoksie stabilności i zagrożenia. Cienka linia, na której siedzi kobieta, kojarzy się z liną akrobaty – symbolem kruchości ludzkiego życia i balansowania na granicy wytrzymałości. Mimo to twarz dziewczyny nie zdradza strachu. Jej wzrok, skierowany gdzieś w górę i w dal, wyraża głęboką zadumę, a może tęsknotę za czymś, co znajduje się poza kadrem. Monochromatyczna, przygaszona paleta barw, zdominowana przez czernie, ciemne zielenie i brudne żółcienie nieba, potęguje wrażenie zawieszenia w próżni, poza czasem i przestrzenią.
Tytułowa „Izolacja” zyskuje w tej interpretacji dwoiste znaczenie. Z jednej strony to fizyczne odcięcie się od ziemi, od codziennego zgiełku i bezpiecznego gruntu pod nogami. Z drugiej strony to stan ducha – moment, w którym człowiek dobrowolnie wybiera własny, wewnętrzny świat, nawet jeśli dla innych wydaje się on mroczny i niedostępny. Obraz Elwella przypomina nam, że samotność nie zawsze musi być przekleństwem. Czasem staje się przestrzenią wolności, w której – tak jak ta dziewczyna na drucie – potrafimy odnaleźć własną, wewnętrzną równowagę wbrew wszystkim prawom grawitacji.
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny.tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami.tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia.tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli.tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj
Są takie obrazy, które zamiast opowiadać konkretną historię, uderzają w nas czystym, skondensowanym nastrojem. Doskonałym przykładem tego jest obraz Kemala Kamila Akcy. Na pierwszy rzut oka widzimy młodą, piękną kobietę w olśniewającej, bogato zdobionej białej sukni z satyny i koronek. Mogłoby się wydawać, że to kadr z hucznego balu albo radosnego przyjęcia. Jednak wystarczy jedno spojrzenie na jej pozę, by urok luksusu ustąpił miejsca głębokiej, niemal bolesnej melancholii. Dziewczyna siedzi przy otwartym instrumencie, z głową ciężko opartą na dłoni, z zamkniętymi oczami i twarzą, na której maluje się bezbrzeżne zmęczenie. Czy to ból głowy, nagłe osłabienie, czy może ciężar niewypowiedzianych myśli zmusił ją do przerwania gry?
Kompozycja tego płótna opiera się na genialnym, budującym napięcie kontraście. Z jednej strony mamy chłód i mrok tła oraz ciemne, surowe drewno fortepianu, z drugiej – niemal nierealny, świetlisty blask spływających kaskadami białych i liliowych materiałów. Suknia dziewczyny, choć piękna, w tej konkretnej scenie wydaje się dla niej zbyt ciężka, wręcz przytłaczająca. Staje się pancerzem, który chroni ją przed światem zewnętrznym, ale nie jest w stanie obronić przed wewnętrznym smutkiem lub wycieńczeniem. Delikatne frędzle szala i koronkowe mankiety, które miały zdobić w tańcu, teraz bezwładnie opadają, potęgując wrażenie całkowitej rezygnacji i braku sił.
Najbardziej poruszające w tym obrazie jest jednak to, czego nie widać na pierwszy rzut oka – cisza. Instrument pozostaje otwarty, biało-czarne klawisze czekają na dotyk palców, ale muzyka nagle umilkła w pół taktu. To chwila, w której artysta zawiesił głos, w której człowiek po prostu nie ma już siły udawać przed samym sobą. Może ta młoda kobieta, uwięziona w gorsecie konwenansów i oczekiwań, szukała w muzyce ucieczki, aż w końcu zmęczenie materiału – fizyczne lub psychiczne – wzięło górę? Spływająca na czoło dłoń to uniwersalny gest człowieka, który na moment musi odciąć się od bodźców, by po prostu przetrwać własną, wewnętrzną burzę.
Patrząc na ten obraz dzisiaj, w świecie wiecznego pośpiechu i komputerowych ekranów, możemy odnaleźć w tej dziewczynie cząstkę samych siebie. Czy to oszałamiający mediolański upał, czy ból serca, czy może po prostu zmęczenie po długiej, bezsennej nocy spędzonej na przelewaniu własnych emocji na papier lub płótno? Niezależnie od przyczyny, Mistrz uchwycił tu moment niezwykle intymny i ludzki. Chwilę, w której piękno miesza się ze słabością, a my, zamiast oceniać, chcemy po prostu w ciszy posiedzieć obok tej zmęczonej, białej damy.
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
"Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki "link tutaj
Każdy z nas ma w domu taki ciemny kąt, w którym chowa się przed światem, gdy codzienność staje się zbyt szara lub chłodna. I każdy z nas szuka wtedy tego samego – iskry, która potrafi rozgonić mrok.
Spójrzcie na ten magnetyczny obraz Kemala Kamila. Choć na pierwszy rzut oka płomienie trawiące papier mogą wydawać się dramatyczne, ja widzę w tym kadrze coś zupełnie innego. To najczystsza, niczym nieokiełznana pasja czytania. Kto z nas nie zna tego uczucia, gdy trafia na opowieść tak magnetyczną, tak żywą i pełną zwrotów akcji, że historia dosłownie zaczyna parzyć w dłonie?
Prawdziwa literatura nie pozwala o sobie zapomnieć, nie daje zasnąć do świtu i rozpala nasze emocje do czerwoności. Ogień na tym obrazie nie niszczy – on ogrzewa twarz dziewczyny, rozświetla jej samotność i pokazuje, że kiedy dajemy się porwać filmowej wręcz pasji, bije od nas niezwykły blask.
Może niedługo weźmiecie w dłonie moją powieść, która jest w fazie ostatnich szlifów, ale żeby "parzyła" czytelnika, potrzebuje jeszcze trochę czasu.
Życzę Wam dzisiaj, abyście trafiali w życiu wyłącznie na takie „gorące” lektury i historie, przy których cały zewnętrzny świat po prostu przestaje istnieć, a w Waszych dłoniach płonie czysta czytelnicza miłość.
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
"Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki "link tutaj
Są w sztuce obrazy, które zamiast gładkiego piękna przynoszą nam surową, pachnącą solą i wiatrem prawdę o ludzkim losie.
Spójrzcie na to dzieło Antona Romako – z mroku spienionych, niemal drapieżnych fal wyłania się postać małego dziecka. Jego włosy są potargane przez sztorm, a ciężka od morskiej wilgoci tkanina zdaje się ciążyć na drobnych ramionach. W świecie, który przywykł oglądać ubóstwo i trud ze łzą współczucia w oku, to dziecko robi coś zdumiewającego. Ono nie wyciąga pustej dłoni po jałmużnę. Nie ma w nim pokornej prośby ani lęku przed jutrem. Zamiast tego, z niezwykłym wysiłkiem, unosi przed sobą ciężki kosz pełen błyszczących, świeżo złowionych ryb. Przynosi światu dar, który wyrwało własnymi, drobnymi rękami z otchłani groźnego oceanu. W jego ciemnych, głębokich oczach kryje się dzika, dumna godność istot, które zrozumiały, że największe zwycięstwo nad żywiołem rodzi się wtedy, gdy przestajemy być tylko bezbronnymi biorcami losu.
Najpiękniejszy, najbardziej świetlisty moment w życiu człowieka nadchodzi bowiem w chwili, gdy mimo ran i zmęczenia, decyduje się powstać i ofiarować światu owoc swojej własnej, cichej walki. To nie jest opowieść o przetrwaniu – to manifest wewnętrznej wolności, która rodzi się z dawania.
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
"Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki "link tutaj
Czy to idealna, przesłodzona scenka z dawnych lat?
Pozory mogą mylić!
Dzieło nosi tytuł „Poranki” i wyszło spod pędzla wybitnej amerykańskiej ilustratorki, Jessie Willcox Smith, jako część jej słynnego cyklu „A Mother’s Days” z początku XX wieku.
Choć artystka słynęła z uwieczniania domowego ogniska, daleko jej było do nudnej sztampy. Na pierwszym planie widzimy kobietę – i wbrew pozorom nie jest to pokojówka, lecz matka, ubrana w luźny, poranny szlafrok w pasy. Brak obrączki na jej dłoni nie był błędem – Smith chciała skupić uwagę widza na czymś zupełnie innym: na zmęczeniu i cierpliwości, jakie niesie ze sobą rodzicielstwo.
A mała dziewczynka w fotelu? Jej mina mówi wszystko! Każdy, kto choć raz próbował ubrać rano kilkulatka, doskonale zna to spojrzenie. Dziewczynka nie jest chora – jest po prostu rozkapryszona, zaspana i ostentacyjnie niezadowolona z konieczności włożenia ciemnych bucików, które czekają już na podłodze. Jej bezwładna, buntownicza pozycja w wielkim, kwiecistym fotelu kontrastuje ze skupioną, delikatną sylwetką matki, która z nieskończoną cierpliwością próbuje naciągnąć skarpetkę na małą stópkę.
Jessie Willcox Smith miała niezwykły dar. Potrafiła zamienić zwykły, prozaiczny moment – poranną walkę z dziecięcym fochem – w pełną psychologicznej głębi opowieść o miłości, która nie potrzebuje fanfar, a jedynie... odrobiny wytrwałości.
Ja, jako matka już dwóch dorosłych kobiet, pamiętam jeszcze takie poranne mini dramaty, a teraz to samo widzę w wykonaniu wnuków.
A jak Wam podoba się ten poranny minidramat? Widzicie w nim odbicie własnych poranków?
Moi Drodzy. Dzisiaj poburzy nocnej zasnęłam nad ranem i ... trochę późno się obudziłam,
a tu na jednym blogu "martwo"" - nie ustawiłam prawidłowo daty publikacji , a więc zamiast o godz. 7. będzie 8,08. Ale na tym blogu... o, wciórności.... nawet nie przygotowałam nic nowego . zajęłam się ostatnio powieścią... tak... moją pierwszą w zżyciu i nie nadążam.
Postanowiłam, ze wkleję post sprzed5 lat. nie utworzylam wówczas oddzielnego bloga dla sztuki, wiec dzisiaj znalazl on tutaj miejsce. ;;;
MOJA PRAWA RĘKA
Nie wiem, co ma przedstawiać ta wieloręka o przedziwnych gestach postać młodego człowieka. Oczywiście, puszczając wodze fantazji, rozwiązań tej zagadki mogę znaleźć wiele.
Gdyby to był jeden gest, to najlepiej wyjaśniłaby to Emma Gonikman, autorka "Mudry i gesty leczące. Jak korzystać z mocy samouzdrawiania".
Chińska mądrość, przytoczona w tej książce, głosi:
"Źródło siły znajduje się w stopach, rozwija się ona w nogach, jej centrum jest w krzyżu, a uzewnętrznia się ona w palcach rąk".
A co wiemy na temat ręki dzięki Montaigne?
"Ręką obiecujemy, modlimy się, przewidujemy, grozimy, negujemy odmawiamy, pytamy, zachwycamy się, liczymy, przyznajemy się do winy, boimy się, bronimy, wymierzamy karę, nauczamy, nakazujemy, wzbudzamy zapał, przysięgamy, udowadniamy, oskarżamy, wyrażamy pogardę, spieramy się, pochlebiamy, oklaskujemy, błogosławimy, cieszymy się, smucimy się, rozpaczamy, dziwimy się, i wreszcie... milczymy!"
Kilka wybranych obrazów Denisa Sarazhina mogą zachęcić do obejrzenia jego twórczości prezentowanej przez niego na Facebooku lub w różnych galeriach Google.
A oto dłonie z dzieł Botticielliego :
Nie mogę nie zamieścić pięknego wiersza, jaki napisał Federico Garcia Lorca, z motywem ręki.
Kasyda nieosiągalnej ręki
Ja nic nie pragnę oprócz jednej ręki,
ręki zranionej, jeśli to być może.
Ja nic nie pragnę oprócz jednej ręki,
choćbym przez tysiąc nocy miał czekać bezsenny.
Niechże by była bladą lilią z wapna,
niechby była gołębiem w me serce wczepionym,
niechby strażnikiem była, co w noc mego przejścia
bezlitośnie zabroni mi wstępu na księżyc.
Ja nic nie pragnę prócz tej właśnie ręki,
dla codziennych olejów, dla białego płótna mojej agonii.
Ja nic nie pragnę prócz tej właśnie ręki,
by podtrzymała skrzydła mojej śmierci.
Wszystko inne przemija.
Rumieniec bezimienny już. Blask gwiazdy wiecznej.
Wszystko inne przemija; wszystko to wiatr smutny,
podczas gdy uciekają stada liści zeschłych.
z tomu „Dywan Tamarit”, 1940
tłum. Irena Kuran Bogucka
Mamy przecież i w naszej rodzimej poezji piękny wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego o dłoniach (żródło: https://wiersze.annet.pl)
art by Tomasz Rut 1961
Pieśń o dłoniach
Co jest zwykłe - czym się wtedy staje?
Przemienionym odbiciami ruczajem,
przemienionym obłokami słowem
lub sklepieniem światła różowem,
tak jak dłonie, które w ciebie niosąc
ptaki - będą echem głosu.
O! jak róża rozdmuchana z wolna
rozkwitają. Ileż w nich obrazów,
gdzie na łąkach pełnych srebrnych zwierząt
ciała dwa jak węgiel sen swój żarzą
nasycając się i niosąc w siebie
krwawy obłok płonący na niebie.
Oto one. Pod nimi rozpięte
wszystkie noce i dnie. Jak kościoły
są sklepieniem im. A takie święte
jak milczenie - nadświatem - z aniołem.
I choć są, jak ptaki zdjęte z chmury,
ruchem skrzydeł uniosą góry.
W nich układam się - jak w sercu ziemi,
niedźwiedź burzy na sen wieczny zwija
kłąb brunatny piorunów. Nad niemi
noc jest tylko, co gwiazdami mija.
Dłonie, dłonie różowej muzyki,
wy jak drzewa, Z których srebrnym puchem
ptak czy obłok znów się zrywa - duchem,
z ruchów których las promieni wschodzi.
Dłonie snów i śmierci, i narodzin,
z których biorę to, co nie ma nazwy,
co płynieniem w oczy białej gwiazdy,
co się szumem zamyka nieśmiałym
w muszli - będąc ziemi kształt dojrzały.
Jakoś dziwnie, bezwiednie wyszukałam wiersze melancholijne. A przecież dłonie , czy ręce w ogóle, wyrażają również radość, wręcz są wyobrażeniem przeżywanej ekstazy.
Poniżej przedstawiam film tańca chińskiego, gdzie ważną rolę grają właśnie ręce z przedłużonymi dłońmi ( palcami) Obraz niesamowity, zapraszam:
Akt oskarżenia trafił na biuro Sądu Rejonowego szybciej, niż szwagier zdążył przekartkować swój wysłużony poradnik „Prawo dla opornych”. Nadszedł dzień ostatecznej rozprawy. Sala numer 105 pachniała powagą, starym dębem i urzędowym tuszem.
Na ławie oskarżonych zasiedli oni: Janusz – ostentacyjnie ubrany w swój najlepszy, niedzielny beret z piórkiem, mający w jego mniemaniu dodawać mu powagi – oraz mecenas szwagier, który na tę wyjątkową okazję zarzucił na ramiona czarną, domową pelerynę, uparcie twierdząc, że to oficjalny strój obrońcy z urzędu.
Za sędziowskim stołem, pod dumnie wiszącym godłem z Białym Orłem, zasiadł Wysoki Sąd. Obok, na miejscu oskarżyciela publicznego, z tą samą lodowatą elegancją co w karczmie, siedziała nasza znajoma pani prokurator.
– Otwieram przewód sądowy w sprawie przeciwko obywatelowi Januszowi – ogłosił sędzia, poprawiając łańcuch z orłem. – Głównym dowodem rzeczowym w sprawie jest zabezpieczony na miejscu zdarzenia złoty krążek, mający stanowić korzyść majątkową. Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanego mu czynu?
Janusz aż zarył nosem w ławę oskarżonych, ale mecenas szwagier natychmiast zerwał się z miejsca, machając rękawami swojej peleryny niczym jastrząb skrzydłami:
– Wysoki Sądzie! Ja jako oficjalny reprezentant i świadek obrony zarazem, pragnę wnieść o natychmiastowe umorzenie z powodu braku znamion czynu zabronionego! Ta moneta, o której tu mowa, wcale nie była przeznaczona dla pani prokurator! Mój mocodawca, Janusz, w przypływie patriotyzmu lokalnego, chciał po prostu wspomóc tutejszą kulturę i wrzucić ten złoty krążek do wnętrza lutni, jako dobrowolny datek na rzecz młodych talentów muzycznych! Ja to Wysokiemu Sądowi na palcach wyłożę! – szwagier zaczął nerwowo zaginać kciuk i palec wskazujący.
Sędzia spojrzał na szwagra ponad okularami z tak surowym zdumieniem, że w sali natychmiast zapadła głucha cisza. Nawet pani prokurator musiała zasłonić usta aktami sprawy, by nie wybuchnąć śmiechem na widok tej „lutniowej” linii obrony.
– Panie... mecenasie – odezwał się wolno sędzia. – Zgodnie z art. 229 Kodeksu karnego, próba wręczenia korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną jest przestępstwem niezależnie od tego, czy pieniądze miały wylądować w kieszeni, czy w pudle rezonansowym instrumentu. A za te pana autorskie wyliczanki na palcach, zaraz doliczę panu karę za zakłócanie powagi sądu.
Januszowi ostatecznie opadły piórka z beretu. Zrozumiał, że ze szwagrem u boku ujedzie co najwyżej na kilka lat... i to do celi z widokiem na spacerniak. Spuścił głowę i wykrztusił:
– Wysoki Sądzie... ja żałuję. Chciałem dobrze, a wyszło jak ze szwagrem na weselu. Proszę o łagodny wymiar kary, ja nawet na tej lutni grać nie umiem...
Wysoki Sąd, biorąc pod uwagę dotychczasową niekaralność Janusza i fakt, że cała ta obrona była bardziej komiczna niż szkodliwa, ogłosił wyrok: rok pozbawienia wolności w zawieszeniu, wysoka grzywna na rzecz funduszu pomocy ofiarom przestępstw oraz przepadek złotej monety na rzecz Skarbu Państwa.
Gdy wszyscy opuszczali salę, w ostatnim rzędzie dla publiczności poruszył się nagle znajomy, różowy szaliczek. To Pani Muszyńska, która obserwowała cały proces, mruknęła pod nosem, poprawiając swoją miniaturową torebkę:
– A nie mówiłam? Nie trzeba było z prokuraturą w karczmie biesiadować!
I tak oto sprawiedliwości stało się zadość – przy dźwiękach lutni, sędziowskiego młotka i cichym, góralskim bzyczeniu z tylnych ławek.
Koniec
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
"Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki "link tutaj