Translate

piątek, 8 maja 2026

EKSTREMALNY OPŁATEK


   Właściwie to nie mogłam zdecydować się na tytuł tej interpretacji. Może powinnam zatytułować ten post :

"Jak przetrwać święta, gdy lodówka świeci pustkami (dosłownie)".

  Wigilia na Syberii” – obraz, który jest oficjalnym patronem wszystkich nieudanych spotkań rodzinnych, przy których sałatka jarzynowa smakuje jak egzystencjalny kryzys.

Jacek Malczewski - "Wigilia na Syberii"

   Oto co tam się wyprawia w wersji „bez filtra”:
Najbardziej depresyjna kolacja w historii: 
Zapomnij o 12 potrawach, choince i wesołych kolędach. Tutaj menu to głównie „nadzieja polana sosem z rozpaczy”. 
Panowie siedzą przy stole tak, jakby właśnie dowiedzieli się, że w tym roku święty Mikołaj nie dość, że nie przyjdzie, to jeszcze zabrał im paszporty.

   Gdzie jest jedzenie?: 
Na stole leży biały obrus (punkt za elegancję!), ale jedzenia tam tyle, co w lodówce studenta przed wypłatą. Jeden pan patrzy w pusty talerz z taką intensywnością, jakby próbował siłą woli wyczarować tam chociaż jednego pieroga. 
( Nie udaje mu się).

  Stylizacja „Zesłanie Chic”: 
Jeśli myślałeś, że Twoje bose stopy u Prządki były dziwne, to spójrz na tych dżentelmenów. Kożuchy, wielkie buty (w końcu ktoś ma buty!), zmierzwione brody i miny typu „Czy to już czas na deser, czy to tylko kolejne dziesięć lat wyroku?”. To taki wczesny styl drwala, ale bez kawy z latte art i rzemieślniczego piwa.

   Samotność w tłumie: 
Choć siedzą razem, każdy z nich jest w innym wymiarze smutku. Jeden patrzy w okno, drugi w stół, trzeci w nicość. To idealna metafora wigilii u cioci, kiedy wszyscy siedzą przy jednym stole, ale każdy w duchu zastanawia się, czy serial na Netfliksie już się załadował.

   Brak karpia, dużo symboliki: 
Malczewski zamiast ryby w galarecie zaserwował nam czystą narodową traumę. Nawet światło na tym obrazie jest takie, jakby żarówka miała zaraz zgasnąć, bo nikt nie opłacił rachunku za prąd w guberni tobolskiej.

   Podsumowując: 
„Wigilia na Syberii” to obraz, który przypomina nam, że nawet jeśli przypalisz barszcz i zapomnisz kupić prezentu dla teściowej, to i tak Twoja Wigilia jest bardziej luksusowa niż ta u chłopaków Jacka.

czwartek, 7 maja 2026

GDY ŻYCIE RZUCA CI KŁODY POD NOGI, A TY MASZ NA SOBIE 5 METRÓW JEDWABIU - LEKCJA WALENCKICH KWIACIAREK

   Mój Drogi Gościu, jeśli jesteś pierwszy raz na tym blogu , proszę, zapoznaj się z moją instrukcją


🛠️ Instrukcja obsługi „Oka na obraz”

Zdejmij krawat i powagę – tutaj arcydzieła nie gryzą, one puszczają oko. 😉
Zapomnij o datach – nieważne, kiedy malarz żył, ważne, czy jego model ma dziś minę jak Ty przed poranną kawą. ☕
Eklerki mile widziane – okruchy na klawiaturze to jedyne dopuszczalne ślady zwiedzania. 🍰
Patrz sercem, nie podręcznikiem – jeśli w wielkiej sztuce widzisz instrukcję profesjonalnego lenistwa... to znaczy, że czytasz idealnie! ✨~

~~~~~~~~~~

   Patrząc na dzieło José Mongrella, łatwo dać się nabrać na to piękne słońce. Ale umówmy się – to nie jest statyczny portret. To kadr z filmu akcji, w którym głównym antagonistą jest grawitacja i nadmiar materiału.

by Jose Mongrella
- Kwiaciarki z Walencjii

   Akt I: Wielki finał (dosłownie)
Na pierwszym planie mamy sytuację kryzysową. Jedna z kwiaciarek najwyraźniej zaliczyła bliskie spotkanie z walenckim brukiem. Czy to przez te białe buciki? Czy może potknęła się o własną ambicję (i metry jedwabiu)? Nieważne. Ważne, że siedzi na ziemi w pozie „tak miało być, właśnie sprawdzam jakość podłoża”.

   Akt II: Ratownik w chustce
Nad poszkodowaną pochyla się postać (wygląda na mężczyznę w tradycyjnej chustce, być może pomocnika lub znajomego handlarza). Jego mina mówi wszystko: „Mówiłem, żebyś nie biegła z tymi kwiatami!”. To klasyczny moment, w którym jedna osoba próbuje pomóc, a druga prawdopodobnie syczy przez zęby: „Zostaw mnie, udaję, że szukam zgubionego kolczyka!”.

    Akt III: Królowa Dramatu i Spokojny Widz
W samym centrum stoi kwiaciarka, która jako jedyna trzyma pion (i fason). Zgrabnie niesie naręcze kwiatów w podwiniętej spódnicy, uśmiechając się do widza, jakby chciała powiedzieć: „Ja tu jestem tą profesjonalistką. Koleżanka na ziemi? Jaka koleżanka?”.

  Z tyłu natomiast przygląda się wszystkiemu trzecia kobieta. Jej spojrzenie to czysta esencja „sąsiedzkiego monitoringu”. Nie pomoże, ale na pewno dokładnie zapamięta, jak spektakularny był to upadek, żeby wieczorem opowiedzieć o tym przy kolacji.

A czy nie jesteś ciekawa, co z tymi kwiatami się dzieje, bo ja wiem... 
Byłam w Walencji w 1981 r. Widziałam takie stragany niedaleko katedry. Tymi kwiatami jest ustrojona figura Matki Bożej na procesję, Ale też cała Walencja tonie wówczas w kwiatach. Szczególnie w goździkach.

Poniżej link oraz film z podobnej procesji Ofiarowania kwiatów Maryi  z okazji festiwalu Las Fallas w  W Walencji w roku 2012. Ja swojego filmu z maja 1981 roku nie mam, ponieważ przepisy stanu powojennego nie pozwalały na przewożenie przez granice aparatów fotograficznych ani kamer.
Jeśli chcesz wiedzieć więcej o moich przeżyciach z maja 1981 przejdż na mój inny blog. 
..............
 Czego uczy nas  obraz , ktory w tym poście na swoj sposób interpretowałam?
Życie to nie tylko pozowanie w pełnym słońcu. To przede wszystkim umiejętność zachowania godności, gdy Twoja spódnica waży 5 kilo, a Ty właśnie badasz twardość ziemi na oczach całego targu.




~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 
Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.


środa, 6 maja 2026

MELODIA ZAPOMNIANEGO POKOJU

 

   Dzisiaj na moim blogu,  wspominam chwile, które jak stare fotografie, wyblakły, ale wciąż budzą ciepło w sercu. Tym razem chcę podzielić się z Wami wymyśloną przeze mnie nostalgiczną historyjką - opowieścią - inspirowaną obrazem Sergio Cerchiego zatytułowanym "Dziewczyna z fletem". 



    Pozwólcie, że opowiem Wam tę opowieść, w której bohaterem , narratorem zrobię ... młodego  Włocha imieniem  - Pierro.
Wyobrażcie sobie do tego, że tę opowieść opowiada on przy kominku w jesienny wieczór. 

   "Były to lata 80., gdy jako mały chłopiec spędzałem wakacje u babci Eleny. Jej dom był jak z bajki – pełen antyków, zakurzonych luster i sekretnych zakamarków. W salonie stał stary, niebieski fotel z rzeźbionymi podłokietnikami, a obok niego klatka dla ptaków, choć od lat pusta. Babcia opowiadała, że kiedyś mieszkała w niej papuga o imieniu Lorenzo, którą przywiózł dziadek z dalekiej podróży po Ameryce Południowej. Lorenzo umiał naśladować melodie, które babcia grała na flecie – instrumencie, który odziedziczyła po swojej matce, słynnej w okolicy muzyczce. 

   Pamiętam ten dzień, gdy znalazłem babcię siedzącą w tym fotelu. Miała na sobie lekką, szarą sukienkę, a na ramionach złocisty szal, który mienił się w promieniach popołudniowego słońca wpadającego przez okno. Obok stał manekin krawiecki, na którym wisiała niedokończona sukienka – babcia była utalentowaną krawcową, szyjącą stroje dla całej rodziny. A na szczycie manekina, jak strażnik wspomnień, siedział... no cóż, nie Lorenzo, bo ptak dawno odleciał do ptasiego nieba, ale jego wypchana podobizna, którą babcia zachowała na pamiątkę. Kolorowe pióra wciąż lśniły, jakby czas się zatrzymał. 

   Babcia grała na flecie delikatną melodię – coś z Vivaldiego, co zawsze kojarzyło mi się z wiosennym wiatrem. Jej oczy były zamknięte, a twarz pełna spokoju, jakby przeniosła się do młodości, do czasów, gdy z dziadkiem tańczyli przy dźwiękach muzyki w ogrodzie. Ja siedziałem cicho na podłodze, wsłuchując się w te nuty, które mieszały się z tykaniem starego zegara. To był moment czystej magii – świat poza pokojem nie istniał. Papuga Lorenzo, choć nieruchoma, zdawała się kiwać głową w rytm, a manekin czekał, by ożyć w nowej sukience.  

   Lata minęły, babcia odeszła, a dom sprzedano. Ale ilekroć patrzę na obraz Cerchiego, wracam do tamtego pokoju. Ta dziewczyna z fletem to dla mnie babcia Elena – symbol utraconej elegancji, muzyki, która leczy duszę, i wspomnień, które jak papuga, naśladują echo przeszłości. "

Może i Wy macie takie obrazy w pamięci? Podzielcie się w komentarzach! Jeśli obraz Was zainspirował, polecam zajrzeć do prac Sergio Cerchiego – florenckiego artysty, którego obrazy pełne są ciepła i tajemniczości. 

wtorek, 5 maja 2026

JAK ZWRÓCIĆ NA SIEBIE UWAGĘ MĘŻA

 

"Zakochana kobieta" by Jan Steen, ok.1600

   Młody dziennikarz był tak zafascynowany newsami obyczajowymi, że całymi dniami przesiadywał przy biurku, tworząc kolejne sensacyjne artykuły do prasy brukowej. Jego młoda, urodziwa małżonka powoli stawała się dla niego tylko tłem – jak stara tapeta w salonie.

   Pewnego dnia postanowiła to zmienić. Wpadła w „udawaną gorączkę i ogromną niemoc fizyczną oraz intelektualną”. Efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Mąż wpadł w prawdziwy popłoch. Natychmiast zwołał medyka. Ten, stary wyga, który niejedno w życiu widział, po krótkim zbadaniu pulsu i temperatury od razu zorientował się, o co chodzi. Zwłaszcza że pies leżący u stóp „chorej” spokojnie chrapał, jakby nic się nie działo. 

Doktor chrząknął z powagą i oznajmił:
  „Stan jest rzeczywiście nadzwyczaj niepokojący. Pacjentka wymaga całodobowej, troskliwej opieki. Skoro nie macie służącej… pozostaje Panu, szanowny mężu, osobiście pełnić tę powinność aż do całkowitego wyzdrowienia.”
Po czym puścił dyskretne oczko w stronę „chorej”, które szczęśliwie umknęło uwadze zaaferowanego męża.

  A pies? 


   Pies nadal spokojnie spał. Bo on jeden wiedział, że jego pani czuje się… wyśmienicie.

<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.

  WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i POSZUKUJĘ -  blog  zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki
link tutaj

poniedziałek, 4 maja 2026

CZERWONY SZAL I WIELKA DECYZJA

 

Jewgenij Monachow

    Znalazłam ten obraz Jewgenija Monachova i nie mogłam obok niego przejść obojętnie.

     Młoda dziewczyna z rudymi włosami, w wielkim czerwonym szalu, siedzi z założonymi rękami i patrzy gdzieś w dal. W jej postawie jest siła, ale i ogromna bezradność. Jakby dźwigała coś znacznie cięższego niż ten szal.

      Przypomniała mi się historia, która właśnie teraz rozgrywa się w tysiącach polskich domów.

  Jest sobie maturzystka. Bardzo uzdolniona plastycznie. Od lat marzy o Akademii Sztuk Pięknych. Maluje, rysuje, czuje to całym sobą. Wie, że to jest jej droga.

   Tylko że… mieszka daleko od dużych miast. Rodzina nie jest zamożna. W domu jest brat z rzadką chorobą, której leczenie pochłania coraz więcej środków. Dziewczyna wie, że studia artystyczne oznaczają kilka lat bycia dodatkowym ciężarem dla rodziców – koszty życia, dojazd, brak pewności akademika i niepewna przyszłość finansowa artysty.

    I zaczyna się wielka wewnętrzna walka:

     "Czy mam prawo realizować swoje marzenie, skoro rodzina potrzebuje pomocy?”
   „Czy powinnam wybrać bardziej praktyczny kierunek, żeby jak najszybciej zacząć zarabiać?”
        „Czy zdradzę samą siebie, jeśli odpuszczę?”

    Siedzi tak jak ta dziewczyna na obrazie, przebrana juz z oficjalnego biało czarnego stroju – z założonymi rękami, w wielkim czerwonym szalu – i myśli. Trwa matura, a ona powinna mieć spokojną głowę.

    Czasem życie zadaje pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
  Czasem marzenie i odpowiedzialność stoją naprzeciwko siebie i żadne nie chce ustąpić.

     Nie wiem, jaką decyzję podejmie ta dziewczyna z obrazu.

     Nie wiem też, co wybiorą tysiące maturzystów w najbliższych tygodniach.

    Wiem tylko, że niezależnie od wyboru – będzie bolało. Bo prawdziwe wybory zawsze bolą.

      A Wy?
Jak radziliście sobie w momentach wielkich życiowych rozterek?
  Czy kiedykolwiek musieliście wybierać między własnym marzeniem a dobrem rodziny?
Chętnie przeczytam Wasze historie.


<>><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

niedziela, 3 maja 2026

3 MAJA - SZKIELET W MUNDURZE I MY

 

Andrew Wyeth „Dr. Syn”


   Dziś jest 3 Maja.

   W tym jednym dniu zawsze czuję w piersi coś szczególnego – mieszankę dumy, wzruszenia i cichego smutku. Bo wiem, jak wiele ta data kosztowała pokolenia przede mną.

   Patrzę na obraz Andrew Wyetha „Dr. Syn” i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że malarz uchwycił coś bardzo polskiego – choć mundur na szkielecie nie jest polski.

  Szkielet stoi wyprostowany, dostojny, oparty o krzesło. Już dawno nie ma w nim życia, a jednak wciąż jest. Wciąż ma postawę. Wciąż patrzy w okno – jakby czekał.

  I myślę sobie: to my.To Polska.To wszystkie nasze zrywy, konstytucje, powstania, nadzieje i wielkie idee, które tyle razy kończyły się… pustym mundurem.

   Konstytucja 3 Maja była prawdziwym cudem. Najpiękniejszą próbą uratowania Rzeczypospolitej. Pierwszą w Europie nowoczesną konstytucją. Aktem ogromnej odwagi i rozumu.

   A potem przyszło to, co przyszło.

   I przez ponad sto lat musieliśmy nosić ten mundur na szkielecie – w sercach, w pieśniach, w tajnych kompletach, w modlitwie i w uporze kolejnych pokoleń.

    Nieistotne, że mundur na obrazie nie jest polski.
Wolność nigdy nie była tylko sprawą jednego narodu. Jest uniwersalną tęsknotą człowieka. Każdy naród, który kiedykolwiek walczył o swoją godność, może zobaczyć w tym obrazie cząstkę siebie.

   Dlatego dziś nie chcę tylko „świętować”. Chcę pamiętać.

   Pamiętać, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Że wielkość narodu nie mierzy się tylko tym, co udało się osiągnąć, ale też tym, ile razy potrafił wstać po upadku.

    Ten szkielet w mundurze nie jest symbolem klęski.
Jest symbolem tego, że nawet gdy ciało umiera, idea może trwać. I że kiedyś ktoś przyjdzie i znowu włoży w nią życie.

    Dzisiaj patrzę na ten obraz i cicho mówię:

   Dziękuję Wam.
Za tamto 3 Maja.
Za wszystkie kolejne 3 Maja, które przeżywaliśmy w niewoli.
Za to, że nie daliście zgasnąć światłu.

   A my… starajmy się być godni tego munduru.


<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.

 A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję
link tutaj

DWIE TWARZE JEDNEJ DUSZY. BOGDAN PRYSTOM

 


  Stoję przed obrazem Bogdana Prystroma i czuję, jak coś we mnie cicho westchnęło.

  Dwie kobiety. Jedna dusza.

  Z przodu – ta, którą pokazujemy światu.
Porcelanowa twarz, spokojne oczy, czerwone usta gotowe do uśmiechu. Ułożona, elegancka, opanowana. Maskę dopracowaną do perfekcji.

  A tuż za nią – jej cień, jej korzenie, jej burza.
Włosy jak splątane gałęzie drzewa, jak dzikie korzenie szukające ziemi, jak myśli, których nie da się już uczesać. Ta druga jest bledsza, bardziej ulotna, jakby dopiero się rodziła albo właśnie budziła ze snu.

  Nie walczą ze sobą.
  Nie odwracają się plecami.

Jedna delikatnie dotyka ramienia drugiej.
Jakby mówiła: „Jestem tu. Zawsze byłam. Nie bój się mnie.”

To my.
Wszyscy.

Ta gładka twarz, którą nosimy na co dzień – do pracy, do ludzi, do zdjęć.
I ta druga – dzika, nieokiełznana, pełna wspomnień, tęsknot, gniewu, marzeń i tego wszystkiego, co nie mieści się w żadnej formie.

   Czasem wstydzimy się tej drugiej.
Czasem próbujemy ją schować głębiej.
A ona i tak stoi za nami – cicha, uparta, wierna. Trzyma dłoń na naszym ramieniu i przypomina:

  „Nie zapominaj o mnie.
Bo bez niej nie jesteś cała.”

  Prystrom uchwycił moment, w którym obie części przestają się bać siebie nawzajem.
W którym zaczynają iść razem – gładka twarz i burza na głowie, elegancja i dzikość, światło i cień.

  I może właśnie w tym tkwi największa mądrość:
nie w tym, by w końcu stać się jedną, idealną wersją siebie,
lecz w tym, by nauczyć się kroczyć przez życie w pełnym, niepokojącym, pięknym komplecie.

  Z maską i z burzą.
Z przodu i z tyłu.
W końcu – w zgodzie.


<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.

 A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję
link tutaj

EKSTREMALNY OPŁATEK

   Właściwie to nie mogłam zdecydować się na tytuł tej interpretacji. Może powinnam zatytułować ten post : " Jak przetrwać święta, gdy ...