Translate

poniedziałek, 22 czerwca 2026

RENESANSOWY SZKIELET VS. PONIEDZIAŁKOWY PORANEK: KTO WYGRAŁ TO STARCIE?



Witaj na blogu, drogi Czytelniku! 

Skoro tu jesteś, to znaczy, że albo szukasz głębokiej życiowej mądrości, albo – tak jak ja – próbujesz uciec od zmywania naczyń.

Dzisiaj porozmawiamy o sztuce dawnej. 
Znalazłam ostatnio renesansowy obraz (zerknij wyżej), który miał być głębokim, filozoficznym przypomnieniem o przemijaniu (memento mori, te sprawy). Tymczasem, im dłużej na niego patrzę, tym bardziej widzę w nim... idealną metaforę współczesnego życia.

Oto krótki przewodnik po tym, co TEN konkretny szkielet mówi o naszym poniedziałkowym poranku:

1. „Dramatyczna poza” (wersja renesansowa)

   Szkielet na obrazie stoi z rozpostartymi ramionami, w jednej ręce trzyma strzałę, w drugiej cudzą czaszkę, a wokół niego powiewa białe prześcieradło. Wygląda jak gwiazda rocka w trakcie solówki.

Co myślał artysta: 
    „Oto majestat i nieuchronność losu!”

Co widzę ja: 
   Ja, wchodząca do kuchni o 7:00 rano, zawinięta w kołdrę, trzymająca w jednej ręce kubek kawy, a w drugiej telefon z trzema budzikami, pytająca domowników: „Kto znowu zostawił pusty karton po mleku w lodówce?!”

2. Wielkie pytanie o sprawiedliwość

  Napisy na obrazie głoszą dumnie, że śmierć zrównuje wszystkich i nie da się odróżnić pana od sługi. Bardzo głębokie.

Współczesny odpowiednik: 

   Nic tak nie zrównuje ludzi i nie odbiera im godności jak... awaria domowego Wi-Fi. W obliczu braku internetu prezes korporacji, student i ja, Teresa, wyglądamy dokładnie tak samo: krążymy po mieszkaniu z błagalnym wzrokiem, resetując router i licząc na cud. Wtedy naprawdę nie ma „pana ani sługi” – wszyscy jesteśmy zakładnikami technologii.

3. Stanie na desce nad trumną

   Nasza koścista postać balansuje na drewnianej desce ułożonej na otwartej trumnie. Wygląda to na ekstremalnie niebezpieczne.

Jakbym to zastosowała praktycznie.....

   To idealna wizualizacja mojej diety. Ta deska to poniedziałek, a trumna poniżej to „wielkie i ostateczne załamanie postanowień noworocznych”, które następuje w piątek wieczorem, gdy wjeżdża pizza. Balansuję na tej desce z całych sił, ale wszyscy wiemy, jak to się skończy.

   Dawni mistrzowie chcieli nas nastraszyć, ale umówmy się – dzisiejsze rachunki za prąd robią to znacznie lepiej. Dlatego zamiast popadać w melancholię, spójrzmy na tego radosnego szkieletora z dystansem. On przynajmniej nie musi martwić się podatkami ani tym, co ugotować na obiad!

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

niedziela, 21 czerwca 2026

PROTOKÓŁ Z KONTROLI PIEKIELNEJ

 

Hieronymus Bosch - 
"Ogród Ziemskich Rozkoszy" (detal)


   Piekło, Wydział Administracyjno-Księgowy, pokój 666.
Pan Stanisław siedział na podłodze od trzech godzin.

-  Następny! -  zawołał urzędnik z dziobem.

Stanisław rozejrzał się niepewnie.

- Ja?
-  Nie. Ten za panem.
-  Ale za mną nikogo nie ma. 
-  Właśnie dlatego pan.

Stanisław podpełzł do biurka.

Za biurkiem siedziała postać w błękitnym kapturze i wertowała księgę grubą jak budżet państwa.

-  Nazwisko?
-  Kowalski.
-  Który?
-  Stanisław.
-  Który Stanisław Kowalski? 
- Jedyny.

Urzędnik spojrzał na niego ze współczuciem.

-  W naszej bazie jest czterdzieści siedem tysięcy jedynych Stanisławów Kowalskich.

Z kąta wychylił się drugi urzędnik, ten z długim dziobem.

-  Sprawdź pod literą „K”.
-  Nie ma.
-  To pod „S”.
-  Też nie ma.
-  A pod „Jedyny”?
-  O, jest.

Przewrócili kilka stron.

-  Dobrze. Powód przybycia?
-  Umarłem.
-  Ma pan dokument potwierdzający?
-  Jak mam mieć?
-  Bez dokumentu nie możemy uznać zgonu.
-  Ale przecież jestem w piekle!
-  To nie jest dowód administracyjny.

Stanisław westchnął.

-  Co mam zrobić?
-  Wypełnić formularz P-13.
-  Gdzie go dostanę?
-  W okienku numer siedem.
-  A gdzie jest okienko numer siedem?
-  W niebie.

Zapadła cisza.
Nawet pająk przestał tkać sieć.

-  Czy pan sobie żartuje?
-  Proszę pana -  odparł urzędnik z godnością -  my jesteśmy instytucją publiczną.

Po godzinie Stanisław wrócił z formularzem.

-  Wypełnione.
-  Niestety niebieskim atramentem.
-  A powinienem?
-  Czarnym.
-  To dlaczego nikt mi nie powiedział?
-  Jest napisane.
-  Gdzie?

Urzędnik wskazał przypis na stronie trzysta osiemdziesiątej czwartej regulaminu.
Człowiek spojrzał na niego z rozpaczą.

-  Czy to właśnie jest piekło?

Urzędnicy spojrzeli po sobie.

-  Nie.
-  Nie?

Piekło zaczyna się dopiero po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku.

I wtedy Stanisław zrozumiał straszną prawdę.

Ogień, smoła i diabły były tylko legendą.

Prawdziwe piekło składało się z formularzy, pieczątek i urzędników z ptasimi dziobami, którzy zawsze wiedzieli, którego dokumentu akurat nie posiada.

A Bosch, jak się okazało, wszystko przewidział. Nawet numer pokoju.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj



sobota, 20 czerwca 2026

SACRUM UKRYTE W KOSZULI. JAK BAROK UCZY NAS EMPATII



Kiedy myślimy o chrześcijańskim miłosierdziu w sztuce baroku, przed oczami stają nam często monumentalne, dynamiczne sceny pełne aniołów, tłumów i dramatycznych gestów. Tymczasem flamandzki mistrz Michiel Sweerts na swoim płótnie z około 1661 roku robi coś zupełnie przeciwnego. Zamyka jeden z najważniejszych uczynków miłosierdzia w niezwykle intymnym, wręcz introwertycznym kadrze. 

Przed nami staje dwóch młodych mężczyzn, a całe napięcie tej sceny rozgrywa się w ciszy – w ich spojrzeniach i dłoniach.

Blask aksamitu i lęk przed zależnością
Po prawej stronie widzimy zamożnego, dostatnio ubranego młodzieńca. Ma na sobie kosztowny, lśniący, karminowy kaftan i luksusową czapę z grubego futra. To człowiek, który nie zaznał w życiu chłodu ani głodu. Zwróćcie uwagę na jego twarz: jest gładka, wręcz dziecięca, a malujący się na niej wyraz to nie duma, lecz głębokie, melancholijne zamyślenie. Chłopak bez słowa podaje białą płócienną koszulę.

Po lewej stronie stoi jego rówieśnik – całkowicie nagi, bezbronny, zmarznięty. Jego dłonie są złożone jak do modlitwy, a ciało delikatnie się cofa.

Sweerts sprowadza temat do napiętej konfrontacji między dwoma osobami – jedną w wystawnym stroju, a drugą nagą, pozornie nieufną wobec ofiarowanych jej szat.

Miłosierdzie to nie tylko dawanie

W tym obrazie najpiękniejsza, a zarazem najbardziej poruszająca jest psychologiczna prawda o pomaganiu. Sweerts nie portretuje tu taniego patosu. Spójrzcie na oczy ubogiego człowieka. W jego wzroku nie ma prostej radości ani wdzięczności. Jest tam niepewność, może odrobina wstydu, a nawet lęku przed upokorzeniem, które tak często towarzyszy przyjmowaniu jałmużny. 

Bogaty młodzieniec nie patrzy na niego z góry. Jego wzrok ucieka gdzieś w bok, jakby celowo unikał triumfalnego spojrzenia w oczy obdarowywanego, by nie potęgować jego zawstydzenia. To miłosierdzie pełne taktu i głębokiego szacunku dla ludzkiej godności.

Sacrum ukryte w codzienności
Michiel Sweerts namalował ten obraz w Amsterdamie, będąc w okresie głębokiej osobistej ascezy, regularnych postów i religijnego zaangażowania (niedługo później dołączył nawet do misji chrześcijańskiej w Persji). Ta osobista duchowość bije z każdego centymetra płótna. 

Biała koszula, trzymana przez obu mężczyzn, staje się w tej kompozycji swoistym pomostem. Łączy dwa skrajnie różne światy – świat dostatku i świat całkowitego braku. Artysta przypomina nam, że prawdziwe sacrum i spotkanie z Bogiem nie dokonuje się w chmurach, ale właśnie w tym jednym, ziemskim geście: gdy człowiek pochyla się nad drugim człowiekiem, dzieląc się tym, co ma najcenniejsze. Nie tylko ubraniem, ale przede wszystkim – empatią.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj

piątek, 19 czerwca 2026

NA POZÓR: WITALNOŚĆ, HUMOR I PEWNOŚĆ SIEBIE MALARZA



  To autoportret Antonia Manciniego (1852–1930), jednego z najwybitniejszych i najbardziej niekonwencjonalnych włoskich malarzy przełomu XIX i XX wieku. Mancini słynął ze śmiałych pociągnięć pędzla, olśniewającego użycia kolorów i głęboko ekspresyjnych przedstawień zarówno zwykłych ludzi, jak i samego siebie.

   Autoportrety Manciniego słyną z energicznych, wręcz brawurowych pociągnięć pędzla. W tym przypadku farba nakładana jest grubo i energicznie, nadając portretowi impastową fakturę, która sprawia, że ​​twarz i ubranie wibrują życiem. Jego technika antycypuje modernistyczne eksperymenty z fakturą i abstrakcją.

  Uśmiechnięta, wąsata twarz emanuje witalnością, humorem i pewnością siebie. W przeciwieństwie do wielu autoportretów skłaniających się ku introspekcji, ten emanuje ekstrawertycznym urokiem. Mancini często portretował siebie w żartobliwy lub dramatyczny sposób, podkreślając swoją teatralną osobowość.

    Ciemne tło obrazu uwydatnia rozświetloną twarz i kolorowe, niemal chaotyczne szaty. Czerwień, złoto i ziemiste tony wzmacniają poczucie ciepła i bogactwa.

   Podczas gdy uśmiech sugeruje radość, szorstkie, niemal fragmentaryczne pociągnięcia pędzla również wprowadzają napięcie, sugerując zmagania, z jakimi Mancini zmagał się przez całe życie, w tym ubóstwo i problemy ze zdrowiem psychicznym.

   Antonio Mancini był częścią włoskiego ruchu weryzmu, koncentrując się na realizmie, ale z ekspresyjną intensywnością. Spędził większość swojej kariery między Neapolem, Rzymem i Paryżem, ostatecznie zdobywając uznanie w Anglii, gdzie jego prace podziwiali kolekcjonerzy i artyści, tacy jak John Singer Sargent.

   Ten autoportret to nie tylko wizerunek twarzy artysty, ale także performans tożsamości: mieszanka brawury, teatralności i surowej, malarskiej energii.


<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj

czwartek, 18 czerwca 2026

PLENEROWA PEWNOŚĆ SIEBIE KRØYERA



  Peder Severin Krøyer (1851–1909) stoi przed nami twarzą w twarz pod letnim kapeluszem, binokle błyszczą, morze i niebo stopione w jeden błękit Skagen. Horyzont to zaledwie pas; prawdziwym tematem jest jasna, wyrazista skóra, broda i len.

     Farba kładziona jest szybko i grubo – maślane pociągnięcia na fularze, szorstkie muśnięcia na wąsach i bokobrodach, pojedyncza ciepła nuta przy uchu na tle chłodnego pola. Pociągnięcia pędzla przypominają słońce: rozproszone, lśniące, natychmiastowe.

   To manifest plenerowej pewności siebie. Krótki kadr zamienia wybrzeże w lustro, zalewając twarz od dołu i nadając rysom karykaturalny charakter, nie tracąc przy tym podobieństwa – wyrazistości zrodzonej z blasku.
Poczucie własnej wartości wzrasta wraz z opanowaniem technik malarskich. Eksperymentowanie i poszukiwanie własnego języka wizualnego daje odporność na krytykę.

  Dedykacja i data umieszczają obraz w kręgu przyjaciół i malarzy Skagen. Jednak ton jest prywatny: pracowite oko mierzy blask, który umożliwił jego sztukę.

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj

środa, 17 czerwca 2026

DOKTORZE, SŁABO MI! CZYLI BAROKOWA SZTUKA UWODZENIA

Lekarz i Jego Pacjent – ​​ Jan Steen


    Poznajcie naszą pacjentkę. 

   Choć leży oparta o poduszkę z miną wielkiej cierpiętnicy, to ten subtelny, zawadiacki uśmieszek zdradza wszystko. 

Lekarz i Jego Pacjent – ​​ Jan Steen (detal)

   Dziewczyna nie potrzebuje syropu z pijawek ani gorzkich ziół. Jej jedynym celem jest zatrzymanie przy sobie tego nadzwyczaj przystojnego, starszego medyka, który z tak nabożną czcią dotyka jej delikatnego nadgarstka.

  Doktor w eleganckim, ciemnym płaszczu i kapeluszu marszczy brwi, skupiając całą swoją wiedzę uniwersytecką na badaniu pulsu.

   – Hm, niezwykły przypadek – mruczy pod nosem lekarz, poprawiając kryzę. – Tętno bije jak szalone, policzki płoną, a pani tak dziwnie mruga do mnie lewym okiem... Czy to skurcz neurologiczny?

   – Ach, panie doktorze, słabnę w oczach! – wzdycha dama, zsuwając się jeszcze odrobinę niżej na kocyk, by lekarz musiał nachylić się mocniej. – To na pewno z powodu gwałtownego spadku ciśnienia. Czuję, że tylko pana codzienne, a najlepiej dwukrotne wizyty kontrolne mogą utrzymać mnie przy życiu!

   Z tyłu, na podłodze, dymi już tajemniczy garnuszek ze wstążką. 

Lekarz i Jego Pacjent – ​​ Jan Steen (detal)


  Medyk myśli, że to nowoczesna terapia inhalacyjna, a przebiegła pacjentka po prostu puszcza mu miłosne sygnały dymne. 

    Cała mistyfikacja działa bez zarzutu – doktor zostanie tu na dłużej, badając tętno, które dziwnym trafem rośnie za każdym razem, gdy patrzy na rachunek za wizytę.

    Kobiety od stuleci doskonale wiedzą, że rzekoma słabość to często najsilniejsza broń na zdobycie męskiego zainteresowania!


<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj




wtorek, 16 czerwca 2026

GODNOSĆ, WRAŻLIWOŚĆ I DUCHOWY REZONANS MANCINIEGO



Dziecko ze statuetką by Antonio Mancini,
ok 1884


Dziecko ze statuetką by Antonio Mancini,
ok 1884, detal


Dziewczynka ze statuetką i książeczką do nabożeństwa
by Antonio Mancini, 1878

🔸 Namalowany z głębokim wzruszeniem i emocjonalną fakturą, obraz Dziecko ze statuetką Maryi jest jednym z najbardziej poruszających obrazów dzieciństwa Antonia Manciniego. Dzieło, powstałe w okresie neapolitańskim, przedstawia małe, obdarte dziecko trzymające w dłoni figurkę Chrystusa — nie jako odległą ikonę religijną, lecz jako coś głęboko osobistego, intymnego, niemal opiekuńczego.

🔸 Spojrzenie dziecka jest bezpośrednie i poważne, policzki zarumienione, oczy wilgotne od wzruszenia lub zmęczenia. On (lub ona) trzyma w jednej ręce pęk dzikich lilii – symbole czystości – a w drugiej rozbitą figurkę, obtłuczoną i zniszczoną niczym samo dziecko. To połączenie świętości z rzeczywistością, oddania i trudu leży u podstaw geniuszu Manciniego.

🔸 Znany ze swojej techniki impasto, Mancini nakładał farbę z niemal rzeźbiarską siłą. Tutaj pociągnięcia pędzla falują w chaotycznej harmonii: grube, namacalne, niemal rzeźbione, jakby malowane szpachelką, a nie pędzlem. Tekstury nie tylko opisują formę – odczuwa się je jako chropowatość i powagę przeżytego doświadczenia.

🔸 Mancini, który zmagał się z chorobą psychiczną i ubóstwem, często malował dzieci ulicy z niezwykłą psychologiczną przenikliwością. W tym portrecie sentymentalizm zostaje odarty. Pozostaje godność, wrażliwość i duchowy rezonans, który wykracza poza religię czy narrację.


<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   - najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki link tutaj




RENESANSOWY SZKIELET VS. PONIEDZIAŁKOWY PORANEK: KTO WYGRAŁ TO STARCIE?

Witaj na blogu, drogi Czytelniku!  Skoro tu jesteś, to znaczy, że albo szukasz głębokiej życiowej mądrości, albo – tak jak ja – próbujesz uc...