Młody dziennikarz był tak zafascynowany newsami obyczajowymi, że całymi dniami przesiadywał przy biurku, tworząc kolejne sensacyjne artykuły do prasy brukowej. Jego młoda, urodziwa małżonka powoli stawała się dla niego tylko tłem – jak stara tapeta w salonie.
Pewnego dnia postanowiła to zmienić. Wpadła w „udawaną gorączkę i ogromną niemoc fizyczną oraz intelektualną”. Efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Mąż wpadł w prawdziwy popłoch. Natychmiast zwołał medyka. Ten, stary wyga, który niejedno w życiu widział, po krótkim zbadaniu pulsu i temperatury od razu zorientował się, o co chodzi. Zwłaszcza że pies leżący u stóp „chorej” spokojnie chrapał, jakby nic się nie działo.
Doktor chrząknął z powagą i oznajmił:
„Stan jest rzeczywiście nadzwyczaj niepokojący. Pacjentka wymaga całodobowej, troskliwej opieki. Skoro nie macie służącej… pozostaje Panu, szanowny mężu, osobiście pełnić tę powinność aż do całkowitego wyzdrowienia.”
Po czym puścił dyskretne oczko w stronę „chorej”, które szczęśliwie umknęło uwadze zaaferowanego męża.
A pies?
Pies nadal spokojnie spał. Bo on jeden wiedział, że jego pani czuje się… wyśmienicie.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj


Jakby mój mąż mnie by olewał to pewnie też udałabym umierającą. Niech się pomartwi i postara.
OdpowiedzUsuńNie mogę zaprzeczyć, że to zła taktyka, ha ha ha . Pozdrawiam :)
Usuń