Witaj na blogu, drogi Czytelniku!
Skoro tu jesteś, to znaczy, że albo szukasz głębokiej życiowej mądrości, albo – tak jak ja – próbujesz uciec od zmywania naczyń.
Dzisiaj porozmawiamy o sztuce dawnej.
Znalazłam ostatnio renesansowy obraz (zerknij wyżej), który miał być głębokim, filozoficznym przypomnieniem o przemijaniu (memento mori, te sprawy). Tymczasem, im dłużej na niego patrzę, tym bardziej widzę w nim... idealną metaforę współczesnego życia.
Oto krótki przewodnik po tym, co TEN konkretny szkielet mówi o naszym poniedziałkowym poranku:
1. „Dramatyczna poza” (wersja renesansowa)
Szkielet na obrazie stoi z rozpostartymi ramionami, w jednej ręce trzyma strzałę, w drugiej cudzą czaszkę, a wokół niego powiewa białe prześcieradło. Wygląda jak gwiazda rocka w trakcie solówki.
Co myślał artysta:
„Oto majestat i nieuchronność losu!”
Co widzę ja:
Ja, wchodząca do kuchni o 7:00 rano, zawinięta w kołdrę, trzymająca w jednej ręce kubek kawy, a w drugiej telefon z trzema budzikami, pytająca domowników: „Kto znowu zostawił pusty karton po mleku w lodówce?!”
2. Wielkie pytanie o sprawiedliwość
Napisy na obrazie głoszą dumnie, że śmierć zrównuje wszystkich i nie da się odróżnić pana od sługi. Bardzo głębokie.
Współczesny odpowiednik:
Nic tak nie zrównuje ludzi i nie odbiera im godności jak... awaria domowego Wi-Fi. W obliczu braku internetu prezes korporacji, student i ja, Teresa, wyglądamy dokładnie tak samo: krążymy po mieszkaniu z błagalnym wzrokiem, resetując router i licząc na cud. Wtedy naprawdę nie ma „pana ani sługi” – wszyscy jesteśmy zakładnikami technologii.
3. Stanie na desce nad trumną
Nasza koścista postać balansuje na drewnianej desce ułożonej na otwartej trumnie. Wygląda to na ekstremalnie niebezpieczne.
Jakbym to zastosowała praktycznie.....
To idealna wizualizacja mojej diety. Ta deska to poniedziałek, a trumna poniżej to „wielkie i ostateczne załamanie postanowień noworocznych”, które następuje w piątek wieczorem, gdy wjeżdża pizza. Balansuję na tej desce z całych sił, ale wszyscy wiemy, jak to się skończy.
Dawni mistrzowie chcieli nas nastraszyć, ale umówmy się – dzisiejsze rachunki za prąd robią to znacznie lepiej. Dlatego zamiast popadać w melancholię, spójrzmy na tego radosnego szkieletora z dystansem. On przynajmniej nie musi martwić się podatkami ani tym, co ugotować na obiad!
<><><><><><><><><><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz