![]() |
| Lazarillo de Tormes (Goya), 1808-1812 |
Są obrazy, przy których człowiek staje jak wryty i szepcze: „Ach, jakie piękne światło, jaka kompozycja, jaka głębia!”. A są też takie, przy których pierwsza myśl brzmi: „Proszę pana, czy to na pewno zgodne z BHP?”.
Na obrazie przypisywanym Goi widzimy scenę z życia słynnego Łazika z Tormesu. Chłopiec siedzi nieco zrezygnowany, a jego opiekun – człowiek o spojrzeniu, które nie wzbudza zaufania nawet wśród kieszonkowców – wykonuje coś pomiędzy badaniem stomatologicznym a kontrolą jakości migdałków.
– Otwieraj szerzej! – mówi opiekun.
– Ale po co?
– To jest edukacja.
– A dlaczego trzyma mnie pan za szyję?
– Żeby wiedza nie uciekła.
– Mam wrażenie, że to nie tak działa.
– Cicho. Ja jestem pedagogiem praktycznym.
Patrząc na tę scenę, trudno nie odnieść wrażenia, że Goya miał wyjątkowy talent do przedstawiania ludzi w momentach, które raczej nie trafiłyby do rodzinnego albumu. Nikt tu nie pozuje. Nikt nie wygląda korzystnie. Nawet światło zdaje się mówić:
– Nie pytajcie mnie, ja tylko oświetlam sytuację.
Twarz opiekuna jest pełna troski. Takiej szczególnej troski, którą zwykle okazują ludzie mówiący: „To będzie bolało tylko przez chwilę”.
– Mistrzu, a czego mnie pan właściwie uczy?
– Życia.
– A nie można z podręcznika?
– Można.
– To czemu nie korzystamy?
– Bo wtedy byłbym bezrobotny.
Wielką zaletą tego obrazu jest jego ponadczasowość. Każdy z nas zna podobną sytuację. Niekoniecznie z palcem w ustach, ale z kimś, kto za wszelką cenę chce nam coś wyjaśnić.
– Posłuchaj, zaraz ci pokażę, jak to się robi.
– Ale ja nie pytałem.
– Tym bardziej powinieneś wiedzieć.
Goya, jak zwykle, nie idealizuje rzeczywistości. Pokazuje świat pełen sprytu, naiwności, zależności i drobnych ludzkich dramatów. A wszystko to bez moralizowania. Wystarczy jedno spojrzenie na bohaterów, by zrozumieć, że relacja mistrz - uczeń bywała kiedyś znacznie bardziej bezpośrednia niż współczesne kursy online.
Choć trzeba przyznać, że po takim szkoleniu uczestnik raczej nie pytał:
– Czy będzie dostępne nagranie webinaru?
Na koniec wyobraźmy sobie, że scena dzieje się dziś.
– Proszę się nie ruszać, nagrywam rolkę na Instagram.
– A po co ten palec w moich ustach?
– Content edukacyjny.
– I czego nauczy się widz?
– Jeszcze nie wiem, ale algorytm będzie zachwycony.
I może właśnie dlatego ten obraz nadal działa. Minęły stulecia, zmieniły się stroje, technologie i metody nauczania, ale ludzkość pozostała sobą. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wszystko wie lepiej, oraz ktoś drugi, kto zastanawia się, jakim cudem znowu znalazł się w tak niezręcznej sytuacji.
A Goya?
Goya tylko to zauważył i złośliwie uwiecznił. Z wyjątkowo dobrym skutkiem. 😏
<><><><><><><>
Teraz trochę informacji zaczerpniętych z Wikipedii na temat tego obrazu.
Goya pasjonował się literaturą, teatrem oraz hiszpańskim folklorem. Bardzo często wykorzystywał motywy literackie, aby przemycić ostrą krytykę społeczną: [1, 2, 3]
Przez wiele lat obraz ten był powszechnie znany w historii sztuki pod alternatywnym tytułem „El Garrotillo” (Krup /Błonica). Błędnie interpretowano go jako scenę medyczną, w której lekarz próbuje ratować duszące się dziecko poprzez ręczne oczyszczanie gardła lub aplikację lekarstwa.
Dopiero odnalezienie zapisków w osobistym inwentarzu pośmiertnym Goi potwierdziło, że dzieło ilustruje brutalną scenę z renesansowej powieści.
Na blogu "Zapiski z Mojego Laptopa" zamieściłam post humorystyczny, używając tego obrazu do scharakteryzowania urzędu sanitarnego . Proszę zajrzyjcie tutaj
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz