![]() |
Joseph Wright z Derby-Filozof wykładający w planetarium (ok. 1764 r.) |
Pewnego wieczoru profesor Astronomiusz zaprosił do swojego salonu grono wybitnych znawców kosmosu.
Przynajmniej tak głosiły zaproszenia.
W rzeczywistości połowa gości przyszła dla ciasta, a druga połowa dlatego, że było ciepło.
-Proszę państwa - oznajmił profesor, wskazując na wielką machinę pośrodku stołu. - Oto cały Wszechświat.
Zapadła cisza.
- Cały? - spytała starsza dama w kapeluszu.
- Cały.
- To gdzie pan schował sąsiadów?
Profesor udał, że nie usłyszał.
Uruchomił urządzenie.
Planety ruszyły majestatycznie po swoich torach.
Dwoje dzieci natychmiast przybliżyło nosy do modelu.
- Jakie śliczne! - zachwyciła się dziewczynka.
- Czy można tego dotknąć?
- Absolutnie nie! - krzyknęło jednocześnie siedmiu dorosłych.
Chłopiec westchnął.
- Wszystkie najciekawsze rzeczy na świecie są zakazane.
Przy stole siedział również pan Melchior, człowiek, który nie wierzył w nic.
Nie wierzył w komety.
Nie wierzył w elektryczność.
Nie wierzył nawet w pogodę.
- Moim zdaniem - powiedział - te planety kręcą się tylko dlatego, że ktoś je popycha.
- Oczywiście, że ktoś je popycha - odparł profesor. - Ja.
- A więc miałem rację.
Profesor spojrzał w sufit i poprosił gwiazdy o cierpliwość.
Tymczasem młody poeta zapatrzył się w obracające się kule.
- Jakież to wzruszające - szepnął. - My wszyscy krążymy przez życie niczym planety.
- Ja krążę głównie między kuchnią a kredensem - zauważył gospodarz.
Poeta obraził się na realizm.
W kącie siedział uczony matematyk.
Przez cały wieczór nie powiedział ani słowa.
Liczył.
Wreszcie podniósł głowę.
- Mam złą wiadomość.
- Jaką?
- Jeśli wszyscy będziemy żyli dostatecznie długo, za około dwa miliardy lat wydarzy się coś niepokojącego.
Goście pobledli.
- Co?
- Jeszcze nie wiem. Dopiero liczę.
Dzieci uznały go za najciekawszego człowieka w pokoju.
Wtem wydarzyła się katastrofa.
Najmłodszy chłopiec nie wytrzymał.
Wyciągnął palec.
Dotknął Saturna.
Machina zatrzymała się.
Planety stanęły.
W pokoju zapadła śmiertelna cisza.
- O mój Boże - wyszeptała dama w kapeluszu. - Koniec świata.
- Nie przesadzajmy - powiedział profesor.
- Ale planety przestały się poruszać!
- Bo Jaś zatrzymał mechanizm.
- Skąd pewność, że tylko mechanizm?
Goście spojrzeli po sobie z niepokojem.
Nikt nie odważył się wyjrzeć przez okno.
Na wszelki wypadek.
Profesor westchnął, nakręcił urządzenie i wszechświat ruszył ponownie.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Nawet pan Melchior.
- Widzicie państwo - powiedział uczony - nauka wyjaśnia wszystko.
- Nie wszystko - odparła starsza dama.
- A czego nie wyjaśnia?
- Dlaczego zawsze najbardziej ciekawi są ci, którym nie wolno niczego dotykać.
I tym pytaniem zakończono wieczór.
Od tamtej pory profesor pokazywał Układ Słoneczny wszystkim chętnym.
Ale na wszelki wypadek Saturna trzymał trochę dalej od dzieci.
🌞
Myślę, że ten obraz ma w sobie coś teatralnego — wygląda jak scena z komedii o ludzkiej ciekawości. Jedni chcą wszystko zrozumieć, inni wszystko podważyć, a dzieci po prostu chcą sprawdzić, co się stanie po naciśnięciu guzika. I zwykle to właśnie one są najbliżej wielkich odkryć. 😊
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
%20%E2%80%93.webp)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz