![]() |
| art Christine Comyn |
Czy zdarzyło Wam się kiedyś wrócić do tej samej książki po latach i odkryć w niej zupełnie inną historię? Ze sztuką wizualną jest jeszcze piękniej – ten sam obraz potrafi opowiedzieć nam dwie skrajnie różne historie... tego samego dnia. Wszystko zależy od tego, z jakim bagażem emocjonalnym przed nim stajemy.
Patrzę dziś na to niezwykłe, pełne ekspresji dzieło Christine Comyn i moja głowa kłóci się sama ze sobą. Widzę w nim dwie, zupełnie niezwiązane ze sobą opowieści.
Paraliżujące niezdecydowanie.
Kobieta ukrywająca twarz, zastygła w bezruchu, podczas gdy świat wokół niej pędzi w rozmytych pociągnięciach pędzla. To moment, kiedy tak bardzo boimy się wykonać fałszywy krok, że wolimy utknąć w bolesnym zawieszeniu. Nadmiar myśli, który paraliżuje ciało.
Wolność i zrzucanie masek.
Wystarczy jednak, że przeniosę wzrok na ten biały, tiulowy dół i widzę... baletnicę, która właśnie zeszła ze sceny. Zrzuciła sztywny kostium, usiadła boso na podłodze i wreszcie, w zmęczeniu, odnalazła swoją autentyczność. To już nie jest paraliż, to głęboki oddech ulgi po podjęciu decyzji: „koniec z tańcem, jaki mi narzucono”.
Dwa różne światy. Jedna paleta barw. Jedna chwila uchwycona przez artystkę. I to jest w sztuce najpiękniejsze – nie musi być jednoznaczna. Może rezonować z nami na tysiąc sposobów, zmieniając się razem z naszym nastrojem.
Ciekawa jestem, czy patrząc na tę kobietę, bliżej Wam do poczucia zagubienia w decyzyjnym zawieszeniu, czy do ulgi zrzucania starych warstw?
Ale też nie wykluczam, że Wasz umysł podpowiada teraz jeszcze trzecią, zupełnie inną historię.
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz