Oto młody człowiek, który obiera owoc z taką koncentracją, jakby właśnie rozwiązywał zagadkę wszechświata. Brwi lekko zmarszczone, wzrok w jednym punkcie, ruchy precyzyjne i pełne szacunku dla tej biednej brzoskwini.
Zero rozproszenia.
Zero telefonu.
Zero „o, a co tam nowego na grupie klasowej”.Po prostu chłopiec i owoc.
I tyle.
I wtedy myślę o moim wnuczku, który ma ADHD. Gdyby on miał obierać ten sam owoc… po trzech minutach owoc leżałby zapomniany na stole, a wnuczek byłby już w połowie kolejnego levelu w grze, jednocześnie oglądając filmiki na YouTube i pytając „babciu, a co będzie na obiad?”.
Caravaggio uchwycił coś, co dzisiaj stało się rzadkością – całkowitą obecność przy zwykłej, codziennej czynności. Bez multi-taskingu, bez rozpraszania, bez gonienia za dziesięcioma rzeczami naraz.
Ten chłopiec nie obiera owocu.
On jest przy tym obieraniu całym sobą.
I szczerze?
Zaczynam mu zazdrościć tej prostej, głębokiej uwagi.
Może właśnie w tym tkwi sekret spokoju, którego tak bardzo nam dziś brakuje – w umiejętności zrobienia jednej rzeczy dobrze, zamiast dziesięciu byle jak.
Caravaggio nie musiał malować epickich bitew. Wystarczyło mu pokazać chłopca z nożykiem i owocem… i trafił w samo serce naszej rozproszonej epoki.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz