Wyciszona po popołudniowym odpoczynku, zanurzyłam się w świecie sztuki cyfrowej.
Mój wzrok przykuła niezwykła, ruchoma animacja autorstwa Wernera Hornunga, zatytułowana bardzo znacząco: „Be the last to speak” – czyli „Bądź ostatnim, który przemówi”.
Gdy patrzę na to dzieło, w moim sercu ożywają dawne, niezwykłe wspomnienia. Przed laty, gdy intensywniej korzystałam z przestrzeni mediów społecznościowych, miałam zaszczyt osobiście znać George’a RedHawka – genialnego twórcę, który współpracował z Hornungiem i tchnął ten hipnotyzujący ruch w jego obrazy. George, sam zmagając się z postępującą utratą wzroku, uczył cały świat widzieć głębiej. Dziś, gdy sama walczę z jaskrą, powrót do jego twórczości porusza mnie podwójnie.
Na tej ruchomej animacji linie i kontury ludzkiej twarzy nieustannie falują. Nic nie jest tu stałe. Wszystko płynie, transformuje się, rozpada i składa na nowo w idealnej harmonii. Ten ruch nie wprowadza jednak chaosu – wręcz przeciwnie, niesie ze sobą niesamowity, niemal medytacyjny spokój.
Tytułowa rada – aby być ostatnim, który zabierze głos – to jedna z najtrudniejszych lekcji życiowych. W dzisiejszym świecie każdy chce mówić pierwszy, najgłośniej i za wszelką cenę narzucić swoje zdanie. Przekrzykujemy się nawzajem, nie czekając, aż rozmówca skończy swoją myśl. Usunęłam kiedyś profil na Facebooku, zostawiając jedynie Messengera i WhatsAppa dla najbliższej rodziny, właśnie po to, by odciąć się od tego powierzchownego szumu. Przestałam przez dłuższy czas publikować nowe posty na blogerze.
Animacja Hornunga i RedHawka pokazuje nam zupełnie inną drogę. Ten ruch uczy nas, że zanim otworzymy usta, powinniśmy najpierw pozwolić światu „przepłynąć” przez nas.
Być ostatnim, który mówi, to znaczy:
Najpierw uważnie wysłuchać i zrozumieć innych.
Dać opaść pierwszym, gwałtownym emocjom.
Pozwolić myślom dojrzeć, by nabrały właściwego kształtu.
Mówić z pozycji mądrości i spokoju, a nie z chęci dominacji.
Kiedy milczymy, stajemy się jak ten ruchomy obraz – elastyczni, otwarci na transformację i zdolni do dostrzeżenia głębszej prawdy. Dopiero gdy ucichną wszystkie powierzchowne hałasy, nasze słowa zyskują prawdziwą wagę i potrafią przynieść pokój.
Milczenie nie jest oznaką słabości ani braku własnego zdania. Milczenie to potężna siła. To przestrzeń, w której szanujemy drugiego człowieka i dajemy sobie czas na mądrą odpowiedź. Czasami najpiękniejsze, co możemy podarować bliskiej osobie w trudnym momencie, to nie potok złotych rad, ale nasza cicha, uważna obecność.
Dziękuję, że zatrzymaliście się dziś ze mną przy tym niezwykłym obrazie... Niech ten wieczór przyniesie Waszym sercom i myślom upragnioną harmonię oraz piękny, regenerujący spokój.
Z ciepłymi pozdrowieniami i artystycznym światłem,
Teresa
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz