Wczoraj poznałam opata Saint-Non – dostojnego duchownego w wielkim koronkowy kołnierzu, który wyglądał jakby chciał jednocześnie odprawiać mszę i grać w teatrze dworskim.
Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam jego brata – pana de la Breteche.
![]() |
Portret pana de la Breteche opata Saint Non, 1769 by John Honore Fregonard |
I proszę… talent rodzinny jest ewidentny.
Fragonard uchwycił go w momencie, w którym pan de la Breteche najwyraźniej powiedział malarzowi:
„Jean-Honoré, maluj mnie tak, żebym wyglądał, jakbym właśnie wrócił z balu maskowego, wygrał pojedynek i umówił się na trzy randki jednocześnie.”
Czerwone pióra na głowie?
Są.
Rozchełstany, złocisty strój?
Jest.
Spojrzenie pełne pewności siebie i lekkiej kpiny z całego świata?
Też jest.
Ten pan nie ma żadnych wątpliwości co do swojej wyjątkowości. Wygląda jak ktoś, kto codziennie budzi się z myślą:
„Dzisiaj świat ma szczęście, że ja istnieję.”
Obaj bracia Saint-Non stworzyli piękny duet:
Jeden w wersji „skromny opat deluxe”
Drugi w wersji
"światowiec z pióropuszem i lekkim przegięciem”
Razem mogliby otworzyć szkołę aktorską pod hasłem:
„Jak wyglądać ważniej niż się jest – kurs zaawansowany”.
Coś mi się wydaje, że braciszek opracowuje skrypt dla ewentualnych studentów.
Fragonard musiał się przy tych portretach świetnie bawić. Bo jak tu nie uśmiechnąć się, malując dwóch braci, którzy z takim zaangażowaniem grają swoje role?
My dzisiaj robimy dokładnie to samo – tylko zamiast piór i koronek mamy idealne filtry, markowe ubrania i starannie dobrane pozy na zdjęciach.
Saint-Non patrzy na nas z portretów i mruga okiem:
„Kochani, jeśli już macie grać – grajcie z klasą i rozmachem!”
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz