
Ten XIX-wieczny obraz z pajęczynami przedstawia bogatego
austriackiego dżentelmena. DZIĘKI UPRZEJMOŚCI CAROL MOBLEY
NA PIERWSZY RZUT OKA OBRAZ wydaje się niemal zwyczajny. Mężczyzna, którego tożsamość zaginęła na przestrzeni wieków, spogląda uroczyście na widza z owalnej ramy, umieszczonej w lekko pożółkłym etui na karty o długości 5 cali i wysokości 6,25 cala. Detale bogatych szat, oddane precyzyjnymi pociągnięciami pędzla z pióra słonki, są nadal wyraźne, ale krawędzie obrazu wydają się postrzępione – i nie bez powodu. To konkretne dzieło zostało namalowane nie na płótnie, lecz na eterycznych pasmach pajęczyny.
Choć wiele pozostaje nieznane na temat obrazu, istnieje kilka wskazówek co do jego pochodzenia. Obok widnieje napis „Gemälde auf Spinnengewebe ”, po niemiecku „Obrazy na pajęczynie”, oraz podpis „Ojciec Unterberger z Innsbrucka (Tyrol).
W marcu 2025 obraz zmienił własciciela. Poprzednia waścicielka Carol Mobley natknęła się na ten osobliwy przedmiot niemal przypadkiem. „Mężczyzna, od którego go dostałam, miał ponad 90 lat i miał go przez jakieś 40 lat” – mówi. „Powiedział, że dał mu go krewny. Zawsze planował dokładniej zbadać jego pochodzenie, ale nigdy się do tego nie zabrał”.
Prawie na pewno obraz odbył transatlantycką podróż z Tyrolu w Austrii i przeleciał przez Wyspę Ellis. „Szkoda tylko, że część pajęczyny uległa zniszczeniu, jestem pewien, że to przez lata, kiedy był przenoszony” – mówi Mobley. Biorąc jednak pod uwagę, jak długą drogę przebył, to cud, że w ogóle zachował się w nienaruszonym stanie.
W XIX wieku Spinnwebenbilder , znane również jako malarstwo pajęczynowe lub malarstwo pajęczynowe, były dość popularną formą sztuki ludowej w Alpach Tyrolskich . Ze względu na delikatność tych delikatnych dzieł, mniej niż 100 takich obrazów przetrwało próbę czasu. Prawie wszystkie znajdują się w prywatnych kolekcjach rodzinnych, schowane w szufladach lub przekazywane z pokolenia na pokolenie jako pamiątki rodzinne.
Nikt dokładnie nie wie, kto pierwszy wpadł na pomysł, by wilgotne pasma pajęczyn i jedwabne gąsienice posłużyły za odpowiednie medium artystyczne. Najprawdopodobniej był to członek zakonu monastycznego w pobliżu doliny Puster, alpejskiej doliny rozciągającej się przez Włochy i Austrię.
Do XVI wieku mnisi ci opanowali żmudny proces zbierania pajęczyn, mycia ich, a następnie układania jedna na drugiej. Gdy pajęczyny utworzyły mleczną, nieprzezroczystą powierzchnię, rozciągali je na matach, tworząc miniaturowe płótna, a następnie chwytali za pędzle. Powstałe w ten sposób wizerunki katolickich świętych unosiły się niczym widma w oknach krużganków. Katedra w Chester w Anglii jest domem jednego z ostatnich tego typu dzieł ikonograficznych: obrazu Matki Boskiej trzymającej Dzieciątko Jezus , namalowanego przez tyrolskiego artystę Johanna Burgmana.
W miarę upływu wieków, w te upiorne ramy wkraczały postacie świeckie. Mobley spekuluje, że postać na jej obrazie przedstawiała austriackiego żołnierza w mundurze. Książęta, księżne i inni członkowie społeczeństwa, którzy byli wystarczająco zamożni, by pozwolić sobie na portret, są częstymi tematami, podobnie jak pejzaże i sceny sielskie.
Franz Unterberger, artysta, który podpisał to dzieło, odegrał nieocenioną rolę w popularyzacji tych osobliwości. Choć był utalentowanym malarzem olejnym, Unterberger najprawdopodobniej nie posługiwał się tu pędzlem. Zamiast tego pracował jako handlarz dziełami sztuki w sklepie w Tyrolu, gdzie zamawiał u anonimowych artystów obrazy przedstawiające pajęczyny i je sprzedawał. Jego działalność trwała do lat 30. XX wieku, kiedy to zmarł ostatni artysta znający to enigmatyczne rzemiosło.
Choć kilku artystów XX wieku próbowało swoich sił w tej kapryśnej formie , sztuka ta w dużej mierze wymarła. Pozostało jedynie kilka rzadkich fragmentów zaginionego dzieła.
Źródło:
Diana Hubbell
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz