Akt oskarżenia trafił na biuro Sądu Rejonowego szybciej, niż szwagier zdążył przekartkować swój wysłużony poradnik „Prawo dla opornych”. Nadszedł dzień ostatecznej rozprawy. Sala numer 105 pachniała powagą, starym dębem i urzędowym tuszem.
Na ławie oskarżonych zasiedli oni: Janusz – ostentacyjnie ubrany w swój najlepszy, niedzielny beret z piórkiem, mający w jego mniemaniu dodawać mu powagi – oraz mecenas szwagier, który na tę wyjątkową okazję zarzucił na ramiona czarną, domową pelerynę, uparcie twierdząc, że to oficjalny strój obrońcy z urzędu.
Za sędziowskim stołem, pod dumnie wiszącym godłem z Białym Orłem, zasiadł Wysoki Sąd. Obok, na miejscu oskarżyciela publicznego, z tą samą lodowatą elegancją co w karczmie, siedziała nasza znajoma pani prokurator.
– Otwieram przewód sądowy w sprawie przeciwko obywatelowi Januszowi – ogłosił sędzia, poprawiając łańcuch z orłem. – Głównym dowodem rzeczowym w sprawie jest zabezpieczony na miejscu zdarzenia złoty krążek, mający stanowić korzyść majątkową. Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanego mu czynu?
Janusz aż zarył nosem w ławę oskarżonych, ale mecenas szwagier natychmiast zerwał się z miejsca, machając rękawami swojej peleryny niczym jastrząb skrzydłami:
– Wysoki Sądzie! Ja jako oficjalny reprezentant i świadek obrony zarazem, pragnę wnieść o natychmiastowe umorzenie z powodu braku znamion czynu zabronionego! Ta moneta, o której tu mowa, wcale nie była przeznaczona dla pani prokurator! Mój mocodawca, Janusz, w przypływie patriotyzmu lokalnego, chciał po prostu wspomóc tutejszą kulturę i wrzucić ten złoty krążek do wnętrza lutni, jako dobrowolny datek na rzecz młodych talentów muzycznych! Ja to Wysokiemu Sądowi na palcach wyłożę! – szwagier zaczął nerwowo zaginać kciuk i palec wskazujący.
Sędzia spojrzał na szwagra ponad okularami z tak surowym zdumieniem, że w sali natychmiast zapadła głucha cisza. Nawet pani prokurator musiała zasłonić usta aktami sprawy, by nie wybuchnąć śmiechem na widok tej „lutniowej” linii obrony.
– Panie... mecenasie – odezwał się wolno sędzia. – Zgodnie z art. 229 Kodeksu karnego, próba wręczenia korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną jest przestępstwem niezależnie od tego, czy pieniądze miały wylądować w kieszeni, czy w pudle rezonansowym instrumentu. A za te pana autorskie wyliczanki na palcach, zaraz doliczę panu karę za zakłócanie powagi sądu.
Januszowi ostatecznie opadły piórka z beretu. Zrozumiał, że ze szwagrem u boku ujedzie co najwyżej na kilka lat... i to do celi z widokiem na spacerniak. Spuścił głowę i wykrztusił:
– Wysoki Sądzie... ja żałuję. Chciałem dobrze, a wyszło jak ze szwagrem na weselu. Proszę o łagodny wymiar kary, ja nawet na tej lutni grać nie umiem...
Wysoki Sąd, biorąc pod uwagę dotychczasową niekaralność Janusza i fakt, że cała ta obrona była bardziej komiczna niż szkodliwa, ogłosił wyrok: rok pozbawienia wolności w zawieszeniu, wysoka grzywna na rzecz funduszu pomocy ofiarom przestępstw oraz przepadek złotej monety na rzecz Skarbu Państwa.
Gdy wszyscy opuszczali salę, w ostatnim rzędzie dla publiczności poruszył się nagle znajomy, różowy szaliczek. To Pani Muszyńska, która obserwowała cały proces, mruknęła pod nosem, poprawiając swoją miniaturową torebkę:
– A nie mówiłam? Nie trzeba było z prokuraturą w karczmie biesiadować!
I tak oto sprawiedliwości stało się zadość – przy dźwiękach lutni, sędziowskiego młotka i cichym, góralskim bzyczeniu z tylnych ławek.
Koniec
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz