Weekend minął biesiadnikom z karczmy „Pod Lutnią” w szampańskich humorach. Pan Janusz był przekonany, że jego złota moneta skutecznie stopiła lody, a mecenas szwagier pękał z dumy, że tak pięknie wyłożył „własną interpretację przepisów” nowej pani prokurator.
Sielanka skończyła się brutalnie w środę rano, gdy do drzwi Janusza zapukał listonosz z charakterystyczną, budzącą blady strach przesyłką. Oficjalne, urzędowe wezwanie. Zgodnie z art. 129 Kodeksu postępowania karnego, czarno na białym, a dokładnie na "żółtym" stało tam napisane: Prokuratura Rejonowa wzywa obywatela Janusza do stawiennictwa osobistego w charakterze świadka, w sprawie o sygnaturze akt: PR 123/2026, pokój numer 5. Na dole widniało rygorystyczne pouczenie: „Stawiennictwo obowiązkowe pod rygorem kary grzywny lub przymusowego doprowadzenia przez Policję”
Januszowi natychmiast zaschło w gardle. Szybko skrzyknął mecenasa szwagra i w czwartek o 9:00 rano stawili się pod drzwiami numer 5.
Gdy weszli do gabinetu, za wielkim biurkiem pełnym segregatorów siedziała ona – ta sama urocza dziewczyna z karczmy. Tyle że zamiast lutni trzymała w ręku eleganckie wieczne pióro, a na nosie miała surowe okulary.
Mecenas szwagier natychmiast wysunął się przed szereg, uniósł dłoń i znów zaczął skrupulatnie odliczać na palcach, dokładnie tak, jak uczył się na kursach prawa korespondencyjnego:
– Pani prokurator! Wysoki Sądzie, to znaczy... pani magister! Ja tu z punktu widzenia logiki formalnej i prawa procesowego pragnę zauważyć, że ta moneta – szwagier podsunął dowód rzeczowy pod nos – to nie była łapówka! Zgodnie z procedurą, to był legalny, bezwrotny zadatek na poczet funduszu reprezentacyjnego prokuratury! Ja to pani zaraz na palcach rozpiszę, paragraf po paragrafie! My działamy w dobrej wierze!
Janusz, widząc, że szwagier zaczyna plątać się w zeznaniach, zbladł jeszcze bardziej. Spojrzał na lśniącą monetę, potem na panią prokurator i rozpaczliwie wykrztusił:
– Ja... ja w zasadzie to chciałem tylko rozmienić na drobne do parkometru... A szwagier mówił, że prawo jest jak płot, żmija się prześlizgnie, a lew przeskoczy!
Pani prokurator z powagą godną najwyższego urzędu zapisała wszystko w protokole przesłuchania. Podejrzany ma oczywiście prawo do milczenia, ale nasi bohaterowie postanowili zaśpiewać przed nią taki koncert na dwa głosy, że sprawa zamiast do archiwum, z ekspresowym aktem oskarżenia trafi prosto na wokandę Sądu Rejonowego.
Morał z tego krótki i ogólnie znany: zanim spróbujesz ominąć prawo na własny użytek, upewnij się najpierw, czy dziewczyna, której stawiasz kolację, nie pisze właśnie aktu oskarżenia na twój poniedziałkowy poranek!
(c.d. nastąpi)
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz