Dzisiaj na naszym blogu porzucamy na chwilę patetyczne dyskusje o głębi kolorytu i metafizyce światłocienia. Przyjrzyjmy się brutalnej, domowej rzeczywistości uwiecznionej na tym uroczym, impresjonistycznym płótnie.
Na pierwszy rzut oka – sielanka. Przepiękne, ciepłe, popołudniowe słońce wpada przez okno, złocąc politurę zabytkowego pianina. Mała dziewczynka w uroczej, różowej spódniczce siedzi przy klawiszach. W tle lustro odbija jej skupioną sylwetkę. Ach, co za poezja, co za talent, co za skupienie...
No dobrze, a teraz zdejmijmy okulary romantyzmu i włączmy fonię.
Każdy, kto kiedykolwiek miał w domu dziecko zmuszane do nauki gry na instrumencie, doskonale wie, co naprawdę dzieje się na tym obrazie. To nie jest chwila natchnienia. To jest trwający właśnie dramat w trzech aktach, zatytułowany: „Obiecałaś, że po dziesięciu minutach będę mogła iść na podwórko”.
Spójrzcie tylko na te detale:
Nogi w powietrzu: Brak kontaktu stóp z podłogą oznacza brak stabilizacji. A brak stabilizacji w typografii dziecięcej oznacza jedno – mała właśnie wierci się na krześle po raz piętnasty w ciągu ostatnich trzech minut, próbując wymusić przerwę na siku lub nagły głód.
Układ dłoni: Ta mikroskopijna rączka nie uderza w klawisze z gracją Chopina. Ona dramatycznie szuka jednego, konkretnego dźwięku, modląc się, żeby to był już koniec trzeciej linijki nudnej gamy C-dur.
Złote światło: To słońce nie bez powodu tak pięknie świeci. Ono bezlitośnie odlicza czas do zachodu, przypominając małej artystce, że jej koledzy z bloku obok właśnie zjedli kolację i zaraz kończą grać w gumę na placu zabaw.
Najlepsze jest jednak lustro w tle. Ten rozmazany cień w odbiciu to nikt inny, jak matka dziewczynki. Nie widzimy jej twarzy, ale doskonale możemy sobie wyobrazić ten wzrok. Wzrok, który bezgłośnie krzyczy: „Kupiliśmy ten instrument za równowartość dobrych wakacji, a ty nawet nie potrafisz zagrać porządnie 'Wlazł kotek na płot'!”.
Malarz genialnie uchwycił ten moment zawieszenia broni – kiedy dziecko jeszcze nie ryczy, matka jeszcze nie krzyczy, a instrument wciąż stoi w jednym kawałku. To piękny dowód na to, że sztuka potrafi uwiecznić największe życiowe napięcia.
Jeśli chodzi o mnie, to już mnie nie pytajcie w komentarzach czy potrafię zagrać coś więcej, niż „Dla Elizy” jednym palcem. Jestem muzykiem od gry na instrumentach strunowych ( skrzypce, mandolina, gitara), a klawisze traktuję....jednym palcem, chociaż marzyłam o używaniu wszystkich 10. Cóż taki ze mnie muzyk na pół gwizdka 😀
A propos...
Dlaczego nie napisałam wszystkich palców, ale zaznaczyłam "10" ?
Zastanawiam się, jaką opcje do wyjasnienia przyjąć?
Wybieram opcję "śmieszno", bo na "straszno" szkoda mi cery.
Trzy dni temu ważyły się losy jednego członka mojej rodziny (kobiety), której wszystkie palce znaczyłoby 9 albo 8. Tak usilnie próbowała mężowi pomóc w pracy ogrodniczej, że podłożyła lewą dłoń pod akumulatorowe nożyce do obcinania żywopłotu. Obcinali tym razem miętę, nisko rosnącą, a kobieta chciała odgarnąć w trakcie pracy urządzenia już skoszoną miętę. Kochająca żona chciała mazurkowi dopomóc.
I dwa palce, na szczęście nie odfrunęły.... aby świetni fachowcy z kliniki Chirurgii Rąk w Łodzi mogli się wykazać niezłomnością i precyzją. Teraz czas pokaże, na ile będą władne te "przyfastrygowane" w miejscach uszkodzonych 2 palce. Kontrola za 3 tygodnie.
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz