![]() |
| Achille Foulda - "Rosa Bouheur w swoim atelier", 1893 |
Drodzy Czytelnicy!
Czasami narzekamy na pracę zdalną. Narzekamy na kurierów dzwoniących w trakcie ważnych spotkań albo kota chodzącego po klawiaturze. Jeśli myślicie, że macie ciężko, spójrzcie na to epickie płótno Achille Foulda. Oto jak wyglądało prawdziwe, XIX-wieczne lokum zorganizowane pod „działalność artystyczną”.
Na środku siedzi nasza bohaterka – dumna, w błękitnym fartuchu malarskim, z pędzlami w dłoni. Wygląda na zrelaksowaną, ale to tylko pozory. To jest mina kobiety, która właśnie próbuje ogarnąć absolutny chaos logistyczny w swoim salonie.
Rozłóżmy ten pokój na czynniki pierwsze:
Problem z przestrzenią :
Po lewej stronie widzimy gigantyczny obraz z białymi końmi w galopie. Konie są naturalnych rozmiarów i dosłownie wypadają z ramy. Wyobraźcie sobie ten moment, gdy rano wchodzicie do salonu z kubkiem kawy, wciąż zaspani, a prosto na Was szarżuje stado ogierów. Zamiast porannego rozciągania – natychmiastowy skok adrenaliny!
Drapieżniki na tapecie:
Na sztaludze powstaje właśnie kolejne dzieło – tym razem lwia rodzina na pustyni. Dlaczego lwy? Prawdopodobnie dlatego, że konie z lewej strony zaczęły już nudzić malarkę, a w tym domu zasada jest prosta: im bardziej niebezpieczne zwierzę, tym lepsza zabawa. Lew patrzy z obrazu z miną: „Kobieto, skończ nas malować, bo nam słońce ucieka”.
Gdzie podziały się dywany?
Pod nogami artystki, zamiast klasycznego perskiego dywanu, leży... skóra z barana, a po lewej stronie, na podłodze, dumnie spoczywa wielka głowa z rogami (mam nadzieję, że to rekwizyt, a nie pamiątka po niefortunnym spotkaniu z modelem). Sprzątanie tego pokoju odkurzaczem musiałoby zająć trzy dni, a i tak wszędzie byłaby sierść. I to nie byle jaka – lwio-końsko-baranich odmian!
Kolekcja w tle:
Jeśli dobrze przyjrzycie się szafkom i stołom w głębi pokoju, zauważycie, że nasza malarka cierpi na syndrom zbieracza. Tam są rzeźby jeleni, małe figurki, wazy, popiersia... To nie jest pracownia. To jest luksusowy sklep z pamiątkami, w którym ktoś przez pomyłkę postawił sztalugę i zapomniał jej zabrać.
Morał z tego obrazu?
Artystka patrzy na nas ze stoickim spokojem, jakby chciała powiedzieć: „Tak, mam w salonie konie, lwy, barana i dwadzieścia rzeźb. I co mi zrobicie?”. I to jest właściwe podejście do życia! Niech żyje artystyczny nieład i pasja, która nie mieści się w żadnych ramach!
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz