Podobno od przybytku głowa nie boli. No, chyba że mowa o przybytku talentów! Człowiek wszechstronnie uzdolniony staje w pewnym momencie życia przed gigantycznym dylematem: jaki kierunek szkoły wybrać? W jaki zawód pójść? Ktoś z boku powie: „Ależ mi zmartwienie, ma przecież w czym wybierać! Co ma powiedzieć biedne, kompletne beztalencie?”. No tak, tylko że talenty trzeba jeszcze rozwijać, a próba ciągnięcia kilku srok za ogon zazwyczaj kończy się bolesnym szpagatem.
Weźmy takiego młodzieńca z siedemnastego wieku. Chłopak wybitnie szukał intratnego zajęcia. Miał zapał, wielkie ambicje i szafę pełną ubrań, które ograniczały się właściwie do dwóch wersji: porządnej (na oficjalne wyjścia) oraz swobodnej – rozchełstanej koszuli odsłaniającej ramię do gołej skóry, idealnej do artystycznego nieładu.
1.
Karierę sceniczną postanowił zacząć od minimalizmu. Na pierwszy ogień poszła żydowska harmonijka ustna. Chłopak wciskał instrument między zęby, stroił miny, ale szybko zrozumiał, że tym brzęczeniem nie porwie tłumów na salonach Europy.
| Dirck van Baburen Młody mężczyzna grający na żydowskiej harmonijce ustnej |
2.
Długo się więc nie zastanawiając, porzucił minimalizm i sięgnął po coś znacznie poważniejszego – instrumenty dęte. W jego dłoniach wylądował klasyczny flet. Chłopak założył odświętną, porządną wersję stroju, zasiadł do nut i potraktował sprawę śmiertelnie poważnie.
3.
Niestety, publiczność nie podzielała jego entuzjazmu. Na koncertach wiało nudą, fani jakoś nie chcieli masowo przybywać, a z samej powagi garnka się nie napełni. „Skoro flet nie działa, pora na klasykę!” – pomyślał i zamienił drewnianą rurkę na modną, prestiżową lutnię. Wrócił do bardziej swobodnego wizerunku, stroił dramatyczne miny, rzucał spojrzenia...
![]() |
| Dirck van Baburen Młody mężczyzna grający na lutni |
I co?
I znowu klops!
4.
Kariera wirtuoza lutni również nie była mu pisana. Chłopak stawał na rzęsach, wyginał śmiało ciało, ale monety do kapelusza nadal wpadały nader rzadko. Zrozumiał, że problem nie leży w instrumentach. Winny był... brak scenicznego magnetyzmu i zbyt skomplikowane nuty!
Wtedy podjął ostateczną decyzję: porzuca trudne akordy i wchodzi w pełen, biesiadny żywioł! Ta słynna, rozchełstana koszula spadła mu nisko z ramienia, odsłaniając nagą skórę. Chłopak po prostu zaczął śpiewać od serca, z nutą czystej, rockandrollowej ekspresji tamtych czasów.
5.
To był strzał w dziesiątkę!
A żeby sukces ugruntować, do śpiewu dorzucił proste skrzypce, a w drugą dłoń chwycił solidny kielich dobrego wina. I dopiero wtedy publika oszalała! A może... umówmy się, może to od tego wina właśnie wszystko się zaczęło i stąd wzięła się ta nagła golizna, radosne pieśni oraz rzucona w kąt garderoba?
Ciekawe, co w końcu wybrał nasz bohater?
Pewnie po latach błąkania się po estradach uznał, że będąc tez uzdolnionym plastycznie, najbezpieczniej i najtaniej będzie zostać... modelem u samego siebie. Bo jak widać, od nadmiaru pomysłów na życie może rozboleć głowa, ale za to jaka piękna, pięcioodcinkowa opowieść z tego zostaje!
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz