Translate

piątek, 10 lipca 2026

GDYBY ISTNIAŁ XVIII-WIECZNY KREM Z FILTREM

Self-portret Sir Johua Reynoldsa (1723-1792)

    Są obrazy, które przedstawiają wielkie bitwy. Są takie, które pokazują świętych w ekstazie. A są też takie, na których ktoś wygląda tak, jakby właśnie wyszedł z domu i po pięciu minutach przypomniał sobie, że zostawił żelazko włączone.

  Ten młody człowiek należy zdecydowanie do trzeciej kategorii.

    Patrzy na nas spod dłoni przyłożonej do czoła niczym turysta na plaży w Łebie, który próbuje dostrzec parawan pozostawiony sto metrów dalej. Problem w tym, że na obrazie nie ma ani plaży, ani słońca, ani nawet szczególnie dalekiego horyzontu. Jest za to mina człowieka, który usiłuje wypatrzyć sens sytuacji.

    „Halo? Czy ktoś widział tutaj przyszłość?”

   Jest to autoportret artysty. Muszę przyznać, że jest to jeden z bardziej szczerych autoportretów w historii malarstwa. Większość twórców przedstawiała siebie jako ludzi natchnionych, zamyślonych albo przynajmniej eleganckich. Nasz bohater wygląda natomiast jak ktoś, kto właśnie usłyszał od mecenasa sztuki:

   – Piękne dzieło. A teraz proszę namalować to jeszcze raz, tylko taniej.

   Szczególnie podoba mi się gest dłoni. Oficjalnie zasłania oczy przed światłem. Nieoficjalnie wygląda jak uniwersalny znak stosowany przez ludzi wszystkich epok:

   „Nie wierzę w to, co widzę.”

  To gest ponadczasowy. Tak samo reagujemy dziś, gdy sprawdzamy stan konta po wakacjach albo próbujemy przeczytać regulamin promocji napisany czcionką wielkości średnio ambitnej bakterii.

   A może artysta wcale niczego nie wypatruje? Może po prostu sprawdza, czy obraz już wysechł. Wyobrażam sobie dialog:

  – Jak tam portret?

  – Jeszcze nie wiem. Patrzę z daleka.

  – I?

  – Z tej odległości wygląda nawet całkiem dobrze.

  Jest w tym obrazie coś niezwykle współczesnego. Człowiek stoi samotnie, mruży oczy i próbuje zorientować się, co właściwie dzieje się wokół niego. Brzmi znajomo? Dokładnie tak wygląda większość z nas po przeczytaniu wiadomości, instrukcji obsługi nowego urządzenia albo komentarzy pod postem w mediach społecznościowych.

  Dlatego lubię ten obraz. Nie pokazuje bohatera, zdobywcy ani geniusza. Pokazuje człowieka w chwili szczerego zdziwienia. A zdziwienie jest przecież jednym z najtrwalszych ludzkich uczuć.

  Zwłaszcza gdy próbujemy dostrzec coś w półmroku.

  Albo sens.

  Albo jedno i drugie. 

<><><><><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"JESZCZE TYLKO JEDEN ROZDZIAŁ", CZYLI PORANNY PARALIŻ KSIĄŻKOWY W WERSJI RETRO

art by Albert Anker    Drodzy Czytelnicy!  Ten obraz dzisiaj prezentowany, powinien stać się oficjalnym hymnem wszystkich osób dotkniętych ...