| Elenai by Jacek Malczewski |
Są takie obrazy, od których bije chłód, choć tło mieni się fioletem kwitnącego pola. Jacek Malczewski na swoim płótnie z 1910 roku przedstawia Ellenai – bohaterkę zaczerpniętą z mrocznego, romantycznego świata poezji Juliusza Słowackiego. Siedzi przed nami kobieta otulona potężnym, sztywnym i znoszonym jakuckim kożuchem. Ten strój nie jest jednak zwykłym ubiorem; to pancerz wygnania, materialny ciężar syberyjskiego losu, który przygniata jej ramiona do ziemi.
A jednak, gdy przyjrzymy się bliżej jej twarzy, zauważymy przedziwne, wewnętrzne światło.
Ellenai nie patrzy na widza. Jej wzrok, pełen zadumy i subtelnego spokoju, ucieka gdzieś w bok, ku wspomnieniom. W dłoniach spoczywa delikatny, biały arkusz papieru – złożony list. Ten maleńki kawałek papieru waży w tej scenie więcej niż cały ten potężny kożuch. To most rzucony ponad tysiącami kilometrów lodowatej pustyni. Świadectwo, że ktoś tam, na dalekiej, utraconej ziemi, wciąż o niej pamięta.
W tym kontraście między toporną materią a ulotnością słowa kryje się głębokie sacrum ludzkiej wytrwałości. Malczewski pokazuje nam, że można być uwięzionym cieleśnie, można nosić na sobie najcięższe brzemię losu, a jednocześnie zachować absolutną wolność ducha. Wystarczy jedna dobra myśl, jedno zapisane wspomnienie trzymane blisko serca, by chłodny krajobraz wygnania rozkwitł fioletem.
Patrząc na Ellenai, nie sposób nie zadać sobie pytania: jak my, ludzie żyjący w XXI wieku, radzimy sobie z tęsknotą? Dzisiejszy świat dał nam do ręki narzędzia, o jakich bohaterom Słowackiego i Malczewskiego się nie śniło. Zamiast listów idących miesiącami przez zaśnieżone stepy, mamy natychmiastowe wiadomości, rozmowy wideo i emotikony wysyłane w ułamku sekundy. Mogłoby się wydawać, że odległość przestała istnieć.
A jednak tęsknota wcale nie zniknęła – tylko zmieniła ubranie. Czasem, mimo ekranu pełnego powiadomień, czujemy dokładnie ten sam chłód samotności i ciężar codziennego „kożucha”, który nosiła Ellenai.
Jak więc przetrwać?
Może właśnie tak jak ona – poprzez rytuał uważności. W czasach, gdy wszystko pędzi, warto zatrzymać się, odłożyć na bok szum informacyjny i stworzyć swoje małe sacrum pamięci. Napisać jeden, ale głęboki, szczery list – choćby w formie dłuższego maila. Wyciągnąć z szuflady stare, papierowe zdjęcie, dotknąć pamiątki lub po prostu pozwolić sobie na chwilę ciepłego wspomnienia o kimś, kto jest daleko. Bo niezależnie od epoki, najskuteczniejszym lekarstwem na odległość zawsze pozostaje ta sama, niezmienna prawda: świadomość, że nosimy kogoś w sercu, a ktoś nosi w nim nas.
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz