Vittorio Matteo Corcos, 1892
"Jesień w Ogrodzie Luksemburskim"
Liście już opadły, krzesła stoją puste, powietrze ma ten szczególny, lekko melancholijny kolor.
Na pierwszym planie dwie eleganckie panie w czerni. Jedna siedzi prosto, z rękawiczkami w dłoniach, i patrzy gdzieś przed siebie – uważnie, ale trochę nieobecnie. Druga pochyla się ku niej bardzo blisko, prawie szeptem. Coś jej mówi. Coś ważnego. Albo przynajmniej takiego, co w tej chwili wydaje się ważne.
A na dole, przy samej ziemi, mała dziewczynka w wielkim białym kapeluszu.
Całkiem pochłonięta swoją zabawą. Kopie piasek, nie zwraca uwagi na dorosłe rozmowy, na sekrety, na westchnienia. Jej świat kończy się na małej łopatce i wiaderku.
I właśnie ten kontrast najbardziej mnie porusza.
Dwie kobiety wyglądają, jakby dźwigały na sobie jakąś niewypowiedzianą historię. Może plotkę, może zmartwienie, może decyzję, której jeszcze nie podjęły. Czerń ich sukien i kapeluszy sprawia, że cała scena ma w sobie coś poważnego, prawie uroczystego.
A dziecko… po prostu jest.
Jeszcze nie musi niczego rozumieć. Jeszcze nie musi wybierać słów. Jeszcze nie musi schylać głowy, żeby usłyszeć szept.
Corcos uchwycił tu coś bardzo prawdziwego:
jak blisko siebie mogą istnieć dwa zupełnie różne światy.
Jeden pełen niedopowiedzeń i ciężaru.
Drugi – lekki, skupiony tylko na chwili obecnej.
Patrzę na tę scenę i myślę, że każdy z nas czasem potrzebuje takiego białego kapelusza.
Takiej chwili, w której wolno nam nie słyszeć dorosłych rozmów
i po prostu bawić się własnym piaskiem.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz