Co ta kobietka sobie myśli....
A co tam będę zgadywać...
Dam jej się samej wypowiedzieć.
Niemożliwe? W mojej wyobraźni wszystko jest możliwe 😀
"Wróciłam.
Nie będę opowiadała skąd, bo nie ma to najmniejszego znaczenia.
Ważne, w czym wróciłam.
Bluzka z żabotami. I to nie jednym skromnym żabocikiem, tylko całą kaskadą. Człowiek, który ją projektował, najwyraźniej uznał, że skoro kobieta wychodzi wieczorem z domu, powinna mieć na piersi przynajmniej trzy piętra elegancji.
Do tego spódnica.
Rajstopy.
I szpilki.
Ach, te szpilki.
Kiedy wychodziłam z domu, byłam w nich kobietą.
Kiedy wróciłam — byłam pacjentką ortopedyczną.
Usiadłam więc.
Najpierw elegancko.
Potem mniej elegancko.
Wreszcie tak, jak siada kobieta, której jest już absolutnie wszystko jedno, co powiedziałaby na ten temat jej matka, projektant bluzki i całe środowisko ludzi dobrze wychowanych.
Prawa szpilka skapitulowała pierwsza.
Zsunęła się z pięty i zawisła gdzieś w połowie drogi między:
„jestem damą” a „zaraz cisnę tobą przez pokój”.
Lewa jeszcze walczyła.
Niepotrzebnie.
Na krześle obok wisiał mój ciepły kubraczek. Tam, skąd wracałam, wieczór był chłodny.
Tutaj było ciepło.
Nawet bardzo.
Zdjęłam więc kubraczek i dopiero wtedy spojrzałam w kąt.
I zobaczyłam JE. Stały grzecznie. Czekały. Nie poganiały mnie. Nie musiały.
Mop. Szczotka.
Jeszcze jakaś długa rura o przeznaczeniu, którego w tej chwili nie miałam najmniejszej ochoty poznawać. Cały żeński zespół instrumentalny gospodarstwa domowego przygotowany do koncertu.
Westchnęłam.
Jeszcze godzinę temu słuchałam:
– Jak pięknie wyglądasz!
– Cudowna bluzka!
– Te żaboty!
– A jakie szpilki!
A teraz jedyną publicznością był mop. Popatrzyłam na niego. On na mnie.
– Nie.
Milczał.
– Powiedziałam: nie.
Stał dalej. Bezczelny.
Przeniosłam wzrok na szczotkę. Ta również nie wykazywała najmniejszych oznak współczucia.
No dobrze. Może za chwilę.
Najpierw zdejmę szpilki. Potem rajstopy. Potem tę bluzkę, której trzy piętra żabotów właśnie zaczęły mi działać na nerwy.
Założę coś luźnego. Zwiążę włosy.
Napiję się czegoś zimnego.
Odpocznę pięć minut. No... dziesięć. Maksymalnie pół godziny. A potem pokażę wam, kto tu rządzi.
Spojrzałam ponownie w kąt.
Mop jakby się uśmiechnął. Nie podobało mi się to.
Wstałam, zrobiłam jeden krok i natychmiast usiadłam z powrotem. Zapomniałam o lewej szpilce. Zdjęłam ją. Potem prawą. Poruszyłam palcami stóp. Żyły.
To była dobra wiadomość.
Gorsza była taka, że po zdjęciu butów zobaczyłam podłogę z zupełnie innej perspektywy.
Rzeczywiście należało ją umyć.
Popatrzyłam na mopa. Mop popatrzył na mnie.
– Tylko sobie za dużo nie wyobrażaj.
Wzięłam głęboki oddech.
Na szczęście był wysoki.
Przynajmniej nie będę musiała się schylać."
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz