Konstantin Razumov przyzwyczaił nas do konkretnego scenariusza. Jego flagowa modelka zazwyczaj siedzi w paryskiej kawiarni, spowita w chmury tiulów, z miną paryskiej kokoty, nonszalancko trzymając długą cygaretkę. Wszyscy wiemy, o co chodzi – ma być pięknie, zwiewnie i z nutką dekadencji.
Spójrzcie na tę kompozycję. Dziewczyna siedzi na szezlongu w prześwitującej, pomarańczowej halce (bo umówmy się, kultura kulturą, ale styl Razumowa musi zostać zachowany). Jednak zamiast patrzeć maślanym wzrokiem na kelnera niosącego szampana, panna poprawia fryzurę z miną człowieka, który właśnie przeczytał coś niezwykle skomplikowanego. Prawdopodobnie próbuje ułożyć w głowie teorię względności albo zastanawia się, dlaczego główny bohater powieści postąpił tak niemądrze.
Sceptycy od wieków powtarzają to złośliwe i krzywdzące przysłowie, że uroda i wysokie IQ rzadko idą w parze. Nasza dzisiejsza bohaterka zdaje się mówić: „Och, doprawdy?”. Choć jej poza sugeruje lekkie zmęczenie materiału – być może ta literatura była nieco za ciężka, a może po prostu trzymanie rąk w górze przy jednoczesnym udawaniu głębokiego intelektualnego natchnienia to po prostu ciężki fitness.
Książka leży porzucona na poduszce, otwarta na losowej stronie. Czy muza faktycznie chłonie wiedzę, czy może używa dzieła jako wyrafinowanego rekwizytu, by odpędzić natrętnych wielbicieli? Jedno jest pewne: inteligencja w wydaniu Razumowa ma wyjątkowo zmysłowe, pomarańczowe oblicze. I za takie interpretacje uwielbiamy malarstwo!
<><><><><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz