Tym obrazem przedstawiam dzisiaj potęgę rozpaczy.
Są obrazy, przed którymi stajemy w głębokim milczeniu, rozdarci między estetycznym zachwytem a dreszczem przerażenia. Do takich dzieł niewątpliwie należy „Ghismunda z sercem Guiscarda” autorstwa siedemnastowiecznego florenckiego mistrza, Francesco Furiniego. Na pierwszy rzut oka widzimy piękną, zmysłową kobietę o alabastrowej skórze, spowitą w bogate barokowe tkaniny. Gdy jednak wzrok wędruje za jej nienaturalnie napiętym ramieniem, odkrywamy makabryczny detal: kobieta z siłą wyciska ludzkie serce wprost do metalowej czary.
Kim jest ta postać i skąd w tym intymnym, mrocznym kadrze wziął się tak drastyczny motyw?
Aby w pełni zinterpretować to dzieło, musimy cofnąć się do XIV wieku, a dokładniej do pierwszej opowieści czwartego dnia „Dekameronu” Giovanniego Boccaccia. Ghismonda (w tradycji angielskiej znana jako Sigismunda) była córką księcia Tankreda z Salerno. Zakochana bez pamięci w ubogim dworzaninie Guiscardzie, postanowiła poślubić go w tajemnicy. Kiedy zazdrosny i apodyktyczny ojciec odkrył ten potajemny związek, kazał zamordować młodzieńca, a jego wyrwane serce wysłał córce w złotym pucharze jako okrutny dar.
Furini uchwycił moment absolutnie graniczny – sekundę przed ostateczną katastrofą. Ghismunda nie płacze histerycznie. Jej twarz wyraża głębokie skupienie, niemal transową rezygnację połączoną z żelazną determinacją. Sposób, w jaki wyciska krew z serca ukochanego, jest jej ostatnim aktem intymności i buntu przeciwko tyranii ojca. Wiemy, co wydarzy się za chwilę – do pucharów z krwią i łzami doleje truciznę, wypije miksturę i umrze, łącząc się z Guiscardem w śmierci.
Malarz po mistrzowsku posłużył się tu techniką chiaroscuro, czyli głębokim światłocieniem. Ciemne, nieprzeniknione tło potęguje klaustrofobiczną atmosferę i izoluje bohaterkę od reszty świata. Światło pada ostro na jej odkryte ramię i pierś, co w epoce baroku wywoływało skrajne emocje – to niezwykłe połączenie erotyzmu z motywem śmierci stało się zresztą znakiem rozpoznawczym Furiniego. Blask wydobywa też naczynie i bezwzględny uścisk dłoni, skupiając całą uwagę widza na tragedii.
„Ghismunda” to nie tylko ilustracja literackiej noweli. To uniwersalny i poruszający obraz psychologicznego portretu kobiety, która w obliczu straty traci wszystko, oprócz własnej godności i wolnej woli. Furini pokazuje nam, że miłość potrafi być równie piękna, co niszczycielska.
Opis jest czysto obiektywny, bo trudno umniejszać umiejętnościom artysty, ale ze względu na brutalność sceny, trudno wywołać u mnie zachwyt kunsztem malarza. Scena wywołuje we mnie niepokój.
<><><><><><><><><><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz