Translate

środa, 13 maja 2026

MRUCZĄCY AMBASADOR NA KOLANACH U ZUZANNY

art by Glenn Harrington

 

   Zuzanna wraca z pracy. Jest mroźne popołudnie. Drogi śliskie. Całą uwagę skupia na ostrożnej jeździe, ale przecież, jeśli ona jedzie prawidłowo, to nie jest w pełni ufna innym kierowcom. Wysiadając z auta w podziemnym garażu w swoim apartamentowcu jeszcze jest spięta. Winda , 1. piętro i….

  Jakiś kontenerek pod jej drzwiami.

 Podchodzi bliżej. Zza kratek przyglądają się jej 2 czarne oczka .

- Co za licho? – zaskoczona pochyla się i chwyta kartkę, przymocowaną do kontenerka,  już w tym czasie wiadomo, kto zacz w środku. Ciche miauknięcie … po czym drapanie w drzwiczki.

   Nim wejdzie do mieszkania. Otwiera kartkę złożoną wpół.

Zuzanno, to kot Twojej Mamy”

  Słyszy windę, więc szybko otwiera drzwi i oszołomiona wchodzi z tym podrzutkiem do domu. Otwiera kontener, wyjmuje jakąś czarkę, wlewa mleko i podaje kotu. Sama nie rozbiera się z futra ani czapki… pada na fotel.

 - Co to wszystko znaczy?

   Z mamą nie widziała się już…kilka lat. Powiedzmy, że każda z nich stosowała przeciwne  sobie normy społeczne, a tolerancja nie wchodziła w grę.

Skąd ten kot u niej?

Kto go podrzucił i znał jej adres?

Co z mamą?

Chora?

 A może…

POWRÓT Z ZAŚWIATÓW CODZIENNOŚCI 

   Zuzanna siedziała nieruchomo. Białe futro kota zlewało się z jej jasnym płaszczem, a ciche mruczenie wibrowało wprost na jej sercu, powoli rozpuszczając lodową skorupę po trudnej podróży.
  Przez całe dorosłe życie powtarzała: 
"Tylko nie kot. To zwierzęta fałszywe, niezależne i złośliwe”. 
  Był to jeden z wielu punktów spornych z matką, która koty ubóstwiała. Ta niechęć była dla Zuzanny niemal manifestem jej własnej niezależności i dystansu do świata. 
  A teraz? 
 Teraz trzymała to ciepłe stworzenie na kolanach i czuła dziwny, nieznany dotąd spokój.
 – Co z mamą? – szepnęła do pustego salonu.
 Odpowiedź przyszła niespodziewanie. W kontenerku, pod kocykiem, wyczuła coś twardego. Wyciągnęła niewielkie, staroświeckie pudełko z laki. W środku leżał klucz z mosiężną zawieszką i drugi list. Ręce jej drżały, gdy go rozkładała.
   "Zuzanno, ten kot ma na imię Ambasador. Mama nie jest chora. Mama po prostu zrozumiała, że normy społeczne to tylko mury, które same budujemy. Sprzedała dom i wyjechała w podróż, o której zawsze marzyła. Powiedziała, że tylko Tobie ufa na tyle, by powierzyć Ci to, co kochała najbardziej – i wiedziała, że tylko Ambasador zdoła Cię przekonać do tego, czego tak bardzo się bałaś: do bezwarunkowej czułości. Klucz jest do skrytki bankowej. Nie ma tam złota, są Twoje listy z dzieciństwa, których nigdy nie wysłałaś. Teraz są Twoje. Czas na tolerancję dla samej siebie.
   Podpis był niewyraźny, ale treść aż nadto jasna. To nie był zwykły spadek, to była misja pokojowa.
  Zuzanna spojrzała na Ambasadora. Kot przeciągnął się leniwie i spojrzał na nią tym samym, przenikliwym wzrokiem, który tak dobrze znała u matki. Jakby chciał powiedzieć: 
  „No i co tak siedzisz? Przecież nienawidzisz kotów, a właśnie pozwalasz mi spać na swoim najdroższym płaszczu”.
  Nagle apartamentowiec przestał wydawać się zimną twierdzą. Ściana między nią a przeszłością runęła. Zuzanna zdjęła czapkę i po raz pierwszy od lat  poczuła, że wreszcie dojechała do celu. Nie tylko tego w podziemnym garażu, ale do miejsca, w którym zasady wreszcie ustępują miejsca sercu.

<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

wtorek, 12 maja 2026

CZEGO TA DAMA TAK PILNUJE

art by Andriej Morozow

     Moja Toffi od kilku minut siedzi przed ekranem i intensywnie wpatruje się w obraz Andriej a Morozowa. W końcu nie wytrzymuje i zaczyna monolog:

– Pani, a czego ona tak pilnuje? – pyta, przekrzywiając łepek.
– Która „ona”?
– No ta dama w dekolcie, co patrzy z obrazu na obraz! 

Łypie okiem na ten stolik jak Cerber. Lampki wina pilnuje czy tej naftowej? Bo jak wina, to ja ją rozumiem…

Wzdycham.

– Toffi, to jest martwa natura ze skrzypcami i różami.
– Martwa? A wygląda całkiem żywo. I jeszcze te róże… Jakby pani miała takie w wazonie, to ja bym ich pilnowała lepiej niż ona tego wina.

Toffi robi rundkę wokół stołu i wraca z miną spiskowca:

– Pani, a jakbym tak pożyczyła sobie jedną parę okularów? Maltańczyki mają skłonność do chorób oczu, sama mówiłaś. Mogłabym lepiej widzieć, co ta dama naprawdę strzeże…
– Toffi, nawet o tym nie myśl. Pamiętasz aferę z serwetkami i wacikami?
– No właśnie… – spuszcza uszy. – Przez to blogowanie to już cała Polska mnie zna. Wstydzę się pokazać na osiedlu.


Nagle Toffi prostuje się i z dumą kontynuuje:

– A tak w ogóle to wczoraj to ja byłam gwiazdą! Pan zorganizował wyścigi na hulajnogach z sześcioletnim wnuczkiem. No to ja się wprosiłam. Między nimi, na czterech łapkach, wyprzedzałam ich jak bolid!

– I co, wygrałaś? – pytam rozbawiona.

– Wygrać to nie wygrałam, ale beze mnie by nie wiedzieli, że to Pan startuje! – odpowiada z dumą. – Kto by przypuszczał, że w tym wieku facet będzie śmigał na hulajnodze po osiedlowej uliczce? Ludzie jeszcze dzisiaj za brzuchy się trzymają. Ja przynajmniej biegałam z gracją… a oni? No cóż… amatorzy dwóch kółek...  i tyle.

Toffi patrzy na mnie z ukosa i dodaje konspiracyjnie:– Ale wie pani co? Następnym razem biorę hulajnogę tylko dla siebie. Będę jeździła tyłem. To na pewno zrobi większe wrażenie.

poniedziałek, 11 maja 2026

GEORGE TSUI - " DZIEWCZYNA Z MARZENIAMI W DŁONIACH"


art by George Tsui
    
      Jest w tym obrazie taka delikatna magia…
Młoda kobieta o twarzy rozświetlonej delikatnym światłem pochyla się nad otwartym folderem. Jej włosy miękko opadają na ramiona, a czerwona suknia spływa jak płomień tęsknoty. Wydaje się, że w tej chwili nie siedzi w zwykłym pokoju – ona odlatuje.

     Strona po stronie, słowo po słowie… podróżuje.
Tak właśnie wyglądała Marta.

     Zwykła, uboga studentka turystyki, która marzyła o świecie, choć na razie mogła go dotykać tylko palcami na papierze. Zamiast walizek miała sterty folderów z biura podróży, które sprzątała po godzinach. Zamiast egzotycznych plaż – wieczory przy kuchennym stole i marzenia tak silne, że aż serce mocniej biło.

    Ale marzenia mają tę piękną właściwość, że gdy są prawdziwe i podparte pracą – zaczynają się spełniać.

     Kierowniczka biura dostrzegła w Marcie ten sam blask, który widzimy na obrazie Tsui. Dała jej szansę. A Marta chwyciła ją całym sercem. Najpierw jako pomocnik przewodnika, potem pełnoetatowa pracownica, studentka zaoczna, a w końcu… wspólniczka biura.

       Z czasem jej życie stało się jedną wielką, piękną podróżą.

     Patrząc na tę dziewczynę George’a Tsui, czuję, że obraz opowiada właśnie o takich chwilach – gdy marzenie jest jeszcze kruche, intymne, skrywane głęboko w sercu, ale już tak silne, że rozświetla całą postać od wewnątrz.

      Czerwona suknia jak miłość do życia.
Otwarta książka jak otwarta przyszłość.
Spuszczony, skupiony wzrok – jak obietnica, że nie podda się.Bo największe podróże zaczynają się nie od biletu lotniczego, lecz od takiego cichego, rozpalonego marzenia czytane późnym wieczorem.

   A Wy?

Czy pamiętacie moment, kiedy Wasze największe marzenie było jeszcze tylko „książką w dłoniach”?
Chętnie przeczytam Wasze romantyczne historie w komentarzach.



<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

niedziela, 10 maja 2026

STEPHEN SHORTRIDGE - SZTUKA, KTÓRA PRZYTULA


    Czasem wystarczy spojrzeć na obrazy i od razu robi się cieplej na sercu.

   Dzisiaj zapraszam Was do kolażu prac Stephena Shortridge’a – malarza, który z aktora telewizyjnego przeistoczył się w prawdziwego poetę pędzla. Jego obrazy są pełne światła, czułości i tego specyficznego, amerykańskiego romantyzmu.

   Patrząc na ten kolaż, widać, jak Shortridge kocha chwile:
dzieciaki z nosami przyklejonymi do ram obrazów,
młode pary tulące się przed sztuką, starsze małżeństwa, które po prostu są razem,
i na dole… trzy starsze panie komentujące akt z 

wyraźnym błyskiem w oku

Bo sztuka nie ma wieku. Ani pory dnia. Ani tematu tabu.

Shortridge maluje tak, jakby chciał powiedzieć: „życie jest piękne” – nawet wtedy, gdy jesteśmy mali, zakochani, starzy, czy właśnie stoimy przed nagimi figurami i chichoczemy pod nosem.

   To nie jest sztuka na pokaz. To sztuka na pocieszenie, na uśmiech i na „ojej, jak ładnie”.

A Wy?
Który obraz z tego kolażu najbardziej Wam się podoba i dlaczego?

Zapraszam do komentowania – z przymrużeniem oka.💗


<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

sobota, 9 maja 2026

OPERACJA "WYPRZEDAŻ MINUT", CZYLI JAK PANI BARONOWA CZAS OSZUKAŁA

Andrius Kovelinas - "Sprzedawca Czasu"


    Pani Baronowa w brązowym toczku (zawsze o dwa kroki przed modą i o trzy przed własnym mężem) nie przyszła tu robić awantury o byle amanta. O nie! Ona jest kobietą biznesu. Słysząc, że na mieście pojawiły się dwie „Handlarki Minutami” (te w goglach i z bezczelnym dekoltem), postanowiła osobiście sprawdzić asortyment.

Akt I: Groźne wejście
– Moja droga – szepnęła Baronowa do swojej wiernej służącej (tej w skromniejszym, ciemnym kapeluszu po lewej) – trzymaj moją torebkę i przygotuj sakiewkę. Te panienki myślą, że sprzedadzą mi stary czas jako nowy, bo założyły miedziane kółka na oczy.

Akt II: Negocjacje wysokiego ciśnienia
Główna „Sprzedawczyni” (ta z medalionem w ręku) unosi mały zegarek i z uśmieszkiem godnym kasjera w banku mówi:
– Szanowna Pani, ten czas jest z importu. Najlepszy rocznik – godzina piąta rano z Paryża. Świeżutka, pachnąca rogalikami. Tanio nie będzie!
Ale Baronowa tylko mocniej zacisnęła dłonie na laseczce.
– Piąta rano? Moje dziecko, w tym wieku o piątej rano to ja dopiero kładę się spać po balu. Chcę czegoś grubszego kalibru!

Akt III: Ciężka artyleria
Widząc, że klientka nie jest „z pierwszej łapanki”, pomocnica handlarki (ta po prawej) wyciąga prawdziwy skarb: duży zegar na grubym łańcuchu.
– Skoro tak... oto „Czas na Żądanie”. Jeden obrót wskazówki i mąż wraca z delegacji trzy godziny wcześniej, bez pytania o rachunki z butików!

    [Nasza Pani w brązowym kapeluszu nie przyszła się kłócić o męża. Ona przyszła go... skrócić! O te kilka godzin, które spędza tam, gdzie nie powinien. Dzięki dużej „armacie” (wielkiemu zegarowi) Baronowa ma teraz kontrolę nad czasoprzestrzenią.]

  Handlarki myślą, że zarobiły, a to Baronowa właśnie wykupiła sobie „Wieczną Młodość” i „Święty Spokój”, płacąc za nie guzikami, które służąca sprytnie pomalowała na złoto tuż przed wejściem)

🕰️ KONFRONTACJA, CZYLI DUŻA ARMATA W AKCJI
Baronowa wkroczyła do salonu z taką miną, jakby właśnie wygrała bitwę pod Trafalgarem. Mąż, siedząc w fotelu i udając, że studiuje notowania giełdowe (a tak naprawdę sprawdzając w lusterku, czy gogle pasują mu do krawata), zapytał niepewnie:
– Kochanie, skąd ta nagła radość? I co to za ogromna cebula zwisa ci u pasa?
Baronowa uśmiechnęła się słodko, podnosząc „ciężką armatę” – wielki zegar od handlarek – prosto przed jego nos.
– To, mój drogi, jest Korektor Małżeński. Właśnie kupiłam ci „dodatkowe trzy godziny” spędzone w biurze, o których tak często wspominałeś.
Mąż zbladł.
– Ale jak to? Przecież czas to pojęcie względne...
– Owszem – przerwała mu Baronowa, stukając laską o podłogę. – Od dzisiaj twoje „pięć minut na mieście” trwa dokładnie tyle, ile mi zajmuje wypicie jednej kawy. A jeśli ten zegar pokaże, że spóźniłeś się choćby o sekundę, osobiście użyję go jako odważnika... do twojej ulubionej wędki!

Morał ostateczny:
Mąż Baronowej w ciągu minuty stał się najbardziej punktualnym człowiekiem w całym Imperium Steampunku. Zrozumiał, że przeciwko kobiecie z brązowym kapeluszem i zegarem wielkości talerza obiadowego, nawet grawitacja nie ma szans.


<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

piątek, 8 maja 2026

EKSTREMALNY OPŁATEK


   Właściwie to nie mogłam zdecydować się na tytuł tej interpretacji. Może powinnam zatytułować ten post :

"Jak przetrwać święta, gdy lodówka świeci pustkami (dosłownie)".

  "Wigilia na Syberii” – obraz, który jest oficjalnym patronem wszystkich nieudanych spotkań rodzinnych, przy których sałatka jarzynowa smakuje jak egzystencjalny kryzys.

Jacek Malczewski - "Wigilia na Syberii"

   Oto co tam się wyprawia w wersji „bez filtra”:
Najbardziej depresyjna kolacja w historii: 
Zapomnij o 12 potrawach, choince i wesołych kolędach. Tutaj menu to głównie „nadzieja polana sosem z rozpaczy”. 
Panowie siedzą przy stole tak, jakby właśnie dowiedzieli się, że w tym roku święty Mikołaj nie dość, że nie przyjdzie, to jeszcze zabrał im paszporty.

   Gdzie jest jedzenie?: 
Na stole leży biały obrus (punkt za elegancję!), ale jedzenia tam tyle, co w lodówce studenta przed wypłatą. Jeden pan patrzy w pusty talerz z taką intensywnością, jakby próbował siłą woli wyczarować tam chociaż jednego pieroga. 
( Nie udaje mu się).

  Stylizacja „Zesłanie Chic”: 
Jeśli myślałeś, że Twoje bose stopy u Prządki były dziwne, to spójrz na tych dżentelmenów. Kożuchy, wielkie buty (w końcu ktoś ma buty!), zmierzwione brody i miny typu „Czy to już czas na deser, czy to tylko kolejne dziesięć lat wyroku?”. To taki wczesny styl drwala, ale bez kawy z latte art i rzemieślniczego piwa.

   Samotność w tłumie: 
Choć siedzą razem, każdy z nich jest w innym wymiarze smutku. Jeden patrzy w okno, drugi w stół, trzeci w nicość. To idealna metafora wigilii u cioci, kiedy wszyscy siedzą przy jednym stole, ale każdy w duchu zastanawia się, czy serial na Netfliksie już się załadował.

   Brak karpia, dużo symboliki: 
Malczewski zamiast ryby w galarecie zaserwował nam czystą narodową traumę. Nawet światło na tym obrazie jest takie, jakby żarówka miała zaraz zgasnąć, bo nikt nie opłacił rachunku za prąd w guberni tobolskiej.

   Podsumowując: 
„Wigilia na Syberii” to obraz, który przypomina nam, że nawet jeśli przypalisz barszcz i zapomnisz kupić prezentu dla teściowej, to i tak Twoja Wigilia jest bardziej luksusowa niż ta u chłopaków Jacka.



<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

czwartek, 7 maja 2026

GDY ŻYCIE RZUCA CI KŁODY POD NOGI, A TY MASZ NA SOBIE 5 METRÓW JEDWABIU - LEKCJA WALENCKICH KWIACIAREK

   Mój Drogi Gościu, jeśli jesteś pierwszy raz na tym blogu , proszę, zapoznaj się z moją instrukcją


🛠️ Instrukcja obsługi „Oka na obraz”

Zdejmij krawat i powagę – tutaj arcydzieła nie gryzą, one puszczają oko. 😉
Zapomnij o datach – nieważne, kiedy malarz żył, ważne, czy jego model ma dziś minę jak Ty przed poranną kawą. ☕
Eklerki mile widziane – okruchy na klawiaturze to jedyne dopuszczalne ślady zwiedzania. 🍰
Patrz sercem, nie podręcznikiem – jeśli w wielkiej sztuce widzisz instrukcję profesjonalnego lenistwa... to znaczy, że czytasz idealnie! ✨~

~~~~~~~~~~

   Patrząc na dzieło José Mongrella, łatwo dać się nabrać na to piękne słońce. Ale umówmy się – to nie jest statyczny portret. To kadr z filmu akcji, w którym głównym antagonistą jest grawitacja i nadmiar materiału.

by Jose Mongrella
- Kwiaciarki z Walencjii

   Akt I: Wielki finał (dosłownie)
Na pierwszym planie mamy sytuację kryzysową. Jedna z kwiaciarek najwyraźniej zaliczyła bliskie spotkanie z walenckim brukiem. Czy to przez te białe buciki? Czy może potknęła się o własną ambicję (i metry jedwabiu)? Nieważne. Ważne, że siedzi na ziemi w pozie „tak miało być, właśnie sprawdzam jakość podłoża”.

   Akt II: Ratownik w chustce
Nad poszkodowaną pochyla się postać (wygląda na mężczyznę w tradycyjnej chustce, być może pomocnika lub znajomego handlarza). Jego mina mówi wszystko: „Mówiłem, żebyś nie biegła z tymi kwiatami!”. To klasyczny moment, w którym jedna osoba próbuje pomóc, a druga prawdopodobnie syczy przez zęby: „Zostaw mnie, udaję, że szukam zgubionego kolczyka!”.

    Akt III: Królowa Dramatu i Spokojny Widz
W samym centrum stoi kwiaciarka, która jako jedyna trzyma pion (i fason). Zgrabnie niesie naręcze kwiatów w podwiniętej spódnicy, uśmiechając się do widza, jakby chciała powiedzieć: „Ja tu jestem tą profesjonalistką. Koleżanka na ziemi? Jaka koleżanka?”.

  Z tyłu natomiast przygląda się wszystkiemu trzecia kobieta. Jej spojrzenie to czysta esencja „sąsiedzkiego monitoringu”. Nie pomoże, ale na pewno dokładnie zapamięta, jak spektakularny był to upadek, żeby wieczorem opowiedzieć o tym przy kolacji.

A czy nie jesteś ciekawa, co z tymi kwiatami się dzieje, bo ja wiem... 
Byłam w Walencji w 1981 r. Widziałam takie stragany niedaleko katedry. Tymi kwiatami jest ustrojona figura Matki Bożej na procesję, Ale też cała Walencja tonie wówczas w kwiatach. Szczególnie w goździkach.

Poniżej link oraz film z podobnej procesji Ofiarowania kwiatów Maryi  z okazji festiwalu Las Fallas w  W Walencji w roku 2012. Ja swojego filmu z maja 1981 roku nie mam, ponieważ przepisy stanu powojennego nie pozwalały na przewożenie przez granice aparatów fotograficznych ani kamer.
Jeśli chcesz wiedzieć więcej o moich przeżyciach z maja 1981 przejdż na mój inny blog. 
..............
 Czego uczy nas  obraz , ktory w tym poście na swoj sposób interpretowałam?
Życie to nie tylko pozowanie w pełnym słońcu. To przede wszystkim umiejętność zachowania godności, gdy Twoja spódnica waży 5 kilo, a Ty właśnie badasz twardość ziemi na oczach całego targu.







<><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

  Najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki -  "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj



BLOGOWANIE TO PIĘKNA PRZYGODA

 Poprosiłam SI, aby przedstawiła w ilustracji mój komunikat Nieważne, że nie jestem podobna do siebie. To najmniej istotne. Ale poczytajcie ...